Menu
logo irlandia.ie
Wydrukuj tę stronę

Kto się boi Polaków?

Milknie już powoli burza rozpętana w szklance wody przez “Irish Independent” ku uciesze tłuszczy.

Zabierał głos w tej sprawie Ambasador RP w Irlandii, polonijni dziennikarze, irlandcy parlamentarzyści i wszyscy święci. Dorzucam swoje trzy grosze nie dlatego bynajmniej, że bliski mi jest los mojej rodaczki i miałbym rozterkę czy będzie ona masowała po hawajsku jako biznes-woman czy w ramach zasiłku dla bezrobotnych przeżyje wakacje jak na Hawajach. Mam w głębokiej obojętności, czy Donegal to dziura jest czy piękny kurort. Lekce sobię ważę także to, co wrzeszczy rozhisteryzowany tłum, bo oszołomstwo nie jest irlandzkim wynalazkiem na wyłączność i zdarza się wszędzie. W Polsce, w przestrzeni dyskursu medialnego i politycznego aż nadto, więc jestem całkowicie uodporniony na populistyczne okrzyki gawiedzi.

 

Mnie interesuje, czy Republika Irlandii jest państwem prawa? Ostatnie wydarzenia zachwiały moją pewnością w tym względzie.


Nawoływanie do nienawiści.

               

W Wielkiej Brytanii postawiono przed sądem i skazano Brytyjkę, która w tramwaju wykrzykiwała, że za kryzys w jej ojczyźnie odpowiadają imigranci z Polski. To wystarczyło, by skazać ją za rasizm.

 

Senator Jimmy Harte publicznie zaś oświadcza, że kupi bilet Polce, by wracała do kraju. Wbrew prawu europejskiemu i mimo że kobieta nie popełniła przestępstwa ani nie jest skazana prawomocnym wyrokiem sądu i żadne inne państwo nie domaga się jej deportacji, domaga się wydalenia z Irlandii obywatelki Unii Europejskiej. To jest skandal dopiero. Poza tym wystąpienie to świadczy o kompletnym brak szacunku do Polaków jako mniejszości narodowej. Czy Pan Senator odważyłby się na takie samo wystąpienie, gdyby chodziło o obywatela z dowolnego kraju afrykańskiego? Jeśli Pan Senator pogrozi z tym samym „patriotycznym” uniesieniem wszystkim innym potencjalnym naciągaczom i oszustom, Polacy w Irlandii zafundują Panu bilet lotniczy nawet dookoła świata. Poleci Pan Senator oczywiście liniami Ryanair.

 

Chyba do tego nie dojdzie, bo myślę, że wtedy zostałby taki parlamentarzysta zjedzony przez media i opozycję za szerzenie rasizmu. Na Polkę jednak w irlandzkim parlamencie napluć może każdy, jeśli przyjdzie mu na to tylko ochota, jak się okazuje. Pan Jimmy Harte przy tym uważa, że posiada mandat społeczeństwa irlandzkiego na takie facecje. Czy aby nie jest on senatorem z ramienia tej partii, która będąc w opozycji ustami swojego obecnego Ministra Edukacji obiecywała studentom, że za nic nie zgodzą się oni na podwyższenie opłat za studia i likwidację grantów? O tak, zaiste, to bardzo wiarygodni ludzie. Pan Senator Jimmy Harte dziś wycofuje się rakiem ze swojego stanowiska, co ogłosił... na twitterze (sic!). Czyżby nie starczyło godności Panu Senatorowi, żeby przeprosić Polkę także na forum Senatu w obecności kamer? To co wypisuje się na portalach społecznościowych jest sprawą prywatną, słowa wypowiedziane w Parlamencie mają wagę racji stanu. Z powyższego wynika, że władza ustawodawcza w Irlandii jest Polakom niechętna, choć prywatnie nic do nich nie ma.

 

Jeśli Polacy nadal będą pozwalali, żeby ich obrażano i niesłusznie oskarżano, to ludzie będą tak robić. Brytyjkę pozwano z urzędu i już chyba kolejnym razem, gdy dopadnie ją nagły przypływ niechęci do imigrantów, będzie trzymała buzię na kłódkę i rozważy swoją niechęć w skrytości serca jedynie. Pan Senator zaś nie czuje się nawet zobowiązany do przeprosin w takim wymiarze, w jakim znieważył Polkę.


Polish – Irish Society.

