Logo

Kabaret Ani Mru Mru. Rozmowa z Marcinem i Michałem Wójcikami.

IMG 0220"Nuda, rutyna i odcinanie kuponów", to dwugodzinny program, z którym kabaret pokazał się w Irlandii pod koniec września tego roku. Jest w nim wszystko, czego może oczekiwać meloman tego typu występów scenicznych, piosenka, stand-up i monolog Marcina Wójcika, elementy pantomimy, oczywiście w wykonaniu Michała Wójcika, dialogi, strzelające błyskotliwym humorem i często doprowadzoną do absurdu grą słowną, parodia elementów życia i kultury, w której żyjemy. Trzeba to zobaczyć na własne oczy. Poza tym okazało się już poza sceną, że Kabaret Ani Mru Mru to po prostu świetni, wyluzowani kolesie.


Przemek Kolasinski: Który już raz jesteście w Irlandii?
Marcin Wójcik: Ojej, to trudne pytanie jest. Szósty albo siódmy raz.
PK: Tak polubiliście Irlandię?
MaW: Generealnie lubimy wszystkie miejsca, gdzie nas zapraszają...
Michał Wójcik: Gdzie nas lubią!
MaW: Tak, gdzie nas lubią i my wtedy odwzajemniamy to uczucie. Lubimy Irlandię. W związku z tym, że jesteśmy golfistami, to Irlandia kojarzy się nam z występami i z golfem.
PK: Macie w swoim repertuarze jeden skecz, taki bardzo niedobry o nas tutaj.
MaW: Ooo! Stary skecz, dlaczego niedobry?
MiW: Nie, dlaczego?
PK: "Cyrkowiec", który pod Szpilą w namiocie mieszkał... Pamiętacie w ogóle? [śmiech]
MaW:  [śmiech] Coś było... tak, tak...
PK: Dzwonisz Marcin do Michała i pytasz: "Gdzie jesteś, jak ci się wiedzie. A Michał na to, że dobrze im się powodzi i w tym namiocie w dziesięcioro", itd. [śmiech]
MiW: [śmiech] E, nie. Wcale nie taki zły...
MaW: Z sympatią numer napisany. Bardzo fajnie, bo bardzo długo go graliśmy w Irlandii i zawsze był przyjmowany jakoś tak ciepło, więc... nie, lubimy Irlandię. Jest tu bardzo fajnie.
PK: Inna publiczność, niż gdziekolwiek? Czy jest w ogóle coś takiego, że publiczność różni się od siebie w zależności od miejsca pomieszkiwania?
MiW: Tak samo wdzięczna i my ją traktujemy jak wszędzie indziej, czyli na 100%.
MaW: To nie ma znaczenia, choć wiadomo, że za granicą gra się trochę inaczej, bo jednak ludzie traktują to w kategoriach jakiegoś wydarzenia. Jeśli występujemy w Krakowie albo Warszawie, to dla ludzi jest to normalne, że występujemy w tych miastach. W Dublinie występujemy raz na rok albo raz na dwa lata i robi się z tego wyjątkowe wydarzenie, bo ludzie są bardziej stęsknieni. To jest OK, zaś publiczność reaguje wszędzie podobnie i nie dzielimy publiczności na lepszą - gorszą, polską - zagraniczną, itp.
PK: To na pewno, ale nie zauważacie, że na przykład ta nowa emigracja w Irlandii czy Wielkiej Brytanii ma nieco inny dystans do otaczającej ją rzeczywistości? Dwugodzinny program i ani jednego wtrętu o polityce. Gratulacje!
MaW: No tak, bo my się tym nie zajmujemy i nie wiemy, jakie ludzie mają podejście do rzeczywistości i właściwie nas to nie interesuje, bo uważam, że każdy z nas jest kowalem własnego losu i poglądy albo podejście do życia każdy może mieć inne niezależnie od tego gdzie się mieszka.  Można być dobrym patriotą, Polakiem, mieszkając w RPA i można mieć wszystko w nosie, mieszkając w Kaliszu czy w Warszawie. My nie oceniamy ludzi po ich poglądach tylko po tym jak się uśmiechają na naszych skeczach.
