Menu
logo irlandia.ie

Niedostępność

Niedostępność

Na pewno każdy z nas zauważył pewne zjawisko. Ona jest mało zainteresowana tym kto okazuje jej względy, a ten nieprzystępny tak zwany "bad boy" wzbudza jej pożądanie. Oczywiście w odwrotnej wersji płci też to działa. Dlaczego tak jest, iż często gardzimy tymi którzy ofiarują nam wszystko a uganiamy się za tymi którzy dają nam okruszki? Dlaczego niedostępność emocjonalna jest atrakcyjna? Czy jesteśmy masochistkami?

 

Myślę, że prawie  każda kobieta kiedyś się zakręciła na punkcie kogoś kto ją odrzucał. Lubię seriale na Netflixie i oglądałam ostatnio bardzo zabawny i inteligentny serial pod nazwą LOVE. On niekoniecznie przystojny ale urokliwy, ona śliczna ale pogubiona życiowo. Spotkanie dwóch nietuzinkowych postaci, pokazuje bardzo częste zjawisko, które mówi że... cały w tym ambaras, aby dwoje chciało naraz... Tych dwoje się sobie podoba i wydaje się  dogadywać, ale jest to dwójka skomplikowanych ludzi o niezbyt wysokim poczuciu własnej wartości i, jak to w życiu, projektują na siebie nawzajem własne lęki. I zamiast rozwijającej się relacji, spokoju i harmonii mamy próbę sił i emocjonalny roller-coaster. Obie strony chcą tego samego, miłości, ale te desperackie próby odnalezienia jej w tej drugiej osobie kończą się bardzo boleśnie. Zastanawiam się, skąd w nas ta chęć, autodestrukcji i wyczerpywania się emocjonalnie w relacji z drugą osobą. Dlaczego wiele osób wpada w tę pułapkę zabawy w kotka i myszkę?

Niekoniecznie zawsze w tej wersji, ale bardzo częsty jest w naszych czasach schemat, który ja nazywam "dwoje dzieci w piaskownicy". Ona nakarmiona w dzieciństwie bajkami o księżniczkach i filmami w stylu „żyli długo i szczęśliwie”, ma wyśnioną wizję swojego związku, czytaj - swoją we własnej wyobraźni piaskownicę, w której są różnorakie zabawki typu: ślub w sukni z welonem, domek z ogrodem, wspaniały seks, romans, kwiaty każdego dnia itd. itp... Oczywiście pragnie tego męskiego wspaniałego księcia - wybawiciela od jej wszystkich problemów, i kiedy go znajdzie całą energię poświęca na to, aby on bawił się z nią w piaskownicy jej zabawkami, zapominając zupełnie, że ma do czynienia z drugim człowiekiem. On chętnie wchodzi do piaskownicy, żeby pociągnąć dziewczynkę za warkoczyk, ale jak się już znajdzie w tej piaskownicy, to przestaje mu się już ta zabawa podobać, i zaczyna szukać wyjścia, jak tu uciec. Jedni chłopcy po prostu odchodzą, inni udają, że się bawią ale tak naprawdę też uciekają, w głąb siebie i stają się emocjonalnie odizolowani. Dla niej zabawa jej zabawkami jest tak ważna, gdyż jest dla niej pewnego rodzaju ukojeniem, a każdy jego sprzeciw, bardzo prawdziwie ją boli, ponieważ trafia w uczucie odrzucenia, które pierwotnie bardzo często jest uczuciem odrzucania przez własnego ojca. Można by ją za to krytykować, i pokazać jakie to samolubne ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Często w tej kobiecie tkwi mała dziewczynka, odrzucona przez ojca, bezskutecznie starająca się zwrócić na siebie jego uwagę. Prawda jest taka, że niezaleczone rany z dzieciństwa i nieszczęśliwe wewnętrzne dziecko powodują podświadomą reakcję, i nasze emocje są jak zacięta płyta, a każdy mężczyzna otwiera tę starą ranę na nowo, dopóki nie wyleczymy jej same.

