Menu
logo irlandia.ie

Minister Rostowski chce być naszym Posłem na Sejm RP.

Spis treści

Share

minister-jan-rostowski

Przebrzmiało już niedzielne spotkanie pana ministra Rostowskiego z irlandzką Polonią. Polski Minister Finansów kandyduje na posła na Sejm RP z listy Platformy Obywatelskiej. Jest trzeci na warszawskiej liście, na którą właśnie mogą głosować Polacy mieszkający za granicą.

Dobrze zorganizowane spotkania.

W zaproszeniu na spotkanie rozesłanym, między innymi, do dziennikarzy, czytamy: „Spotkanie jest organizowane przez Grupę Inicjatywną Wybory 2011. Grupę Inicjatywną Wybory 2011 tworzą społecznicy, zaangażowani w działalność polonijną, reprezentujący postawy proobywatelskie, dla których bliskie są wartości demokracji. Zbliżające się wybory postrzegają jako świetną okazję do dyskusji o sytuacji Polaków za granicą, w szczególności z udziałem polityków ubiegających się o mandaty poselskie i senatorskie. 

Grupa Inicjatywna Wybory 2011 jest niezależna od jakichkolwiek partii politycznych, zas jej działania ukierunkowane są na umożliwienie zaprezentowania się w Irlandii kandydatów wszystkich opcji politycznych”. Grupę Inicjatywną Wybory 2011 tworzą: Emilia Marchelewska (Cairde), Beata Molendowska (IPS), Anna Paś (Polski Express), Anna Pospieszyńska (Mosaic Arts Movement), Artur Banaszkiewicz (Polska Akademia Otwarta SWSPiZ), Marcin Czechowicz (Pomoc Bezrobotnym), Barnaba Dorda (SIPTU), Krzysztof Kiedrowski (IPS), Michał Klebs (Społecznik, niezrzeszony). Wszyscy oni wykazali się w wysokim stopniu profesjonalizmem, organizując te spotkania (było ich kilka: pierwsze, z Michaelem Noonan’em, irlandzkim Ministrem Finansów, drugie, z przedstawicielami polonijnej oświaty, kultury, organizacji społecznych, trzecie, z dziennikarzami polonijnymi i irlandzkimi (pojawiła się telewizja państwowa RTE, był też Irish Times, Irish Independent i kilkoro innych), czwarte, otwarte, ze wszystkimi chętnymi. Wielkie brawa dla Organizatorów, przede wszystkim dlatego, że w ogóle im się chciało. Zdaniem innych, na największe uznanie zasługuje Barnaba Dorda, bo, jak twierdzą dobrze poinformowani, jego wkład i zaangażowanie było wyjątkowo znaczące. Nawiasem mówiąc, Barnaba, jako pracownik SIPTU pomógł już wielu rodakom, kiedy ci tracili pracę, nie otrzymywali należnych wynagrodzeń, czy zwyczajnie nie wiedzieli, co począć w zawiłościach emigracyjnego żywota.

Wystąpienia ministra Rostowskiego.

Spotkania, w których uczestniczył pan minister można generalnie podzielić na te, na których głównie słuchał i te, na których mówił. Najwięcej do powiedzenia mieli panu, in esse, ministrowi i, in spe posłowi, Rostowskiemu ludzie związani z oświatą, organizacjami społecznymi i kulturalnymi kojarzonymi z Polonią w Irlandii. Minister Rostowski stwierdził, że wyniósł ogromną wiedzę z tego spotkania i będzie ona dla niego wskazówką do dalszych działań. Pożyjemy, zobaczymy. Bardzo dobre było wystąpienie pana ministra przed dziennikarzami. Radowało się serce, gdy „Nasz Minister” dawał odpór zarzutom irlandzkich mediów, jak to rzekomo Polacy nadwyrężają tutejszy budżet, korzystając w pełni z przysługujących im benefitów lub przez to, że wysyłają znaczne kwoty do Polski. Podnoszona była także poważna kwestia pobierania irlandzkiego child benefit, gdy rodzic przebywa i pracuje w Irlandii a dziecko mieszka w Polsce. Z ust ministra wielokrotnie padał termin, „solidarni”, by wspólnie stawiać czoła biedzie w trudniejszym czasie równie ochoczo, jak wspólnie czerpało się korzyści i zyski w dobie Celtyckiego Tygrysa. Nie należy, zdaniem ministra, teraz szukać kozła ofiarnego, który poniesie niezawinione konsekwencje kryzysu światowego.  