 

Irlandzka telewizja nadawała niedawno program o największych oszustach systemu opieki socjalnej w Irlandii. Naciągacze narazili skarb państwa na wielomilionowe straty. Nie było wśród nich Polaków. Jeśli ktoś łamie prawo, to powinien za to odpowiadać przed sądem i jeśli udowodni mu się winę, powinien ponieść karę. Jednak za publiczne szerzenie nieprawdy również powinny być wyciagnięte konsekwencje prawne. Oszukiwanie Opieki Społecznej w Irlandii jest tym bardziej podłe i haniebne, jeśli na taką pomoc nie można było liczyć w swoim kraju. Z drugiej strony, skoro ogromna rzesza Polaków studiuje w Irlandii, to chyba nie mają oni ambicji spędzić życia na zasiłku? Nie godzę się, by przypisywać Polakom i to wszystkim bez wyjątku, złych intencji i chęci oszustwa, matactwa i nieróbstwa. Czy ci Irlandczycy, którzy zadłużyli się w bankach ponad miarę, by kupować kolejne domy, w których mieli mieszkać masowo przybywający do Irlandii imigranci z Europu Wschodniej też są zwolennikami wyrzucenia obcokrajowców z Irlandii? W tych domach mieszkają także Polacy, którzy płacą rent i tym samym przynoszą właścicielom domów jakiś zysk.

 

Bertie Ahern obiecał Irlandczykom, że sprowadzi do kraju tanią siłę roboczą z Polski i pozostałych krajów Europy Wschodniej. Wtedy Irlandczycy nie będą musieli już pracować i zajmą się wyłącznie pławieniem w luksusie. Okazało się szybko, że Polacy to nie tylko bezrozumna tania siła robocza, ale także wykwalifikowana kadra. Pozwoliło to wielu na awans. Okazuje się, że sporej części społeczeństwa to nie w smak. Chcą oni nadal śnić sen, o którm bajał były Taoiseach. „Celtycki Tygrys” zdechł a Bertie Ahern skończył swoja karierę w kuchennej szafce z głowa wciśniętą między płatki śniadaniowe reklamując brukowca. Czas na pobudkę. Irlandia wraz z Polską jest w Unii Europejskiej i oba kraje muszą przestrzegać prawa, które obowiązuje w UE, czy się to komuś podoba, czy nie. Polacy w Irlandii to zysk dla wielu. Choćby dla wspomnianych Landlordów. Także dla wielu pracodawców.

 

Mój pierwszy pracodawca, na przykład, zaoszczędzał zatrudniając Polaków około 15,600€ rocznie na każdym, ponieważ płacił nam 300€ tygodniowo, podczas gdy irlandzkim pracownikom na tym samym stanowisku 600€. Kiedy nadszedł kryzys, okazało się, że największą oszczędnością dla zakładu będzie zwolnienie Polaków. Jak krzywda, pytam, spotkała irlandzkie społeczeństwo? A czy to Polacy namawiali Irlandczyków, by brać kredyty bez opamiętania, których teraz nie mogą spłacić? Dziś, okazuje się, że po ponad dekadzie niewybrażalnego wręcz bogactwa prawie nikomu nie zostały oszczędności lecz długi. Czy nagonka na bezrobotnych imigrantów, którzy korzystają z pomocy państwa irlandzkiego ma zażegnać kryzys globalny czy tylko poprawić nastroje żałobnikom po luksusie?

 

Wielu z Polaków znalazło w Irlandii swój dom nie przez to, że mogą tu dostać zasiłek, lecz dlatego, że zżyli się z tym krajem i ludźmi. Wiele o tym pisałem, także w swojej nowej książce o Irlandii, pod tytułem: „Co mi dała Irlandia?”. Obecnie dostępna jest ona wyłącznie jako eBook po polsku. Niedługo ukaże się w wersji drukowanej po angielsku. Będą mogli Irlandczycy dowiedzieć się z niej nieco więcej o Polakach. Nie przyjechaliśmy do Irlandii na żebry ani „doić” irlandzkich zasiłków. Przyjechaliśmy pracować i godnie żyć. Ci, którzy zamierzają zostać w Irlandii, podjęli taką decyzję nie dla zasiłków, lecz dlatego, że dobrze się czują w Irlandii wśród Irlandczyków, choć nie zawsze jest lekko. Czemu niektórzy chcą to popsuć? Czy naprawdę istnieją Irlandczycy, którym Polacy odebrali chleb? Pewien irlandzki ksiądz pod Listowel powiedział mi, że imigracja korzystnie wpłynęła na Irlandię, bo Irlandczycy stali się bardziej otwarci na świat. Czy się mylił?

 

Domagam się szacunku niezależnie od sytuacji ekonomicznej na świecie. Porzucenie błędnego przeświadczenia, że Polacy mogą być wyłącznie parobkami mogłoby pomóc w budowaniu zdrowych relacji. Natomiast przestrzeganie prawa, w tym europejskiego, to nie zbytek łaski, lecz obowiązek wszystkich, w tym senatorów i dziennikarzy.

Przemek Kolasinski

Ostatnio zmienianysobota, 11 luty 2012 07:35