Menu
logo irlandia.ie

Rozmowa z Panią Danutą Wałęsą

Share

 

Danuta-Walesa

Pani Danuta Wałęsą, żona Lecha Wałęsy, legendarnego przywódcy "Solidarności" i byłego Prezydenta RP gościła na zaproszenie Ambasady RP w Dublinie. Głównym powodem wizyty Pani Prezydentowej w Irlandii była akademia zorganizowana przez Ambasadę RP w Trinity College, pt.: "Polska droga do wolności i demokracji". Pani Danuta opowiadała o tejże drodze na podstawie własnych przeżyć i doświadczeń, które z przyczyn oczywistych nie mogły być oderwane od walki jej męża i całego ruchu solidarnościowego. Była to też doskonała okazja do promocji swojej książki autobiograficznej: "Danuta Wałęsa. Marzenia i tajemnice", która i tak już bije rekordy popularności. Dzięki uprzejmości Ambasady RP w Dublinie mogłem przeprowadzić z Panią Prezydentową Danutą Wałęsą ten ekskluzywny wywiad. Szczególne podziękowania należą się Panu Konsulowi Wojciechowi Dzięgielowi za zorganizowania Naszego spotkania tuż przed oficjalnym programem spotkań Pani Prezydentowej. W związku z tym, że w tytule książki zastosowana jest forma gramatyczna nazwiska: "Wałęsa", również ja ją przyjmuję przy zapisie tej rozmowy, choć poprawnie należało by pisać i mówić o Pani Prezydentowej, "Wałęsowa", jako żonie Wałęsy.


Przemek Kolasiński: Pani Prezydentowo, przede wszystkim dziękuję, że mimo tak napiętego terminarza spotkań znalazła Pani dla mnie chwilę na rozmowę. To wielki zaszczyt dla mnie. Już na początku naszej rozmowy muszę wspomnieć niestety, że przygotowując się do niej, natknąłem się na takie materiały prasowe i publikacje w polskich mediach, zwłaszcza 'prawicowo - niepokornych' i tabloidach,  że włosy mi na głowie dęba stanęły i przyznam się, że musiałem zmienić cały swój wcześniejszy zamiar na Naszą rozmowę.
Danuta Wałęsa: A dlaczego? Przecież w prasie różnie bywa i tak samo jest z komentarzami.
PK: To prawda, ale wiele tychże komentarzy po prostu szokuje, ale o tym za chwilę. Przede wszystkim chciałbym uspokoić Czytelników i Słuchaczy mojej audycji w Irish Radio Internasional, że nie zamierzam odpytywać Pani z jej książki. Od tego ona jest, by ją sobie samemu przeczytać, a nie dowiadywać się o jej treści z wywiadów, zwłaszcza, że w wielu z nich próbuje się Pani wmówić, że napisała Pani coś, czego w tej książce wcale nie ma. Pani Prezydentowo, właśnie: czy Pani Danuto, czy Mirosławo? [Mirosława, do zmiany, było urzędowo pierwszym imieniem Pani Wałęsy, PK]
DW: Pani Danuto, proszę. Ta Mirosława to tylko taki dopisek jest.
PK: A dlaczego, bo ciekawy jestem? Nie lubi Pani tego imienia?
DW: To takie jakby przestawienie, a wzięło się to stąd, że w urzędzie zapisano mnie jako Mirosławę, a w kościele jako Danutę. Później nazywano mnie już tylko Danuta, choć w papierach nadal miałam wpisane Mirosława. Teraz już także w dokumentach przestawiłam Danutę za Mirosławę i używam tylko imienia Danuta.
PK: Mam tu zapisane, że w roku 2012 pojawił się istny wysyp nagród. Jest "Człowiek Roku 2011" według "Dziennika Bałtyckiego", Nagroda Radia TOK FM, Nagroda RMF Classic "MocArty" w kategorii "Za klasę i styl", Medal świętego Jerzego, nagroda "Tygodnika Powszechnego" za "Marzenia i tajemnice", Nagroda "Róże Gali" w kategorii "Literatura" za "Marzenia i tajemnice", Nagroda TVP Kultura w kategorii "Gwarancje Kultury" i w końcu Wiktor 2011 w kategorii "Największe odkrycie telewizyjne". Która z nich jest Pani najbliższa?
DW: Żadna. Po prostu je odbieram i nie segreguję, że jedna ważna, druga mniej. Przyjęłam to z szacunkiem i honorem, ale nie jest to dla mnie, wie Pan... nie przewróciło mi się od tego w głowie.