PK: Ale macie przecież jeden taki program czy skecz, był pokazywany w telewizji wielokrotnie. Sziedzicie przy stole we trzech, Michał jest księdzem, ty jesteś seniorem rodu a Waldek Twoim synem i ojcem księdza-Michała. I tam politykujecie sobie nieźle.
MiW: To trochę taka retrospekcja, ale też wszystko dzieje się z przymrużeniem oka.
Maw: Troszkę tak, ale bardziej nam chodziło o taki motor. Żeby wykonać taką woltę sceniczną, że ktoś to wszystko dawno już przewidział i przepowiedział wszystko to, co się zdarzyło. A szukaliśmy wśród takich zdarzeń, które ludzie łatwo by zapamiętali.
PK: Tak, tak, jak to, że Chylińska nigdy nie zaśpiewa popu.
MaW: Potem w tym skeczu Kubica się pojawia, chociaż Kubica to akurat od samego początku się pojawia. No, czasami trzeba.
MiW: Trzeba było.
PK:  A co, cisnęło się na usta?
MiW: Nie, to po prostu były zdarzenia i postacie, które najbardziej się wyryły w pamięci, dlatego ich użyliśmy.
PK: A obrady rządu z Kabaretem Moralnego Niepokoju? Tam też jedziecie ostro [śmiech].
MaW: [śmiech] No tak, ale to nie my jesteśmy autorami. Gramy tam jako aktorzy, że tak powiem. Mamy wyłącznie napisane teksty i to nie jest nasze, więc... Często mnie ludzie zaczepiają na ulicy jako ministra sportu i pytają: "Ale to jest tak naprawdę z serca, czy wam to płynie z serca?"
MiW: [śmiech] Taaak, z serca...
MaW: Albo czy na przykład ci, którzy sympatyzują z PiSem klepią mnie po plecach i mówią: "Tak, dobrze, trzeba im dopieprzyć". Ja się wtedy tylko uśmiecham do siebie, bo przecież to jest napisane zupełnie w drugą stronę, ale ludzie często odbierają tak zero-jedynkowo trochę.
PK: A nie jest trudno robić kabaret w Polsce? Tych tematów politycznych jak rozumiem unikacie celowo.
MaW: Trudno jest robić kabaret w Polsce, ale z kolei słyszałem, że na przykład w Korei Północnej jest jeszcze trudniej.
MiW: Jeszcze gorzej! Tam to już w ogóle nie wiadomo jakiego tematu się trzymać. Trzeba uważać.
MaW: Kiedy rozmawiałem z kilkoma członkami koreańskich kabaretów z północy, to mówią, że przechlapane.
PK: [śmiech]
MiW: [śmiech] Oni tam generalnie unikają sformułowania: "Strzały ze sceny", bo mogą się pojawić strzały z publiczności.
PK: [śmiech] Tu na przykład komicy irlandzcy poruszają wszystkie tematy. Jeden z tych popularniejszych i znanych, Mario Resenstock w swoim show przeprowadza wywiad z Jezusem, w trakcie którego zdrowo Go opieprza za nieścisłości w Nowym Testamencie, w którym wiele kwestii jest niedoprecyzowane.  Jezus zaś twierdzi, że Pismo Święte nie jest jego autorstwa, bo napisali je ludzie, itp., itd. Nie wyobrażam sobie żebyście zrobili podobny numer w Polsce, bo byłaby to obraza 'uczuć religijnych'.
MiW: Oczywiście, że tak.
MaW: Tak, ale to troszkę inna forma, bo pewnie mówisz o stand-up'ie, a to trochę inny format.
