Menu
logo irlandia.ie

Sport – studium choroby.

Index

 

         Idea a sprawa igrzysk.        

      Próżno szukać jakiejkolwiek idei humanitarnej na stadionach olimpijskich. Jeśli się pojawiają, to incydentalnie. Takim „incydentem” w Londynie była drużyna bezpaństwowców w lekkoatletyce. Znalazło się w niej kilku sportowców, którzy mieli wystarczające osiągnięcia sportowe, by się na olimpiadę zakwalifikować, lecz ich państwa ojczyste nie stać było na wystawienie reprezentacji swojego kraju. Takim krajem był na przykład Południowy Sudan.

        Może idea olimpijska przetrwała jedynie wśród zawodników niepełnosprawnych, dla których organizuje się zawody po tych głównych, a które mało kogo już interesują, bo na pewno nie media? Celowo nie używam określenia: „para-olimpiada”, bo jest w swej naturze ono krzywdzące i niehumanitarne. Czy niepełnosprawny człowiek, to „para-człowiek”? Wśród tych ludzi okaleczonych panuje duch olimpijski, który na olimpiadzie właściwiej co najwyżej się jedynie tli. Po tym zaś jak poszczególne państwa traktują sportowców nepełnosprawnych można odmierzyć stopień ich (państw) ucywilizowania i uczłowieczenia. Irlandia może stanowić tu wzór dla wielu. W Irlandii także objawia się inny fenomen, którego nie dopatrzyłem sie nigdzie indziej na świecie. To tu odnaleźć można te idee sportu, których wszyscy chcą się doszukać na olimpiadzie.

       Narodowym sportem w Irlandii są dwie dyscypliny ujęte organizacyjnie w lidze GAA (Gaelic Athletic Associacion): Gaelic football (irlandzki futbol) i hurling. Nie czas tu i miejsce opisywać te dyscypliny sportu. Idzie mi raczej o zjawisko socjologiczno – kulturowe jakie stanowią. Ten sport to wielki przemysł generujący ogromne zyski, bo pasjonuje się nim każdy Irlandczyk, jednak liga nie jest zawodową. Zawodnicy nie otrzymują absolutnie żadnego wynagrodzenia za swoją grę. Nie uprawiają oni swoich sportów zawodowo, to na co dzień zwykli lekarze, nauczyciele, pracownicy biur czy budów. Po prostu amatorzy. Nie ma pubu, gdzie nie istniałby akcent nawiązujący do którejś z dyscyplin. Dzieci w irlandzkich szkołach uprawiają ten sport. Na meczach zaś stadiony są zawsze pełne. Istnieje liga męska i kobieca, jednak ta ostatnia nie gromadzi tylu fanów, podczas gdy na meczach ligii męskiej, jak na kraj Amazonek przystało, liczba kibicek dorównuje liczbie kibiców. W dzień meczu po ulicach maszeruje barwny korowód wielbicieli obu drużyn, w pubach siedzą pospołu.

Ba, zawodnicy obu drużyn mają wspólną jedną szatnię, wspólne natryski i jedną salę, w której razem balują po meczu! Tak jest na Croke Park – „stadionie narodowym” w Dublinie. Umie kto wyobrazić sobie taką symbiozę między Legią i Wisłą Kraków lub dowolnymi klubami ligii angielskiej? Bywa bardzo często, że pary lub małżeństwa przywdziewają różne koszulki klubowe, kibicując swoim drużynom, bo on jest z Dublina a ona z Cork. Rozruba jest czymś niepojętym wśród kibiców GAA. To sport par excellence narodowy, który przez wiele lat był tu przeciwstawiany angielskiemu futbolowi. Wydaje się, że nie religia, lecz właśnie ten sport stanowi o tożsamości narodowej Irlandczyków.

To w Irlandii nie na stadionach olimpijskich przetrwała idea sportu, jako rywalizacji samej dla siebie. Nikt by się tu nie zgodził na uczynienie z nich kolejnych dyscyplin olimpijskich, bo wszyscy tu zdają sobie sprawę, że wtedy umarłoby to, o co w sporcie chodzi a czego na próżno doszukują się komentatorzy na igrzyskach ku chwale Chin i USA póki co nazywanych jeszcze olimpijskimi.

Zenek


« Prev Next

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 28 styczeń 2013 11:07
powrót na górę