„Sami przecież intensywnie tych Polaków do siebie zapraszaliście, więc do kogo i o co teraz macie pretensje?” Skonstatował minister Rostowski po jednym z pytań z sali. Wielokrotnie także samo polski minister podkreślał, że ponad podziałem na, my – Irlandczycy i oni – Polacy, istnieje byt nadrzędny, jakim jest Wspólna Europa, która jednoczy ‘naszych’ i ‘waszych’ we wspólnych kryzysach i prosperitach. Jednym słowem pan minister zachował się tak, jak powinien dokładnie zachować się polski mąż stanu, gdy wypowiada się dla zagranicznych mediów o swoich rodakach. 

Skoro już, jak się okazuje, nie ma odwrotu, bo politycy w Polsce upatrzyli sobie nas jako swój elektorat i będą się tu zjeżdżać pasjami z coraz większą częstotliwością, to lepiej, żeby pojawiali się tu tacy politycy, którzy nie popsują nam dobrej reputacji, którą w Irlandii zdobyli sobie Polacy sami. W roli europejskiej klasy męża stanu pan minister Rostowski odnajduje się swobodnie i w pełni, inna sprawa, że ani on, ani wszyscy pozostali z 400 posłów i 100 senatorów, tego i przyszłego polskiego parlamentu Polakom w Irlandii nie mogą lub nie chcą dać nic lub bardzo niewiele. Było widać, że się pan minister nieco sumituje przy niektorych pytaniach w trakcie spotkań, ale cóż było zrobić, gdy rząd polski ustami swojego ministra oferuje ludziom, którzy, jak podaje prasa irlandzka, wysłali do Polski ponad 800 milionów euro (800 000 000€) 80 tysięcy złotych rocznie (80 000 PLN), jako wsparcie dla szkół polonijnych. To około 20 000€, łatwo zatem policzyć, że za tę kwotę będzie można wyposażyć każde polskie dziecko w Irlandii w długopis i tabliczkę czekolady. Rząd w Polsce i pozostali politycy nie powinni zapominać, skoro już nas namierzyli w swoich politycznych planach, kto tu jest biednym krewnym? 

W Irlandii szkoły polonijne, poza SPK, zakładali własnym sumptem rodzice polskich dzieci, którzy jednocześnie czesem bywają polskimi nauczycielami. Jeśli otrzymywali wsparcie, to nie z Polski, tylko z Irlandii. Polskie uczelnie w Irlandii organizowały się same i nikomu w Polsce nie przyszło do głowy, żeby ustanowić choćby granty dla polskich dzieci i studentów lub wesprzeć te placówki oświatowe i uczelniane merytorycznie w postaci programów nauczania lub specjalnych podręczników. Dziś natomiast, gdy przydałoby się głosy Polonii liczącej w Irlandii prawie 200 000 dusz, minister zapowiada, że w Polsce jest już taki dobrobyt, że premier rządu jest gotów zakupić i wysłać polskim dzieciom w Irlandii dużą torbę lizaków (bo jak proponowana kwota ma pomóc wszystkim lub komukolwiek z osobna?). Chyba, że to jest jakiś diaboliczny plan polskich polityków, by rzucony ochłap jak to jabłko niezgody miało skłócić polską Polonię? Wiadomo wszak, ża aby poróżnić Polaków, to 80 000PLN byłoby kwotą aż nadto użyteczną. Padła także wprawdzie kwota 1 miliona złotych polskich (1 000 000PLN) z ust polskiego ministra, ale ma ona znaleźć się w projekcie już po wyborach, czyli chyba w myśl zasady, „Jak nas wybierzecie, to dostaniecie”. 

Pytań było szereg i odpowiedzi ministra, lepszych lub gorszych taże siła, ale, co nie jest bynajmniej żadną miarą winą kandydata na posła, okazuje się, że program kierowany do jakiejkolwiek Polonii po prostu nie istnieje. W Warszawie ktoś wykoncypował, i nie jest to wynalazek oczywiście wyłącznie Platformy Obywatelskiej, by zrobić z Nas mięso wyborcze, któremu spróbuje się wmówić, że mają swojego przedstawiciela w Sejmie RP. Otóż nie będą go mieli dopóty, dopóki partie nie stworzą w swoich programach konkretnych pakietów proponowanych ustaw, ulg, etc., idących w sukurs Polakm żyjących za granicą i powracających z emigracji do kraju.