Menu
logo irlandia.ie

Avatar

Kiedy piszę te słowa, AVATAR po raz drugi schodzi z kinowych ekranów.

O trzymetrowych niebieskich kotach z planety Pandora, zdążyliśmy dowiedzieć się już wszystkiego. Chińczycy popełniali samobójstwa na salach kinowych, kilku Amerykanów zafarbowało skórę na niebiesko i przechrzciło się na imiona plemienne NAVI, kilku Europejczyków do spółki z Japończykami założyło stosowne serwisy pornograficzne, gdzie można wygenerować własnego animowanego avatara i spółkować z nim do woli, nie tylko przy użyciu warkoczy, ale również całkiem ludzkich i zwyczajnych wibratorów.

James Cameron, niczym nawiedzony kaznodzieja, cały czas mówi o technologii 3D, nadając jej jeszcze jeden dodatkowy wymiar. Wymiar szlachetny. Rewolucyjny. Porównywany do przełomu, którym niewątpliwie było udźwiękowienie filmów (z którym psychicznie nie mógł sobie poradzić Charlie Chaplin), do przełomu, którym było dodanie do filmów koloru.

Ale to przecież bzdura.

Technologię 3D można porównać tylko i wyłącznie do przełomu ekonomicznego. Filmy nigdy tak dużo nie zarabiały. To fakt. Czasami wystarczy przekonwerterować film do formatu 3D, żeby zarobić kiladziesiąt milionów więcej. Clash of the Titans było konwersją. Prawie każde trójwymiarowe gówno, jest konwersją z formatu analogowego do 3D. A ludzie i tak kupują bilety. Bilety które są droższe, od biletów na seanse analogowe, a nie oferują nic oprócz głębi obrazu i bólu głowy.

Po obejrzeniu Avatara, twoje życie nie staje się lepsze. Kolejny Azjata popełnia kolejne samobójstwo, ale ty nadal musisz wstać rano, umyć zęby i zjeść śniadanie. Twoje płatki nie smakują lepiej. Twój tost nadal jest, tylko i wyłącznie opieczoną kromką chleba.

Avatar po dodaniu kolejnych ośmiu minut, nadal będzie idiotycznym zlepkiem fabularnym z Pocahontas i Tańczącego z wilkami. Będzie tworem, który udaje coś, czym nie jest.

I tu pojawia się najważniejsze pytanie.

Dlaczego oglądamy filmy?

Jaki powinien być stosunek treści do formy? 3D to tylko forma. Avatar to piękne animacje i spektakularne efekty specjalne, ale nic więcej. Nic więcej! A treść?

Avatar to film trwający, w aktualnej specjalnej wersji, 2 godziny 40 minut. Druga premiera kinowa w skali ostatnich dziesięciu miesięcy, a przed nami kolejne dwie premiery na DVD, oraz Blu-Ray! Przełom ekonomiczny, prawda? Ludzie to kupują. Żeby kupić theatrical version Avatara, trzeba wydać pieniądze, żeby kupić extended edition Avatara, nadal trzeba wydać pieniądze, a to nie wszystko! Kolejna wersja będzie o kolejne 7 minut dłuższa, a żeby obejrzeć film w 3D, w warunkach domowych, trzeba kupić kolejną wersję na Blu-Ray... i telewizor Panasonica! Bo tylko na nich będzie można obejrzeć film w 3D, przynajmniej narazie.

Przełom ekonomiczny, który nie ma nic wspólnego z kinematografią, jako taką. Tym właśnie jest technologia 3D.

Dlaczego świetny INCEPTION, nie został nakręcony technologią pana Camerona? Bo obraz jest czasami do 80% ciemniejszy, niż w wersji analogowej. Dlatego że ostrość jest znacznie gorsza. I choć studio Warner oświadczyło, że od stycznia 2010 roku, wszystkie ich produkcje będą wypuszczane do dystrybucji w wersji trójwymiarowej, ale INCEPTION nadal jest analogowe.

Christopher Nolan przyznał w jednym z wywiadów, że 3D to zabawka, a w sytuacji w której ta technologia będzie umożliwiała prawdziwą pracę, a nie zabawę, on z chęcią zacznie kręcić trójwymiarowe produkcje. Warner pozwolił Nolanowy na dystrybucję filmu w 2D, bo Nolan opowiada prawdziwe historie (Memento, Prestige, Insomnia), a nadal potrafi zmasakrować BOX OFFICE. The Dark Knight zarobił miliard dolarów w samych tylko kinach. I co?

Na dzień dzisiejszy sprzedaż biletów 3D spada na łeb na szyję. Ludzie wybierają seanse analogowe, ze względu na ceny biletów i brak komfortu oglądania. Wystarczy lekka wada wzroku, i po 3 godzinnym seansie Avatara, można dostać nudności, albo oszaleć.

Jak wszystko w dzisiejszych czasach, wszystko ma swój update. Co zrobić, żeby 3D było lepsze jakościowo? Zmienić projektory na laserowe!

Właściciele kin w samym tylko USA, nie byli zachwyceni perspektywą wymiany sprzętu wartego miliony. Przystosowanie sal kinowych do seansów 3D i pracy projektorów cyfrowych kosztowało krocie. A teraz? Ktoś mówi im, żeby zrobić to jeszcz raz.

Rewolucja, goni rewolucję, ale i tak mając wybór pomiędzy niebieskimi humanoidalnymi stworami z planety Pandora i czerwonoskórymi homo sapiens, ja nadal wolę Tańczącego z wilkami.

Jaki jest wniosek?

James Cameron najlepsze rzeczy reżyserował w latach 80 i 90.

A 3D? Gdyby nie sukces na rynku filmów pornograficznych, nikt nigdy by nawet o niej nie słyszał.

To jest dopiero ekonomia.

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 18 październik 2010 01:39

Artykuły powiązane

powrót na górę