Menu
logo irlandia.ie
Polish English

Jaka była dawna polska emigracja w Irlandii?

  • Przemysław Kolasiński

Spis treści

Hanna-Dowling

Hanna Dowling, tłumacz języka włoskiego i angielskiego; dziennikarka, pisała, między innymi do „Gazety Wyborczej”, „Polityki”, „Wprost” i „Super Expressu”. W Irlandii od 1980 roku, choć żywy kontakt z Irlandczykami utrzymywała już wcześniej w Polsce w trakcie choćby wizyty Jana Pawła II w kraju jako tłumacz. Wieloletni sekretarz Towarzystwa Polsko – Irlandzkiego w Dublinie.

Przemek Kolasiński: Spędziła pani wiele lat we Włoszech, ponieważ ojciec Pani był zatrudniony przy FAO w Rzymie. Stąd też mogła Pani dostać paszport od polskich władz komunistycznych, jak jednak znalazła się Pani w Irlandii?

 Hanna Dowling: Przyjechałam do Irlandii z powodu męża Irlandczyka, którego poznałam w Polsce już po powrocie z Włoch do kraju, ponieważ mojemu ojcu skończyl się dziesięcioletni kontrakt przy FAO. Mój mąż bywał w Polsce wielokrotnie, jako że był inżynierem elektronikiem, w myśl hasła Edwarda Gierka, o „sprowadzaniu zachodniej technologii do Polski”. Mąż pracował wtedy dla dużej firmy angielskiej, a ja z kolei pracowałam wtedy jako tłumacz i tak poznałam swojego przyszłego męża.

Do Irlandii jednak wyjechałam po paru latach dopiero, bo długo się na to nie mogłam zdecydować. Zjeździłam wcześniej trochę świata, bo małżonek ciągle podróżował służbowo po całym świecie. W końcu postanowił założyć własną firmę i osiąść gdzieś na stałe. Brał pod rozwagę Anglię i Irlandię, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na Irlandię. Pierwszy raz przyjechałam do Irlandii na krótki rekonesans we wrześniu 1979 roku i bardzo mi się tu nie podobało. Mój przyjazd zbiegł się w czasie z wizytą Jana Pawła II w Irlandii. Nie wiedziałam nic o tej wizycie przed przyjazdem, więc byłam mocno zaskoczona, gdy wszędzie dookoła widziałam transparenty z hasłem: „Witamy” po polsku.

 Pielgrzymka polskiego papieża była wielkim przeżyciem dla Irlandczyków i witali go z wielką fetą. Znalazłam ogłoszenie, w którym podany był adres i kontakt telefoniczny dla tych, którzy chcieli się spotkać z Papieżem, a którzy byli Polakami lub mieli jakiś związek z Polską. Spotkanie odbyło się w w ogrodzie Nuncjatury Papieskiej w Dublinie. Wiąże się z tym zabawna anegdota, bo mianowicie ze 100 osób polskiego pochodzenia, mieszkających wtedy w Irlandii w rzeczywistości, zrobiło się nagle 300. Parę tygodni przed papieską wizytą było podane w irlandzkiej prasie, że: „Papież spotka się z Polakami” i ludzie w przeróżny sposób starali się ‘potwierdzić’ swoje związki z Polską, tak by dostać zaproszenie na to spotkanie z Ojcem Świętym. Jeden Irlandczyk argumentował w związku z tym, że pali w domu wyłącznie polskim węglem i to daje mu, według niego, asumpt, by znaleźć się na tym spotkaniu. Polaków w tym czasie w Irlandii było tak mało, że przemowienie Papieża kierowane było w zasadzie do Polaków przybyłych na to spotkanie z Anglii.

 PK: Skoro tak niewielu Polaków liczyła owa „stara emigracja” w Irlandii, pewnie wszyscy znaliście się osobiście z imienia i nazwiska? Kontakty wśród Polonii musiały róznić się wtedy od tych relacji, jakie panują teraz między Polakami na Zielonej Wyspie?

 HD: Irlandia XX wieku była krajem, z którego się masowo emigrowało. Nie było tam Polonii, która wrastała pokoleniowo, tak jak np. w USA, czy emigracja niepodległościowa w Wielkiej Brytanii. Istniała jednak niewielka Polonia powojenna. Byli to Polacy, którzy trafili na „zieloną wyspę” w różnych okolicznościach i z różnych powodów. Było trochę emigracji wojennej – ludzie, którzy przybyli z innych krajów Zachodu, głównie z Wielkiej Brytanii. Było dużo młodych, którym Irlandia zapewniła możliwość studiów na wyższych uczelniach. Polacy, mający jakiekolwiek świadectwo ukończenia szkoły średniej, byli przyjmowani na irlandzkie uczelnie.

