Menu
logo irlandia.ie

Niepokorna wolność słowa.

Niepokorna wolność słowa.

      Okazuje się niezbicie, że media nie zajmują się już opisem rzeczywistości, lecz swobodnym wyrażaniem własnych myśli i opinii o niej. To już nawet nie jest „tabloizacja” mediów, nastał czas „sfejsbukowania” przekazu medialnego.   

     Nie idzie mi tu jednak o trotyl i kieszonkowe bomby jądrowe odkryte przez informatorów „Rzepy” w nieszczęsnym tupolewie. Wydaje się, że nie zabrakło tu rzetelności dziennikarskiej ani nie nastąpił błąd w sztuce, lecz „ktoś” „kogoś” wielokroć w pole wyprowadził. Przynajmniej tak zapewnia były już naczelny "Rzeczpospolitej", Tomasz Wróblewski na YouTubie.

     To, co zdewastowało dziennikarstwo w Polsce, podobnie jak dyskurs polityczny i społeczny w kraju przylazło z prawej strony. Wildstein, Ziemkiewicz czy inny Cejrowski ukuli i rozpowszechnili określenie „niepokornego” dziennikarza. Jak powiada fantasta Ziemkiewicz, polega to na tym, że mówi się i pisze, to, co się ma na myśli (sic!). Nie dziwi zatem fakt, iż by móc w ogóle publikować, musieli oni stworzyć własną gazetę, bo żadna inna, kierująca się jeszcze zasadami sztuki dziennikarskiej nie pozwoliłaby sobie na nieograniczoną felietonizację rzeczywistości. Własne zdanie i opinie można wyrażać w felietonie właśnie, bo po to ten gatunek został wymyślony, ewentualnie pisać bloga można, nie zaś dawać im upust w artykule „informacyjnym”.

   Megalomania autorów w połączeniu z ignorancją powodują, że czytelnik molestowany jest nieustannie niekończącym się komentarzem rzeczywistości dokonywanym przez tychże autorów zamiast rzetelnej roboty dziennikarskiej (czytaj: opisu faktów, nie zaś ich interpretacji). Facebook i „Pudelek” wyznaczają standardy dziennikarstwa Gazet Polskich, Srolskich i innych „Uważam Rze” (kurważ, czy „Niepokorni” nawet ortografię postanowili zwalczać równie zaciekle i nieprzejednanie, jak Układ i Salon?). Jakże to przewrotny zabieg. Jakież to błyskotliwe i to w samym tytule pisma. Majstersztyk. Treść artykułów i opinii tam zawartych jest w tym samym stopniu nieprzejednana (czy raczej prześmiewcza: „hu, hu, hu, zaśmiał się książę po francusku” – jak mawiała postać z kreskówki o zbójniku Rumcajsie) jak autorów stosunek do zasad pisowni obowiązujących w języku polskim.

              Z drugiej strony nie dziwię się, bo przecież wyrażanie światu własnych wynurzeń jakże kuszące jest. Czemu nie? Wygladałoby to jakoś tak:

              W Dublinie trwa właśnie Festiwal Filmu Polskiego „Kinopolis”. Ku zaskoczeniu wszystkich na Festiwalu wyświetlane są filmy.

             W związku z 11 listopada, w Dublinie zapewne jak i w całej Polsce, wystartują marsze. Święto Odzyskania Niepodległości dla Polaków jest wspaniałą okazją do zorganizowanego pokazu pogardy mniej lub wcale niepokornym obywatelom oraz burd i zadym.

    Polonia walk ulicznych wprawdzie nie urządza, ale za to zwykle organizuje marszów od dwóch do trzech, bo nie ma zgody wśród Działaczy, kto maszeruje ładniej i bardziej patriotycznie. Najlepiej, gdy marsze popierdalają równolegle. Jeden zwykle idzie na północ od Poczty Głównej, drugi na południe, a trzeci wzdłuż rzeki na przykład. Mnie w tym dniu zwykle bardzo bolą nogi, więc i tym razem pewnie pójdę napić się piwka, choć nie będę ich zamawiał po pięć na raz za pomocą energicznie wyciągniętej w górę ręki. Na widok marszu, Irlandczycy zatrzymują się w zadumie, bo są przekonani, że Polakom właśnie ktoś ważny umarł, skoro tak tłumnie wyłażą na ulicę. Trzeba im długo tłumaczyć, choć i tak nie łapią tego do końca, że my tak radośnie celebrujemy święta narodowe. Jeszcze weselej jest tylko w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i 1 września. Irlandczycy nie potrafią zrozumieć, czemu zamiast pogrzebowych marszów nie urządzimy sobie festynu? Śpiewy, tańce, kiełbaski, piwko i kto co tam lubi. W końcu odzyskanie niepodległości powinno cieszyć. Cóż, zdrowy chorego nigdy nie zrozumie.