PK: Ponad 300 tyś. sprzedanych egzemplarzy Pani książki. Pobiła Pani rekord książki papieża.
DW: No trudno, przykro mi [śmiech].
PK: [śmiech] Dlaczego jest Pani przykro? Gratulacje!
DW: Dziękuję.
PK: Proszę mi opowiedzieć o tej historii, jak poznała Pani swojego przyszłego męża w kwiaciarni, w której Pani pracowała.
DW: Jest to po prostu w książce opisane. Tak jak Pan mówił: proszę przeczytać książkę, z niej się można wszystkiego dowiedzieć.
PK: Słusznie. Jeszcze jako pełniąca obowiązki Pierwszej Damy założyła Pani Fundację.
DW: Tak. Fundacja Sprawni Inaczej. Istnieje cały czas.
PK: Z Pani Fundacją współpracuje także duńska organizacja Det Classenske Fideicommis, której patronuje królowa Danii Małgorzata II.
DW: Tak, polega to na wymianie grup, które przyjeżdżają na dwutygodniowe wczasy. Już kilka lat trwa taka wymiana.
PK: Poznała Pani osobiście królową Małgorzatę II?
DW: Poznałam.
PK: O! I jakie wrażenie?
DW: Wspaniała osoba. Muszę Panu powiedzieć, że przy spotkaniach tych wielkich osób, bo ja faktycznie spotykałam wszystkich wielkich tego świata, prawda? To dla mnie Ojciec Święty, nasz Jan Paweł II był osobą, która miała na mnie największy wpływ i z którą przeżywałam taką więź uczuciową jak z ojcem. A pozostałe osoby były jak obowiązek, z którymi po prostu trzeba się spotkać.
PK: Jeszcze o Wyszyńskim Pani mówiła, że wywarł na Panią wielki wpływ.
DW: Podobny trochę charakterem do naszego Ojca Świętego. Spotkałam się kilkakrotnie z Prymasem Wyszyńskim, ale nasz Ojciec Święty Jan Paweł II, już teraz będzie święty faktycznie, bo zostało ogłoszone, że zostanie świętym w kwietniu, to była osoba, przy której ja przeżywałam. Przy której dobrze się czułam. Gdy z Nim rozmawiałam, to czułam, że to osoba, która mnie rozumie, która może mi coś powiedzieć, która ma coś dla mnie pozytywnego do przekazania.
PK: Mówi Pani oczywiście o tych prywatnych audiencjach?
DW: Tak, prywatnych. Miałam ich wiele. Trudno mi nawet zliczyć, ile ich było. Zawsze przy tych spotkaniach była możliwość na coś prywatnego, osobistego i zawsze Ojciec Świety wtedy mi coś miłego powiedział.
PK: To wspaniałe. Zmieniając nieco temat. Ciekawi mnie to bardzo. Jest głęboki PRL, rok 1982. Pamiętam pewną historię mojego znajomego. Były osoby, które w tym czasie jeździły na Zachód, głównie do RFNu, ale historia tego jednego znajomego szczególnie utkwiła mi w pamięci. Wyjechał on do Londynu. Było to w czasie stanu wojennego lub zaraz po. W Londynie wszedł do jednego z wielu tam domu handlowych, których w Polsce w tym czasie nie było. Ten przepych i bogactwo towarów go oszołomiło, ale jeszcze nie aż tak, gdy podszedł do stoiska z garniturami, gdzie wśród najdroższych modeli odnalazł też te z metką: Made in Poland, Bytom. W tym momencie się rozpłakał.
DW: No właśnie.
PK: Moje pytanie jest takie. On z głębokiego, szarego PRLu, te garnitury, rozpłakał się jak dziecko. Pani z szarego PRLu od razu na dwory królewskie. Jakie to jest uczucie dla zwykłego człowieka, tak po ludzku?
DW:  Muszę Panu powiedzieć, że ja pierwszy raz pojechałam do Rzymu do Ojca Świętego z delegacją "Solidarności" i tam też przeżywałam podobnie, bo przecież było tam wszystko. Szynki wisiały na wystawach, jak to w książce opisane. Czy te buty, które sprzedawca nakładał na nogi. To znaczy... mnie to tak nie oszołomiło. Cieszyłam się, że gdzieś jest dobrze i że to też przyjdzie do nas. Że u nas też kiedyś tak będzie, że będziemy mieli wszystko to, co ma Zachód.