3

Setki młodych Polaków, głównie z Anglii, studiowało na uniwersytetach w Dublinie, w Galway i w Corku. Po studiach większość Polaków z Irlandii wyjechała, ale niektórzy pozostali i tu założyli rodziny. Właściwie każda osoba to osobna historia. Niektóre mogłyby posłużyć jako fabuła literackiego opowiadania lub scenariusz filmu. Na przykład, Henryk Lebioda (1920-2002), jeden z założycieli i wieloletni prezes Towarzystwa Irlandzko-Polskiego. Jako młody chłopak, wydostał się z obozów sowieckich zza koła pod-biegunowego i wstąpił do armii Andersa. Przez Iran do Anglii – lotnictwo, bitwa o Anglię, najpierw loty rozpoznawcze, potem na legendarnych spitifire’ach. Po wojnie nie wrócił do ojczyzny, osiadł w Anglii, bo dostał z Polski list napisany ołówkiem, a to według umowy z nadawcą oznaczało prześladowania polityczne. Gdyby nie było źle, list byłby napisany piórem!

 Do Irlandii Henryk Lebioda pojechał na kilka dni w grudniu 1947, zaproszony przez kolegę na „irlandzkie wesele”. Tu zakochał się „od pierwszego wejrzenia” w urodziwej Irlandce. Rok później stanęli na ślubnym kobiercu. Po zmianach demokratycznych w Polsce, w 1992 roku przyznano Henrykowi Lebiodzie Order Zasługi RP. W pamięci „starej” Polonii, Henio zapisał się jako prawdziwy dżentelmen, szlachetny człowiek, który wspaniale łączył to, co najlepsze w polskiej i irlandzkiej kulturze. Do legendy przeszły też jego marynowane śledzie, które przyrządzał na polonijne spotkania wigilijne w czasach, gdy polskich sklepów ze śledziami w Irlandii nie było! W latach 1946-56 przy Fitzwilliam Square mieszkał światowej sławy polski filozof, prof Jan Łukasiewicz (1878-1956).

 



 PK: Zupełnie inna Irlandia, niż ją znamy teraz?

 HD: Gdy dziś rozmawia się z Polakami, którzy pamiętają dawną Irlandię, tę z lat 1950-1970, to ich wspomnienia są takie same: był to kraj niesamowicie biedny, prowincjonalny, odizolowany od kontynentu europejskiego, homogeniczny (jedyni cudzoziemcy to Anglicy i Amerykanie irlandzkiego pochodzenia). Ale ludzie „swojscy”, przyjaźni, gadatliwi. Polacy nie czuli się tu wyobcowani. Irlandia liczyła wtedy niecałe 3 miliony mieszkańców. Jednak przeciętny Irlandczyk o Polsce i o Polakach nie wiedział właściwie nic. W Polsce wiedza o Irlandii też była wtedy znikoma. A irlandzka Polonia była społecznością zapomnianą.

 PK: Dom Polski i Towarzystwo Polsko - Irlandzkie musiało wtedy odgrywać wśród Polonii w Irlandii szalenie ważną rolę?

6

HD: Bodźcem do formalnego utworzenia organizacji – Towarzystwa Irlandzko-Polskiego stała się wizyta papieska w Irlandii (29 września - 1 października 1979 r.) . Było to wielkie przeżycie dla wszystkich mieszkańców Zielonej Wyspy. Szczególna była „Wigilia” w sobotę 12 grudnia 1981. Była tam świetna szopka, przygotowana przez utalentowaną Urszulę Retzlaff O’Carroll (absolwentkę KUL, polonistkę, teatrologa i malarkę). Były tam typowe szopkowe kukiełki – jak anioł, diabeł, Herod, królowie. Były także postacie współczesne – był kukiełka - Lech Wałęsa i kukilka - generał Jaruzelski. W szopce znalazła się „prorocza” scena – diabeł namawia generała Jaruzelskiego, by wojną poradził sobie z tymi niesfornymi Polakami. Tej właśnie nocy generał Jaruzelski ogłosił wprowadzenie stanu wojennego w Polsce! Dowiedzielismy się o tym dopiero po powrocie do domu i oczywiście nikt nie miał pojęcia przygotowując te jasełka, że w Polsce ogłoszony zostanie stan wojenny.

 PK: A jak, według Pani doświadczeń i obserwacji, Irlandczycy postrzegali Polaków? Jak widzą i opisują nas teraz, bo przecież wizerunek Polaka na Wyspach zmienił się diametralnie przez 30 lat?

 HD: Tak zwana, „stara” emigracja, działając w założonym ponad 30 lat temu Towarzystwie Irlandzko-Polskim, zrobiła wiele by pogłębić kontakty i wzajemne zrozumienie między Irlandią a Polską. Jednak do końca XX wieku, wiedza o Polsce wśród społeczeństwa irlandzkiego była wciąż znikoma. Z przeprowadzonych około roku 2000 wywiadów wynikało, że ludność wiejska w Irlandii nie miała nigdy żadnych kontaktów z Polakami.