Pokolenie naszych rodziców było pierwszym pokoleniem po wojnie. Wojna jest traumą. Indianie mawiali, że musi minąć 7 pokoleń aby zneutralizował się wpływ takich wydarzeń. Wielu z nas Polaków dorastało w rodzinach silnych, krytycznych i zawsze gotowych do samo-poświęcenia matek, i prawie nieobecnych, zamkniętych w sobie ojców. Jako małe dziewczynki potrzebujemy uwagi rodzica płci przeciwnej. Jeśli tata był dla nas emocjonalnie nieosiągalny, czujemy pustkę, i podświadomie będzie nas ciągnęło do tak samo emocjonalnie niedostępnych partnerów. Tak samo mężczyźni, często synowie nadgorliwych matek i nieobecnych ojców, czują się podświadomie obciążeni wszechobecnością własnej rodzicielki i postanawiają nigdy nie dorosnąć, być wiecznym chłopcem. Często boją się odpowiedzialności i złapania w pułapkę, i tym samym przyciągają do siebie bardzo kontrolujące kobiety. Więc po okresie pierwszych zalotów, mamy dwoje dzieci w piaskownicy, gdzie mała dziewczynka ze wszystkich sił stara się zwrócić uwagę tatusia i chłopca, który czuje się obciążony i przytłoczony nadgorliwą miłością własnej mamusi. Żeby ona i on mogli być wreszcie wolni, konieczna jest praca nad wewnętrznym dzieckiem. Trzeba uleczyć stare rany i dorosnąć. Wtedy można wyjść poza mitologię, zarówno tę społeczną jak i tę z najbliższej rodziny, i zacząć budować swoją własną historię i zdrowe relacje oparte na prawdziwej więzi człowieka z człowiekiem, a nie na wymyślonej wizji tego idealnego związku.

Zaznaczyłam tutaj też problem, który jest bardzo istotny, mianowicie problem nieobecnego lub słabego ojca, ale jest to temat tak szeroki, iż poświęcę mu osobny artykuł. Temat nieprzystępności emocjonalnej jest tak częsty, że poświecę mu kilka osobnych artykułów w mojej kolumnie.

Ile razy słyszymy... „to pewnie jeszcze nie ten właściwy”. Co to właściwie znaczy? Jak często jesteśmy przywiązane do swojego mitu w głowie, zamiast otworzyć się na drugiego człowieka w całej jego różnorodności. Spójrzmy na to inaczej, jak często my kobiety uganiamy się za jakimś wyimaginowanym wzorcem, jak kot za bańką mydlaną, kiedy ją złapiemy... buch - nie ma! Jak rozpoznać życie od iluzji, tylko poprzez poznanie samych siebie.

Innym powodem dlaczego tak bardzo kręci nas niedostępność, jest fakt, że jesteśmy często wychowywane w przekonaniu, iż chwalebnie jest poświęcać samą siebie dla innych. Zapętlenie na temat poczucia odrzucenia jest często spowodowane odrzucaniem samej siebie. Nie czujemy się wystarczająco warte miłości i uwagi, dlatego ktoś kto rzuca nam okruszki ze stołu działa jak narkotyk. Poczucie odrzucenia jakie czujemy przy tym człowieku jest gorzkie ale znajome, znamy dobrze to uczucie z dzieciństwa, dlatego też jak koń z klapkami na oczach, wracamy do tej osoby która nie daje nam nic, a każda nasza próba jest niemym krzykiem, kochaj mnie i pokaż przez to, że coś na tym świecie znaczę, ale to co się pojawia to coraz więcej pogardy dla samej siebie. Budujemy sobie iluzję wokół tej postaci, obiektu naszych marzeń, i myślimy „gdyby tylko on był inny”... Celowo użyłam słowa obiekt, gdyż jesteśmy tak zakręcone we własnej obsesji, że tak naprawdę nie możemy zobaczyć drugiego człowieka, nawet jeśli dzieli z nami łoże każdego dnia. Jest na to tylko jedna rada. Zacząć od siebie! Praca nad własnym poczuciem wartości, samopoznanie i zwrócenie się w głąb siebie, pozwoli nam się otworzyć na innych i na miłość. Nie można kogoś kochać naprawdę, nie kochając samego siebie. Miłość niczego nie żąda i nie jest samolubna, a strach jest pełen litości i wymagań. Porzucenie oczekiwań i odrzucenie kontroli, jest krokiem ku szczęściu i wewnętrznej wolności.

Sylwia Bartosz

Ostatnio zmienianyśroda, 24 sierpień 2016 04:40
Więcej w tej kategorii: « O SENSIE ŻYCIA O CZASIE »
powrót na górę