PK: A jeśli chodzi o Pani kontakt z monarchią? To przecież co innego, to protokół, sztuczne zachowanie, ceremonie.
DW: Nie, na mnie to nie robiło specjalnego wrażenia.
PK: Ale podobało się Pani, czy traktowała Pani te spotkania wyłącznie jako obowiązek?
DW: Nie w każdym momencie mi się podobało. Tak, traktowałam to jako obowiązek. Uczestniczyłam w tym z obowiązku, że trzeba być, trzeba się zachować odpowiednio. Ale to ani mnie nie przerażało... starałam się zachować odpowiednio do sytuacji, ale nie robiło to na mnie aż takiego wrażenia. Nie oszałamiało mnie, nie krępowało mnie. Trzeba było, to wykonywałam.
PK: Zwłaszcza, że to były zupełnie inne czasy. Dziś świat fascynuje się narodzinami wnucząt angielskiej królowej.
DW: To dla mnie nie jest takie normalne, że się tym fascynujemy, no ale taki świat, tacy ludzie, każdy ma prawo.
PK: Dokładnie. Następna informacja, czy następny honor, jakiego Pani dostąpiła, to Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski od Prezydenta Komorowskiego.
DW: No nie był on tylko dla mnie, wiele osób przede mną go dostało, także i tym razem, po prostu odebrałam.
PK: Zgadza się, była Pani wśród trzech innych osób.
DW: Ale i były wcześniej lata. Pan Kaczyński wcześniej odznaczał wielu ludzi z "Solidarności". Przyjęłam po prostu, bo inni przyjmowali, to i ja [śmiech].
PK: [śmiech] Dają, to biorę?
DK: Taak, dają, to biorę.
PK: Zwróciłem jednak uwagę na zdjęcie, jakie towarzyszy tej informacji. Stoi małżonek w trakcie ceremonii wręczenia Pani Orderu. Czyli wspiera cały czas?
DW: No wspiera cały czas. Poza tym wypadałoby, żeby był na tej uroczystości...
PK: Czy chciał się tylko pokazać u obecnego Prezydenta [śmiech]?
DW: [śmiech] Nie, po prostu wypadało, żeby był, bo ja na wiele jego uroczystości chodziłam, gdy go wyróżniali, to wypadało, żeby być z żoną, o!
PK:  Wspaniale! Powoli będę teraz zaczepiał o Pani książkę. "Danuta Wałęsa czuje się szczęśliwa". Taki nagłówek, to TVP.pl oraz: Pani Danuta Wałęsa powiedziała, że czuje się szczęśliwa i: "Chociaż w ten sposób znalazłam się na pierwszej linii, a zawsze byłam na drugim planie. To wyjście z cienia nastąpiło dzięki książce "Marzenia i tajemnice"". Powiedziała też Pani, że najszczęśliwsze dni, jakie Pani przeżyła, to te kilka pierwszych dni strajku w sierpniu. Natomiast w książce jest zdanie, że te 11 lat, które mąż walczył i ciągle go nie było sprawiało właśnie, że była Pani na tym drugim planie. Czy nie ma tu pewnej niekonsekwencji?
DW: Nie, nie, absolutnie. W książce jest napisane, że moje małżeństwo trwało 11 lat. Żeby tu nie było przekłamania.
PK: Tak, tak. Media sobie, książka sobie, dlatego prosiłem o sprostowanie.
DW: Takie prawdziwe małżeństwo, prawdziwa rodzina była 11 lat, a z chwilą gdy powstała "Solidarność", to powstały takie jakby dwa odłamy: rodzina była sobie, a mąż i polityka były sobie. To tak, jakby się rozeszło. I to nie tak. Ja byłam szczęśliwa te 11 lat jako małżeństwo, a później to już faktycznie trudno powiedzieć, czy to było małżeństwo, jak mąż ciągle był gdzieś. Tylko tyle, że przychodził do domu co jakiś czas. Później był stan wojenny i internowanie. 11 miesięcy był internowany. To wie Pan, trudno powiedzieć, czy to było takie małżeństwo czy rodzina w pełni. Ojca nie było i męża nie było. A że ja jestem szczęśliwa? Ja faktycznie czuję się szczęśliwa w każdej sytuacji, bo trzeba z każdej sytuacji coś pozytywnego wyciągnąć. A szczególnie teraz, jak już napisałam tę książkę, to jest na zasadzie, że ja wykonałam swoje obowiązki jako matki i żony jak się starałam najlepiej a teraz mam czas dla siebie. Mogę...jestem pewna siebie, nie krępują mnie sytuacje różne, nie martwię się, że coś mi nie wyjdzie. A przedtem uważałam, że muszę tylko stać sztywno, żebym się nie skompromitowała, żebym nie zrobiła na przykład wstydu mężowi czy dzieciom. A teraz to ja już jestem sama dla siebie, ja już mogę...