11

Owszem słyszeli o Lechu Wałęsie i „Solidarności” i wiedzieli, że Jan Paweł II był Polakiem. Ale typowy irlandzki farmer, zapytany jak wyobraża sobie Polaka, mówił, że: „przeciętny Polak ma zapewne około 30-40 lat, jest żonaty, pracuje pewnie w kopalni, albo w stoczni, może częściowo na roli. Jeśli ma samochód to jest to Lada, lub Skoda, może Renault. Ma własne mieszkanie, mieszka w małej miejscowości, jest nieśmiały i nie bardzo wierzy we własne siły. Jego żona ma lat 25 -35, pracuje w jakimś urzędzie, albo w banku, a może nie pracuje tylko zajmuje się domem. Jest bardzo pracowita, dokładna i zamknięta w sobie”.

Opinia ludzi z wyższym wykształceniem, pracujących na dobrych stanowiskach w administracji państwowej, była trafniejsza: „Typowego Polaka cechuje dość dziwna mieszanka kompleksu wyższości i kompleksu niższości. Między sobą Polacy zajadle się sprzeczają, ale w razie krytycznego zagrożenia zewnętrznego silnie się jednoczą. Mają poczucie dumy narodowej, choć w mniejszym stopniu niż Irlandczycy”. Z chwilą gdy Irlandia otworzyła rynek pracy dla cudzoziemców i od roku 2000 zaczęli tu przybywać Polacy, rozpoczęła się zasadnicza zmiana w polsko-irlandzkich stosunkach. Masowy napływ Polaków do Irlandii po roku 2004, zaskoczył wszystkich. Na krótko przed rozszerzeniem UE w maju 2004, irlandzkie media przeprowadziły szereg sondaży.

Respondenci zgodnie twierdzili, że dużej liczby migrantów z Polski w takim kraju jak Irlandia nie będzie. Ta nowa polska społeczność różni się zasadniczo od starej emigracji. Jest to przede wszystkim migracja zarobkowa. Ludzie ci, przeważnie młodzi, niekoniecznie uważają się za „emigrantów”. Są po prostu obywatelami Europy, otwartymi na świat, mogą swobodnie się przemieszczać, wybierać sobie kraj pracy i zamieszkania. Stara emigracja, zakładając organizację polonijną, taką jak Towarzystwo Irlandzko - Polskie, robiła to spontanicznie dla idei, dla potrzeby „serca i ducha”. Dziś takie hasło trąci myszką. Młoda Polonia jest pragmatyczna, zajęta życiowymi praktycznymi sprawami. Działalność charytatywna non-profit nie jest atrakcyjna. Istnieje jednak chęć tworzenia polskiej wspólnoty, a także odgrywania pozytywnej roli w miejscowym życiu publicznym. I Polska, i Irlandia to dziś kraje kompletnie inne niż trzydzieści czy czterdzieści lat temu. Czasy się zmieniają, ale i my zmieniamy się wraz z nimi, jak mawiali starożytni Rzymianie.

PK: Nie mniej, oby te zmiany nie wymazały z pamięci zasług tych którzy kładli podwaliny dzisiejszej jakże mocnej polskiej emigracji w Irlandii. Serdecznie dziękuje za rozmowę.

 Rozmawiał: Przemek Kolasiński

Share

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy


Odśwież

Okaleczone pokolenie
Najbogatszy człowiek w Polsce zastanawiający się obecnie nad utworzeniem w Polsce na wz
10-06-2014
- by admin
Read more
548
0
Wielkie filmowe wydarzenie
Z początkiem lutego br., w liczącej 1200 miejsc sali warszawskiego multikina, Złote Tar
02-03-2014
- by wojtekca
Read more
159
0
Rocznica goni rocznicę
Namnożyło się w tym roku wszelakich wydarzeń w życiu muzycznym kraju. Przede wszyst
02-03-2014
- by wojtekca
Read more
146
0
Polscy Republikanie w Dublinie!
Polscy Republikanie w Dublinie! 9 stycznia 2014r. miało miejsce pierwsze w tym roku spot
16-01-2014
- by mczechowicz
Read more
618
0
Koń - piękna polska tradycja
Przez całe życie mawiali o nas, że Lach bez konia jest jak ciało bez duszy, że Polak
04-12-2013
- by wojtekca
Read more
465
0
Ukochał Polskę bez reszty
 6 listopada br. minęły sto pięćdziesiąt trzy lata od urodzin wybitnego pianisty
24-11-2013
- by wojtekca
Read more
515
0
Wojna Niemiec z Kanadą?
Początek wojny niemiecko-kanadyjskiej i boju... o Polaków! Aby zrozumieć o co teraz ch
17-11-2012
- by wwrona
Read more
3248
0