      Nawet trzy marsze do kupy ze wszystkimi marszami świata to pryszcz w porównaniu z tym, co grupa Polaków urządziła Matce Boskiej. Polonia z Corku na portalach donosi, że Polacy postanowili przejść z obrazem częstochowskim z Władywostoku u Ruskich, gdzie jest ocean zwany Pacyfikiem do Portugalii nad Atlantykiem, w której leży Fatima. „Po drodze” pochód zahaczy o Irlandię. W komunikacie używa się brzydkiego słowa na p... (peregrynacja – łac. peregrinatio). Informatorzy, których nazwisk nie ujawnię nawet na torturach Inkwizycji, donieśli, że w pielgrzymce anonimowo weźmie udział Nergal. Jest coś na rzeczy, bo nikt z zaangażowanych w procesję o tym nie wspomina, czyli musi to być doskonale przeprowadzona i utajniona akcja. Zatem to pewne.

     Wyrokiem sądu uniewinniony został bishop Piotr Jarecki. Jego Ekscelencja dowiódł bowiem, że przez lata wprowadzano go w błąd, wpajając maksymę: „Piłeś, nie jedz”, która okazała się być słynnym bon motem Janusza Minkiewicza, zamiast: „Piłeś, nie jedź”. Biskup przedstawił trzech wiarygodnych świadków, którzy pod przysięgą zeznali, że feralnego wieczoru duchowny wprawdzie pił, ale nie zakąszał. Czyli, że nic nie jadł. Znaczy, niewinny.

           Wiarygodne źródła podają nieoficjalnie, że nominację do najbliższej Pokojowej Nagrody Nobla otrzyma Jarosław Kaczyński „na zachętę”, jak Barack Obama bądź Jerzy Urban za całokształt. Sprawa nie jest przesądzona, bo kilku członków Kapituły jeszcze się waha.

           W niezgodzie na rozposzechniane po świecie kłamstwo, iżby Polacy byli rasistami i antysemitami gazety polonijne w Irlandii postanowiły dać temu protestowi wyraz, zmieniając swoje tytuły na „Gazeta Senegalska” i „Nasz Szabas”. Zawartość gazet zostanie bez zmian.

           Doskonale poinformowane źródła donoszą, że w przyszłym roku rusza z kopyta proces beatyfikacyjny Dyrektora Założyciela oraz ojca polonijnej szkoły: „Nie na Jawie”. Adwokatem diabła zgodził się być ksiądz Proboszcz.

   Dobra wiadomość dla Jacka. Pismo "naukowo" – religijne, „Egzorcysta” snuje podejrzenia, że paradyrektor POSKu może być opętany przez Szatana. Wiarygodni informatorzy widzieli, jak paradyrektor kupował duże ilości soli oraz cebuli. Profesjonalni egzorcyści na łamach tego pisma dowodzą bowiem, że niczego tak się Zły nie boi jak posypania solą i pierdów księdza egzorcysty, co zapewni zjedzona w znacznych ilościach cebula. Egzorcyzmy przeprowadzi najpewniej Krzyś. I na co mi było czytać Leszka Kołakowskiego traktaty o istocie diabła, skoro pismo owo tak mądrze wszystko wyjaśnia? W dzieciństwie czytałem także „Baśnie fińskie”, gdzie o Złym jest co druga opowieść. Musze przyznać, że ciężar gatunkowy baśni także dominuje nad „Egzorcystą”.

   Takie oto dziennikarstwo staje się na naszych oczach i niech się nikomu nie zdaje, że znajdzie je jedynie w gazetach polonijnych. Tak już będzie prawie wszędzie, jak na fejsbuczku.

Przemek K.

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 28 styczeń 2013 11:07
powrót na górę