Logo

Rzecz o Miłości

AdamKostrzewa TreeOfLove
 

 

Czy to jest miłość, czy to jest kochanie?

Dawno temu w galaktyce zwanej mleczną drogą ,zdarzyła mi się pewna historia . Zakochałam się bez pamięci w bardzo niedostępnym dla mnie facecie. Romans trwał dwa lata, cały czas miałam nadzieję, że to się jakoś rozkręci, ale nie poruszyłam się w tej kwestii ani o krok. Sytuacja rozwijała się dla mnie w bardzo definitywny choć bolesny sposób ponieważ mój wybranek wybrał moją przyjaciółkę. Złamane serce miłość i nienawiść, niczym w brazylijskim serialu...

Osobistą historię przytaczam, dlatego iż wierze w to iż żeby naprawdę o czymś mówić trzeba czegoś doświadczyć. Teoretyków i erudytów jest wielu, ale ja wszystko co pisze staram się opierać na własnym doświadczeniu. Jak mawia moja nauczycielka, dzielenie się z innymi tylko własnymi doświadczeniami zapobiega napompowaniu się ego, a mojemu ego zdarza się nadać jak balon, wiec mam nadzieję, że zda to egzamin. 

Bardzo dramatyczne wydarzenie było bardzo ważną, życiową lekcją. Poznałam smak porzucenia, zdrady i nienawiści. Nauczyłam się w praktyce, iż ja i tylko jestem odpowiedzialna za swoje emocje. Udało mi się wybaczyć koleżance i odpuścić sobie faceta. I nie mówię tu o odpuszczeniu sobie z poczucia dumy, i zachowaniu twarzy. Mam na myśli totalne oczyszczenie i przepracowanie emocji które łączyły mnie z tymi osobami. Prawdziwe wybaczanie to brak przywiązania, katharsis oczyszczenie. Aby wybaczyć jej musiałam zaakceptować własną wartość i wgłębić się we własną kobiecość, żeby odpuścić sobie jego, musiałam zaakceptować to, iż wolność wiąże się z całkowitą odpowiedzialnością, za swoje własne myśli czyny i emocje. Chcesz być wolny bądź wolnością sam, nie wymuszaj jej i nie walcz o nią, a obdarowuj ją innych.

Można mieć guru albo duchowego mistrza, czytać książki , praktykować medytacje jogę i inne praktyki, ale tak naprawdę nasz rozwój odbywa się tu i teraz i polega na doświadczaniu życia i wyciąganiu wniosków. Myślę ,ze wszystko w życiu dzieje się po coś. Pytanie, czy ja tak naprawdę go kochałam?  Miłość bezwarunkowa nie jest zaborcza nie jest bolesna nie chce niczego i zawsze wybacza. Miłość tak naprawdę nie ma oczekiwań. Brzmi to pięknie ale jak tylko się zakochujemy od razu każdy ma listę wymagań w stosunku do partnera. I nazywamy to zakochanie się , miłością, jeśli osoba ma czelność zachowywać się inaczej niż tego pragniemy, cierpimy.

Dlaczego tak jest? Problemem jest ,że w większość ludzi wpojono strach i brak poczucia odpowiedzialności za swoje emocje. Jestem na ciebie zła, więc to ty jesteś winny. Z koro jestem na ciebie zła to ty to napraw, jeśli tego nie naprawisz będę jeszcze bardziej zła.  To nie moja wina, jestem ofiara zawsze mi się to przytrafia.  A co jeśli zauważymy jedna rzecz, jeśli zadamy sobie pytanie kto czuje złość, odpowiedz brzmi ja czuje żlość . Odpowiedz oczywiście nasuwa się sama Ja mogę coś z tym zrobić, bo ja czuje złość , jeśli oczekuję od drugiej osoby aby zmnieiła swoje zachowanie  to tak jak bym oddawała moje własne samopoczucie w czyjeś ręce.  To co robi i czuje inny człowiek nie jest zależne od nas , wydaje się być to proste ale większość ludzi traci bardzo dużo energii na wymuszaniu zmian an innych ludziach, zamiast pracować nad sobą. Nic dziwnego, iż wielu z nas czuje się bezsilność wobec życia. To trochę tak jak zawracanie rzeki patykiem i złoszczenie się , że jesteśmy do niczego. Uświadomienie sobie, że nasze emocje należą do nas, wzięcie za nie odpowiedzialności, wyjście z roli ofiara kat ofiara, jest milowym krokiem na ścieżce samorozwoju.

