Menu
logo irlandia.ie

Sport – studium choroby.

Index

         "Polska mistrzem Polski!"

Umilkła nareszcie wrzawa w polskich mediach w związku z zakończoną niedawno olimpiadą w Londynie. Jestem nią szczerze ździwiony. Tęgie głowy co się sportem pasjonują czują się jakby oszukane, zać ci, co ze zmagań sportowych sobie drwią tryumfują, choć jakoś też bez większego przekonania lub podpierają się, dowodząc swoich sądów, lipną argumentacją. Odnoszę wrażenie, że komentujący czują się, jakby ktoś zrobił z nich frajerów, obiecując inny spektakl i inne emocje, niż olimpiada dostarczyła im w rzeczywistości. Niepotrzebnie. Po trzykroć niepotrzebnie.

 

Sport wyczynowy a sprawa igrzysk.

Po pierwsze igrzyska olimpijskie mają w dupie sami sportowcy, więc dlaczego kibicom miałoby robić się przykro, że ktoś tam nie doskoczył czy nie dorzucił? Największym kłamstwem medialnym, z którego żyje propaganda wszystkich państw narodowych oraz imperialnych jest to, jakoby w tychże zawodach stawali w konkury najlepsi z najlepszych od których nie ma już lepszych na świecie. Tymczasem poza kilkoma dyscyplinami indywidualnymi pozostali olimpijczycy to średniaki raczej, którzy nie maja szans jeszcze lub w ogóle wybić się w „prawdziwym” sporcie, czytaj: zawodowym i zarobić kupę szmalu. To nie olimpiada stanowi zwieńczenie kariery sportowca.

Oto przykłady: Andrzejowi Gołocie brązowy medal na olimpiadzie w Barcelonie otworzył drogę do zawodowych ringów w USA nie odwrotnie. Dopiero w 1992 roku zezwolono na udział w igrzyskach graczom NBA, zawodowej ligii koszykówki z USA, którzy są najlepsi na świecie w swoim rzemiośle. Dłużej już nie dało się kompromitować, udając, że mistrzowie olimpijscy w koszykówce są najlepsi na świecie, mimo, że nie dopuszcza się do rozgrywek zawodowców zza oceanu. Amerykanie przyjechali i wygrali z każdym różnicą kilkudziesięciu punktów. Na olimpiadzie w Londynie w finale gry w piłkę nożną zagrał Meksyk z Brazylią (oczywiście nie skład drużyny narodowej, którą możemy oglądać na Mistrzostwach Świata) a o brąz dwie światowe potęgi w piłce kopanej: Japonia z Koreą Południową.

Dzieje się tak, bo zawody olimpijskie do fikcja. Bajki są to dla naiwnych, że oto ziszcza się idea czystej rywalizacji sportowej, w której wziąć udział mogą jedynie amatorzy. W tenisie ziemnym, koszykówce, siatkówce, lekkoatletyce występują wyłącznie zawodowcy, czemu zatem w innych dyscyplinach, jak na przykład w piłce nożnej, nie? Bo powstałby konflikt interesów między organizacjami sportowymi? Sam udział w igrzyskach zawodowców także nie przesądza sprawy o tym, komu w rzeczywistości należy się tytuł najlepszego zawodnika świata. Który tytuł mistrzowski jest batrdziej miarodajny? Złoto w Lidze Światowej dla siatkarzy czy olimpijskie? Zwyciestwo w Golden League czy na Olimpiadzie dla lekkoatletów? Zdobycie Wielkiego Szlema czy wygranie olimpiady dla tenisisty?

 Zimna wojna a sprawa igrzysk.

Po drugie, dziś olimpiada to nie idea rywalizacji sportowej, gdzie nagrodą byłby jeno wawrzyn, lecz wyścig zbrojeń. Gołym okiem widać, że na olimpiadach kwitnie myśl szkoleniowa wypracowana w NRD. Zawodnicy, choćby zmutowani, mają przede wszystkim gromadzić krążki. Sprawa rywalizacji sportowej dla samej siebie stała się drugo lub nawet czwartorzędna. Po upadku Żelaznej Kurtyny igrzyska olimpijskie z powodzeniem zastąpiły zmagania zimnowojenne. Różnica jest taka, że zamiast w liczbie głowic atomowych teraz mocarstwa ścigają się w liczbie worków z medalami, jakie uda sie wywieźć z igrzysk. USA, Rosja czy Chiny? Kto więcej?

W Londynie Wielka Brytania zdobyła trzeci co do wielkości worek z medalami, więc może już znów wolno traktować ją jako imperium? Ba, także Korea Północna dumnie kroczy w tym pochodzie, o czym statystyki donoszą nieustannie. Afrykę Południową w dobie apartheidu wykluczano z udziału w olimpiadzie. Korea Północna zaś wpisuje się najwyraźniej w idee olimpijską, skoro tak się eksponuje osiągnięcia sportowców z tego kraju. Słyszał ktoś o badaniach antydopingowych przeprowadzonych na Koreańczykach z Północy albo Chińczykach? Widocznie nie ma takiej potrzeby, wszak na olimpiadzie specjalnej w Pekinie Chińczycy nie wystawili prawie nikogo, bo w tym kraju nie ma ludzi niepełnosprawnych.

Mistrzowie olimpijscy rodzą się tam na kamieniu i w naturalny sposób dochodzą do mistrzowskiej formy. Obydwa kraje mają też broń atomową i totalitarne rządy, nie ma zatem potrzeby denerwować ich z powodów tak błahych jak idea olimpijska. Także dzięki temu mogliśmy podziwiać osobną reprezentację z Hong-Kongu ale z Tajwanu już nie. Igrzyska olimpijskie nie są organizowane dla sportu i sportowców, lecz dla celów polityczno – militarystycznych. Medale olimpijskie mają w szerszym dyskursie usprawiedliwiać tyranię (jakby medal na olimpiadzie był gwarantem demokracji w kraju sportowca) lub pozycję wielkomocarstwową w świecie. Gryzą trawę zatem przedstawiciele mocarstw i rezimów, reszta ma to w dupie, bo sport uprawia się dla kasy w normalnym świecie, a nie ku uciesze watażków.


Prev Next »

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 28 styczeń 2013 11:07
powrót na górę