Menu
logo irlandia.ie

Jak przetrwać święta w Irlandii?

Jak przetrwać święta w Irlandii?

Niełatwe to jest zadanie i myli się ten, kto uważa, że chwyty obronne wytrenowane w jednym katolickim kraju sprawdzają się w innym. Irlandczycy wszystko za co się biorą, uprawiają w wersji fanatycznej. Nie uznają oni opcji pośrednich. Katolicyzm ma taką tu odmianę i kontestacja tegoż także. Shopping jest dostępny wyłącznie w wersji hard, nie inaczej pop-kultura, konsumpcjonizm i feminizm. Liczba spożywanych dziennie posiłków i napojów różnych wyłącznie w full option. Umiarkowania w jedzeniu i piciu, gdy Irlandczycy wpadają na taki pomysł, nie powstydziłby się żaden fundamentalista. Nawet nic-nie-robienie i relaks muszą być uprawiane wyłącznie na maksa.

 

Podobnie w kwestii alkoholu. Jedni chcą tradycyjnie chlać ile wlezie, drudzy przeciwnie i marzy im się prohibicja. Ci ostatni obrzydzają pozostałym miłe chwile upajania się spirytualiami, oczywiście w wersji full. Najdotkliwiej można zostać trafionym przez wódowstrętów w dni wolne od pracy, niedziele i święta. Wielkanoc zaś, to w Irlandii istna gehenna. Nie ma w Irlandii całodobowych stacji benzynowych z alkoholem dostępnym 24h; nie ma sklepów nocnych, do których można skoczyć po kolejną flaszkę. Ba, w sklepach monopolowych (off–licence), supermarketach i pozostałych alkoholopojach flaszkę czegokolwiek z procentami można dostać po 10.30 rano, zaś sprzedaż kończy się o 22.00. Po tej godzinie browary, wińska i mocniejsze trunki dostępne są wyłącznie w knajpach, które zwykle nie są czynne o wiele dłużej, bo last order można złożyć około godziny 23-24. Po północy wypad z baru i jeśli człowiek przezornie zawczasu nie zgromadził w chałupie jakiegoś alkoholu, to pójdzie spać niedopity, a rano prędzej skona, niźli doczeka się otwarcia monopolowego. Tak wygląda dzień powszedni. Niedziela i święta to prawdziwy survival dla miłośników wypitki. Alkohol bowiem dostępny jest od 12.30. Wielkanoc w Irlandii bije wszelkie rekordy w kwestii zakazów i ograniczeń w sprzedaży alkoholu, bo w Wielki Piątek obowiązuje bezwzględna prohibicja. Puby i sklepy monopolowe ustawowo muszą pozostawać zamknięte przez cały boży dzień. Po piątku nastaje zaś sobota, a więc napić można się nie prędzej niż o 10.30 rano. Święta, kurważ jego mać!

Pierwszą użyteczną życiowo radę, jaką otrzymałem od Irlandczyków po przybyciu do ich wesołego kraju, była wskazówka, by z wielką uwagą i dokładnością zaopatrywać się w alkohol w dni poprzedzające święta, a już zwłaszcza mieć baczenie na Wielki Czwartek, bo dzień poźniej zdechniesz człowieku z pragnienia, a się nie napijesz w ojczyźnie Guinnessa i Jamesona. Dzięki moim irlandzkim przewodnikom spirytualnym święta każde co roku czciłem godnie, bo popijając zdrowo. Co ciekawe, nawet w Wielki Piątek nigdy w tym procederze nie byłem osamotniony, bo w ten jedyny dzień irlandzkiej prohibicji przez miasto przetaczają się chmary nawalonych ludzi. Taszczą oni ze sobą kartonowe skrzynki z piwem, flaszki z wódą i whiskey. Drą mordy i kontestują katolicki dzień umartwienia. W mediach co roku toczy się debata, czy zakaz ów, jakże restrykcyjny, powinien być utrzymany azaliż czy zniesiony?

Tak wygląda życie na legalu. Jak każdy system jednak i ten także można w miarę gładko obejść. Jeśli o 7.30 rano dopada cię kac tak wielki, że za kufel piwa mógłbyś nawet odmówić różaniec, jest na to rada. W akcie kompletnej desperacji można udać się do speluny w zakazanych częściach miasta, które zwykle są „trochę zamknięte” i „trochę otwarte”, ale to naprawdę duże ryzyko, więc nie polecam. Lepiej i bezpieczniej jest, choć nieco drożej, wejść do jakiegokolwiek hotelu i zamówić śniadanie, do którego można zaordynować sobie szklanę piwa. Nie mam pewności na jakiej zasadzie to funkcjonuje prawnie, ale działa. Nie przyszło mi też nigdy do głowy, gdy byłem na kacu- gigancie i dostałem do łapy w końcy upragnioną szklankę z piwskiem, by dociekać, jaka jest tego

zjawiska podstawa prawna. To rano na kaca. Wieczorem zaś na dopitkę niezawodne są rusko-polskie sklepy, jeśli zna się hasło i odzew lub jest się stałym klientem albo dla wszystkich zainteresowanych sklepy „u Chińczyka”. W tym ostatnim jednak można dostać wyłącznie wino. Są też oczywiście nocne kluby otwarte do późna, ale do nich można zostać nie wpuszczonym przez ciecia na bramce, jeśli jesteś gościu wstawiony nadto jego zdaniem. Nic tak nie wkurwia jak niepotrzebna przebieżka, w trakcie której gubi się niezbędne promile z organizmu, a których nie można błyskawicznie zastąpić nowymi. Nie polecam. Pamiętać także trzeba, że w knajpie nie kupimy alkoholu na wynos. Nie jest możebne nawet zamówienie całej flaszki do stolika. Alkohol serwowany jest wyłącznie w porcjach. Można też wezwać jakiegoś polskiego drajwiarza, który ogłasza się tu i ówdzie w internecie, a pewnie przywiezie coś ze swoich zapasów gromadzonych na taką właśnie okoliczność.

Turysto z Polski pamiętaj, że w Irlandii najlepiej mieć zawsze zgromadzony jakiś alkohol w domu. Tak na wszelki wypadek. Zaopatrz się w kilka flaszek czego tam lubisz, zanim wyruszysz w miasto po przygodę. Jeśli planujesz odwiedzenie Zielonej Wyspy, unikaj czasu wielkanocnego. Irlandia w okresie Wielkiej Nocy przestaje być przyjaznym miejscem ze względu na suchość w gardle wynikającą z ustawy.

Zenek

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 25 marzec 2013 23:18
powrót na górę