Wracając do mojej historii. Czy to była miłość? Wtedy myślałam ,ze tak, ale czy wtedy wiedziałam co to jest miłość? Zacznijmy od początku co czułam. Czy to co uważałam za miłość naprawdę nie było. W obecności tego pana, czułam podniecenie, niedosyt, motyle w żołądku....a przedrzymskim moje myśli krążyły jak szalone. Byłam wniebowzięta, ponieważ nie byłam w nim w związku, a nasze spotkania ograniczały się do schadzek które on dyktował a ja jechałam tam w środku nocy kiedy on dał znak. Nigdy nie wiedziałam kiedy to się wydarzy wiec miało to posmak przygody, ciągła niepewność ciągły niedosyt. Będąc z nim już czułam to co miało nadejść , czyli ciemną stronę.

Kiedy nie byłam z nim rozmyślałam o naszym domniemanym przyszłym zawiasku, zamęczałam się myślami o innych kobietach. Byłam nerwowa. Planowałam co mam zrobić i powiedzieć. Nie potrafiłam się powstrzymać od ciągłego mówienia o nim, czasem wybuchałam i wysyłałam mu serie gniewnych smsów potem przepraszam. Takim kompulsywnym zachowaniom towarzyszyło głębokie poczucie wstydu, upokorzenia i winy.

Wracając do pytania czy kochałam tego człowieka? Cierpiałam katusze ale czy kochałam? Miłość była obecna ale nie rozpoznawałam jej wtedy, ale wrócę do tego...

Zadajmy sobie pytanie, przypomnijmy jakie emocje wymieniłam? Strach, poczucie niepewności, nienasycenie, paranoja, wstyd, głębokie poczucie winy, złość, i po zaspokojeniu potrzeby euforia, odurzenie. Czy w jakimś miejscu pojawia się słowo miłość? Nie. Symptomy są dla większości psychologów znajome. To opis uzależnienia i nałogu. Jednak nikt w wokół i ja sama w owym czasie nie zauważył tego. Byli tacy którzy krytykowali oczywiście, uważali ,że się nie szanuje, albo daje wykorzystywać, co nie było do końca pomocne bo utrzymywało mnie to nadal w świadomości ofiary i oprawcy.

Czy to możliwe, że to co przez większość społeczeństwa gloryfikowane jest tako romantyczne i nieszczęśliwe zakochanie jest w istocie nałogiem. Społeczeństwo patrzy ze zgrozą na narkomana, a o innych junkies kręcone są romantyczne komedie? Moim zdaniem tak. Nie ma czegoś takiego jak miłość bez wzajemności, nie ma rodzajów miłości, miłość jest jedna i jest najwyższą wibracją ze wszystkich. Zawsze wraca i tak naprawdę wszystkie inne emocje i uczucia pochodzą od niej. Jak kolory pochodzą ze światła białego. Złamane serce bardzo krwawi i trzeba to szanować i dać temu upust. Ani przez moment w tym artykule nie mam zamiaru bagatelizować głębi uczuć i prawdziwości cierpienia. Wiem, że to boli, bo pamiętam jak bolało, najpierw nic nie czułam potem czułam ból każdą cząstka swego ciała.

Chodzi o to, że w takim uzależniającym zakochaniu, ukochana osoba wypełnia w nas pustkę. Jak odchodzi, to ta pustka staje się otwartą krwawiącą raną. Boli, ale teraz można tę ranę opatrzyć, zaleczyć, a jest to na pewno bardzo stara rana. Kiedy się ją zaleczy, osoba która nas zraniła jest nam obojętna gdyż spełniła swoją role.

A więc czy kochałam tego człowieka? Tak. A ta nie odwzajemniona miłość wróciła do mnie w taki sposób iż pokochałam tę brakującą cząstkę siebie.

 

Tekst,

Sylwia Bartosz,

 

Ilustracja,

Adam Kostrzewa 

 

Irlandia.ie