Menu
logo irlandia.ie

Polak – Irlandczyk, dwa bratanki... Jak integrują się Polacy z miejscowymi w Irlandii?

Spis treści

Share

Meksykanin_Chorwat_Polak_i_krzye_celtyckieO domniemanym braterstwie Polaka i Węgra dowiadujemy się w szkole na lekcji historii. Dziś na wojny jeździmy z Amerykanami w dalekie kraje, ale nikt jakoś nie przekuwa tych eskapad w braterstwie broni na stereotypy językowe. Mimo dużej emigracji polskiej i licznej diasporze Polaków we Francji, także nie doczekaliśmy się żadnego powiedzonka trwale osadzonego w języku polskim, które oddawałoby jakąś szczególną więź między tymi dwoma narodami. Co natomiat zbliża, a co dzieli Polaków i Irlandczyków?


Wyspiarscy Polacy. Miłości polsko – irlandzkie.

 

Kiedy mowa jest o mieszanych parach polsko – irlandzkich w przytłaczającej większości chodzi o Polkę i Irlandczyka. Panowie doceniają urodę, pracowitość, gospodarność i oszczędność Polek. Rzadkością są związki złożone z Polaka i Irlandki. Przyczyną może być tu bariera językowa (wydaje się, że Polki lepiej znają angielski, niż Polacy), mit, że każdy Irlandczyk, który ma dobre auto, jest bogaty lub wygórowane aspiracje finansowe Irlandek, zwłaszcza tych z dużych miast (utyskują na to nawet zamożniejsi od imigrantów z Polski, Irlandczycy), stereotyp biednego imigranta z Europy Wschodniej na dorobku pokutujący wśród zamożnej irlandzkiej klasy średniej oraz często opinia „polskiego prostaka i gbura”. Stąd większy dystans, a może po prostu Polacy nie mają tyle śmiałości, co Irlandczycy, żeby nawiązywać znajomości z płcią przeciwną innej narodowości? Co ciekawe, Irlandczycy często podkreślają, że Polki są nieco za chude i ciągle im zimno. Jedną z par mieszanych w Irlandii jest Karen i Jacek.

Jacek_Karen_i_Zosia

Niedawno odbył się chrzest ich córki, Zosi, a dla rodziny Karen, Sofie. Karen i Jacek mieszkają pod Listowel, to miejscowość w południowo – zachodniej części Irlandii, w hrabstwie Kerry, które przez niektórych jest uważane za najładniejsze w kraju. Pytany o zasadnicze różnice między typowymi związkami Polaków a związkiem mieszanym, Jacek opowiada.


Jacek i Karen: Są sfery życia, gdzie my, Polacy, rozumiemy się bez zbędnych słów i to, co jest dla nas oczywistością, wcale nie jest dla Irlandczyków. Na przykład, dziś, miała przyjechać siostra Karen, żeby pomóc w ten ostatni wieczór przed chrzcinami Zosi, ale odwołała w ostatniej chwili przyjazd, bo źle się poczuła. W Polsce rodzina w takich sytuacjach „staje na rzęsach”, żeby pomóc, a tu nie ma siły, żeby było coś ważniejszego od indywidualnego samopoczucia. Na początku może to wywoływać frustracje, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja i też uczy się takiej swoistej spolegliwości na to, co się dzieje dookoła niego. Coś się zdarzyło i trudno. Nie zrobiła dziś, zrobi jutro. To działa w obie strony, bo wymagają oni w stosunku do siebie wyrozumiałości, ale sami też ją nam, emigrantom, okazują. Przede wszystkim Irlandczycy celowo nie szkodzą. Irlandki są bardziej niezależne i wyrozumiałe i nie udaje się im narzucić swojej woli, są bardziej niezależne niż Polki. Jest dużo większy luz.