PK: Otóż nie, mowa tu o programie telewizyjnym, show telewizyjne. Facet wciela się w różne postaci i je parodiuje: na przykład obecnego prezydenta, czy guru irlandzkiej publicystyki telewizyjnej, Vincent'a Browne'a, który nawiasem mówiąc w jednym z odcinków swojego programu publicystycznego odpytywał rabina, księdza i ateistkę na okoliczność: "Przejrzałem ostatnio Biblię i wyszło mi, że Bóg jest masowym mordercą, tak trup ściele się gęsto, co Wy na to?"
MaW: No tak...hehe,  to fajny pomysł w ogóle. To nie jest tak, że my się boimy robić takie numery, czy...
PK: Myślicie, że w Polsce ludzie by się śmilali z takiego numeru?
MaW: Myślę, że tak. Ja uważam, że jeśli ktoś na siłę próbuje dramatyzować i mówić, że coś obraża jego uczucia i tak się nie powinno robić, to po prrostu nie powinien takiego programu słuchać.
PK: Co to w ogóle za wynalazek, te 'uczucia religijne', a jeszcze dochodzi ich obraza [śmiech]
MiW: [śmiech] Dokładnie.
MaW: Mnie też na przykład, przepraszam, że się na moment wychylę z moimi politycznymi preferencjami, no ale, przepraszam, mnie co drugi dzień obraża i moje uczucia pan Macierewicz. I co mam mu powiedzieć? Żeby nie występował? A występuje i mogę co najwyżej wystąpić do KRRiTV, że obraża moje uczucia.
PK: Podaj go do sądu [śmiech].
MaW: Po prostu go nie słucham i nie oglądam i już.
PK: Wytłumaczcie mi jako zawodowcy, jak to jest, bo zauważyłem, że jeśli jakiś kabaret powie ze sceny tekst w rodzaju: "Moja stara jest głupia", to wszyscy się śmieją. Zauważyliście też coś takiego?
MaW: "Moja stara jest głupia"... my chyba tak nie mówimy? Hehe, nie, nie.
MiW: Nam często chodzi o haczyki, które się często wykorzystuje, bo, wiadomo, są słowa klucze...
PK: A jakie są te słowa-klucze w Polsce?
 MiW: Tu można powiedzieć, że ktoś idzie na łatwiznę. My staramy się używać takich rzeczy, śledząc całą scenę kabaretową, żeby nie robić tego. Sprzedajemy po trochu swoje poczucie humoru i jakoś tego unikamy. Czasami pojawiają się słowa typu, dyy albo kyy,  czasami trzeba.
MaW:  Ale używamy ich tylko i wyłącznie, żeby jakoś podbić, tak jakbyśmy użyli ich w mowie potocznej. Nie robimy tego specjalnie.
PK: A kto wam broni?
MaW: Oczywiście, że nie. Nikt nam nie broni, ale też nie chcemy, żeby ludzie...
MiW: Ale po co?
PK: Ale po co, słusznie. Gracie jeszcze skecz o smoku?
MaW: O nie, nie graliśmy go już chyba ze cztery lata.
PK: [śmiech] Mój ulubiony.
MaW: My też lubiliśmy grać ten skecz, ale niestety musieliśmy po jakimś czasie przestać.
PK: "Nuda, rutyna i odcinanie kuponów" to wasz najnowszy repertuar. Pewnie to głupie pytanie, ale czy pracujecie już nad czymś nowszym?
MaW: Niestety tak...
PK: Dlaczego niestety?
MaW: Niestety tak, bo terminy nas gonią. Pod koniec października będziemy brać udział w kolejnym festiwalu "Ryjek", na który musimy przygotować osiem premierowych numerów, a 9 listopada mamy premierę nowego programu, także jesteśmy w trakcie pracy twórczej, że tak powiem.
MiW: Praca wre.
PK: W taki razie życzę powodzenia i zapraszam z nowym programem do Irlandii. Dzięki za wasz czas.
MaW i MiW: Dzieki, cześć.


Rozmawiał: Przemek Kolasiński

IMG 0228

Irlandia.ie