PK: Celebrytką...
DW: Absolutnie nie! Nienawidzę tego słowa, nie lubię i proszę mi tu nie cytować tego w ogóle [śmiech]!
PK: [śmiech]. Czyli jest Pani szczęśliwa?
DW: Jestem szczęśliwa.
PK: Wspaniale, gratuluję!
DW: Uważam, że każdy człowiek powinien być szczęśliwy na miarę swoich sił i powinien dążyć do tego, bo tylko człowiek szczęśliwy może zrobić coś pozytywnego dla siebie i dla innych.
PK: Ja nie bez powodu mówię o tej celebryckości, bo mam wrażenie, że zaczyna Panią dotykać to samo, co spotkało Pani męża. Czy jakby może Panią spotkać to samo, co zresztą Pani mąż przewidział, że: "Najpierw mnie wychwalają i wznoszą na piedestały a teraz zrzucają i szargają moje imię".
DW: Nie, nie uważam, że ja do takiego czegoś dojdę, że mnie będą szargać...
PK: Cytuję więc: "Otóż zamiast zapracowanej biedaczki spotkały tam nadętą własną ważnością damę, która - dyrygując fryzjerką, która tapirując jej włosy, miała jej zrobić fryzurę a la madame Gierek - wskazała im na szmaty, którymi miały myć podłogi w pokojach wyposażonych właśnie w meble w stylu typowym dla elegancji PRL". Opisuje historyk.
DW: No, no, no, niech Pan powie nazwisko.
PK: Doktór Sławomir Cenckiewicz.
DW: To niech mi Pan tego pana nie cytuje, bo to jest bardzo niedobry człowiek, który...  Proszę Pana mnie to wcale nie ujmuje, bo to jest człowiek, który nie wiadomo skąd pisze to...
PK: ...o jakiś studentkach, które przyszły do Pani pomagać...
DW:  On nie pisze nic tam prawdy, bo nie było ani tak, że ja urządzałam jakieś sceny u fryzjera, ani żadnych [podobnych, PK] rzeczy. On sobie po prostu wymyśla sytuacje.
PK: Dlatego też cytuję Pani te wypowiedzi, żeby jakoś się Pani do tego odniosła.
DW: Wie Pan, ja po prostu nie rozumiem, dlaczego ten człowiek takie rzeczy pisze.
PK: Nie rozumie Pani?
DW: Nie rozumiem absolutnie, bo są to wyssane z palca rzeczy, które nigdy nie były. Nigdy nie poniżałam ludzi, nigdy nie rządziłam ludźmi. To ja nie wiem, skąd on takie coś? Czy ktoś złośliwie? Wie Pan, ja bym chciała znaleźć określenie... jak określić tego człowieka?
PK: Polska natura? Zawiść? Pani się udało? Odniosła Pani sukces?
DW: Nie mam pojęcia! No ale jak mnie się udało, to... jakby Panu się udało, to ja bym była szczęśliwa, że się Panu udało, bo jest Pan Polakiem i ja Pana popieram. Na tej zasadzie, a nie opluwać, czy wymyślać [te wszystkie, PK] rzeczy na mnie albo mojego męża. Ja pierwszy raz o tym słyszę.
PK: To był "Super Express".
DW: A, to tym się nie ma co przejmować.
PK: [śmiech] Drugie: Podobno zrobiła Pani awanturę Pani Annie Walentynowicz, cytuję za "Super Expressem": "Nie jest pani człowiekiem, tylko kimś z zaświatów - teraz jest pani szatanem.(...) Wielka artystka. Chciała wejść na piedestał" - wyzywała Wałęsa".
DW: No albo to. Nie, absolutnie nie było takiej sytuacji.
PK: To proszę o tym teraz wyraźnie powiedzieć, gdyż ów dr Cenckiewicz twierdzi, że podawane przez siebie informacje wyczytał w źródłach: "Wszystko, co napisałem w tekście o Wałęsowej, ma oparcie w dokumentach bądź relacjach" - mówi historyk. W jakich, nie podaje. Na przykład: "Choć wszyscy w Trójmieście wiedzą, że Wałęsa nie przepada za towarzystwem wnuków" [źródło: "Super Express, 09.07.2013].
DW: No i widzi Pan...
PK: "Jest konflikt w rodzinie" [Wałęsów, PK]. To nadal ten sam tabloid. "Danuta Wałęsa, choć kreuje się na inną osobę, w wielu swoich dzisiejszych wypowiedziach o osobach, którym wiele zawdzięcza jest ordynarna, a nawet chamska" - to znów doktór Cenckiewicz w tym samym artykule.
DW: Nie wiem z czego to wynika i dlaczego. Na czyich usługach jest ten pan, żeby takie rzeczy wypisywać. Żeby było to [jeszcze, PK] prawdziwe, wtedy bym do tego podeszła z szacunkiem. Wtedy tak. Nie powiem, że mnie to nie boli. Boli mnie, bo nie mogę zrozumieć, co ten człowiek chce przez to osiągnąć. Pomijając już mnie, ale także o moim mężu [napisał, PK] takie [same, PK] niestworzone rzeczy i sytuacje. Nigdy nie kłóciłam się z panią Anią Walentynowicz. Nigdy jej nie ubliżałam. Przede wszystkim dlatego, że była osobą starszą. Pani Ania była jak była i też była podpuszczana przez inne osoby i działała przeciwko mojemu mążowi, jednak nigdy nie mówiłam do niej żadnych wulgarnych słów. To nie jest nawet w mojej naturze.
PK: Proszę wybaczyć Pani Prezydentowo, bo nie chodzi mi o to, by z tej rozmowy zrobić portal plotkarski. Jak mówiłem na początku, tego typu informacje zszokowały mnie, ale one są i ludzie je czytają. Niejdna zaś osoba uwierzy w to, co przeczyta o Wałęsach. Teraz zatem nadarza się wyśmienita okazja, by Pani zdementowała te bzdury.
DW: Wie Pan, mnie się wydaje, że nawet gdyby człowiek chciał wyjąć serce na dłoni, pokazać czy wykrzyczeć, że to nie jest prawdą, jak ktoś nie chce w to uwierzyć, to nie uwierzy.
PK: Dokładnie. Zostawmy już pana doktora. Cieszę się, że wyjaśniła Pani te sprzeczności i nieprawdziwe informacje o rodzinie Wałęsów osobiście. Ten sam "Super Express" pokornie prosi Panią o wywiad i Pani mu go udziela. U nich właśnie czytamy: "Jaki okres życia wspomina pani najlepiej?" A Pani odpowiada: "Dwa tygodnie podczas sierpniowego strajku w stoczni w 1980 roku." Dlaczego?
DW: Bo proszę pana, to było takie bliskie mojej naturze. Ludzie się szanowali, ludzie pomagali sobie nawzajem. Ja osobiście doznałam bardzo dużo dobroci od ludzi, których nigdy [wcześniej, PK] nie widziałam, a i później nigdy [więcej , PK] nie spotkałam. Z chwilą, gdy się rozpoczął strajk w Gdańsku i [ludzie, PK] dowiedzieli się, że Lech Wałęsa jest przywódcą tego strajku i że ma wielką rodzinę, a nie pracował od jakiegoś czasu, a wtedy wszystko było przecież na kartki: cukier, mąka, kasza, wszystko, a mąż tych kartek nie miał, bo już nie pracował [został zwolniony za przynależność do "Solidarności", PK], to sobie nawet pan nie wyobraża [co się działo, PK]. Ludzie wszystko przynosili, produkty do życia, pieniądze, naprawdę wszystko [co niezbędne do życia, PK]. I to jest moja wdzięczość tym ludziom właśnie za to [co robili, PK], że w taki sposób.
PK: Prawdziwa solidarność.
DW: Prawdziwa solidarność i jak proszę pana nie powiedzieć, że to były takie pięknie te dwa tygodnie? Tej miłości takiej, tej wzajemności, tego szacunku, to było coś piękniego, naprawdę. Mnie się marzy, żeby się powtórzyło. Nie stan wojenny, ale ta ludzka wzajemność żeby trwała. Coś pięknego, naprawdę.
PK: To se ne vrati, jak mawiają, co widać na przykładzie Pani i Pani męża. Odniosła Pani sukces, otworzyła się Pani przed ludźmi w swojej książce, jest Pani ciepłą, fajną osobą. Po co te ataki na Was?
DW: Po pierwsze, bo wszystkim się nie dogodzi. Najgorzej człowiek przeżywa, że nieprawdziwe rzeczy są mówione czy pisane. To boli. Ja uważam, że jak rzeczywiście ktoś coś źle zrobi czy powie, to można [krytykować, PK], ale żeby wypisywać o rzeczach, które w ogóle nie miały miejsca? Tego absolutnie nie rozumiem.
PK: Zostawmy to. Wspomina Pani, że osoby, które wywarły na Panią nawiększe wrażenie, to papież Jan Paweł II i prymas Wyszyński. Tu nawiążę do Pani książki, w której pisze Pani o dyrektorze pewnej katolickiej rozgłości radiowej. Czy o.Rydzyk jest daleko od Kościoła?
DW: Myslę, że daleko jest. Nie ma nic wspólnego z Kościołem. To jest też [wyłącznie, PK] moje zdanie, bo ja wyciągam wnioski z zachowania i z wypowiedzi.
PK: I oto moje ulubione zdjęcie [p.Danuta Wałęsa pokazuje środkowy palec dziennikarzom, którzy próbowali zakłócić ceremonię ślubną jej syna Jarosława, PK]. [śmiech]
DW: [śmiech] No wie pan co? Skandalistka! Ale to oni mnie sprowokowali. Ja nawet nie wiem jak to się stało, w którym momencie. Trochę mi głupio.
PK: Uważam, że niepotrzebnie, bo należało im się. Pani reakcja na nękanie paparazzich była prawidłowa. Idźmy dalej. Danuta i Maria Wałęsowe mówią Gali: "Mężczyźni nie szanują kobiet, które oddają się im całkowicie".
DW: O, widzi pan. Trochę przykre, ale... [śmiech].
PK: To prawda? potwierdza Pani?
DW: Myślę, że tak, dlatego to troszeczkę przykre.
PK: To tym razem "Polityka": "To my, te szare. Niesłyszalne w życiu publicznym, niewidzialne dla najbliższych. Takie, co to zupę mają na gazie, męża muszą oprać, dzieci wyprawić do szkoły. Zmaterializowały się za sprawą książki Danuty Wałęsy". Wiele kobiet czyta Pani książkę jako swoisty poradnik życiowy, nie zaś cegłę historyczną. Literatura, która pomaga uwierzyć w siebie i tak traktują Pani książkę.
DW: Dla mnie jest największą satysfakcją, że wiele pań jakby się utożsamia z tym [co opisałam, PK]. Że miały te same przeżycia, miały podobne dzieciństwo czy lata młodzieńcze, albo przeżycia ze stanu wojennego.
PK: Cieszy to Panią, że odbierają Pani książkę jak taki poradnik, nie zaś jako zapis historii najnowszej. Jak rozmowę z drugą kobietą?
DW: Tak, jest to dla mnie ogromna satysfakcja, że w taki sposób została przyjęta. Miło mi.
PK: Tak piszą o Pani książce kobiety. Pani książka znalazła się na deskach teatru Krystyny Jandy, która wciela się w Panią. Podoba się Pani ta kreacja?
DW: Ciekawa kreacja.
PK: Ciekawa, czy jest Pani nią zachwycona?
DW: Ciekawa, nie tak do końca jestem nią zachwycona. Wiele [wątków, PK] jest poprzestawianych. Może też troszeczkę za dużo emocji pani Krysia wkłada w to. Tak powinna troszeczkę przystopować.
PK: Ale jak znamy panią Krystynę, to ona już od "Człowieka z marmuru" biega i krzyczy.
DW: Absolutnie tak. Troszeczkę tak temperamentem jest podobna do mnie pani Krystyna. Jak już coś bierze, to z całym sercem i przeżywa to tak uczuciowo bardzo.
PK: Na koniec pytanie oczywiście o film "Lech Wałęsa. Człowiek z nadziei". Tu podobno Pani zachwala Agnieszkę Grochowską, która gra właśnie Panią w tym filmie. To prawda?
DW: Tak, to bardzo dobra aktorka. Moja kreacja jest wspaniała, jestem wspaniale odegrana. Jestem tam idealną osobą [śmiech].
PK: Pani Prezydentowo, czy na koniec mogła by Pani udzielić jakiejś porady nam Polakom, żyjącym w Irlandii?
DW: Żeby brać życie w swoje ręce, nie zwracać uwagi na to, co się dzieje wokół tylko budować przede wszystkim szczęście, miłość i wzajemność wokół siebie. Dla siebie i dla innych. Wszystkiego dobrego.
PK: Serdecznie dziękuję.