Menu
logo irlandia.ie

Instrukcja obsługi Polaka. Część 9. Polak i praca.

Takiej metamorfozy świat na oczy nie widział. Cud nad Wisłą istny! Z lenia i obiboka Polak przemienił się w tytana pracy.

W systemie komunistycznym publika boki zrywała kiedy Laskowik, Smoleń, czy Bareja wykpiwali zapał do pracy polskiego robotnika, pracę „na niby” intelektualistów. Po dziś funkcjonuje sformułowanie: „przeterminowany doktor”, które odnosi się do zasiedziałych nauczycieli akademickich, którzy poza dwoma artykułami potrzebnymi do otwarcia przewodu doktorskiego nie napisali niczego. Pierwsze sceny z serialu „Alternatywy 4”, gdzie budowlańcy ‘rwą’ się do pracy. Efekt tej pracy w którymś z kolejnych odcinków został skomentowany: „Panie, nowe jest, to jak ma działać?”

 

A tu zamiana. Najpierw okazało się w latach osiemdziesiątych, że w Zachodnich Niemcach Polak jest pracownikiem, jak żaden który. Za złotówki nie bardzo, ale za Marki to i owszem. Od tego zapału dziesiejsze województwo opolskie świeci pustkami. Pobudowane przepiękne domy z jeszcze piękniejszymi ogródkami święcą pustkami. Wszyscy pojechali do Reichu. Opolanie tam zarabiają pieniądze, po czym wydają je w Polsce na inwestycje. Nikt nie udzielił wiarygodnej odpowiedzi, czy Polacy w Niemczech tyle nakradli, żeby zasłużyć na opinię złodziei, czy jak pisze Andrzej Więckowski to jakaś chroniczna niechęć Niemców do Polaków? W głowie się nie mieści, żeby w reklamie Media Markt kreować wizerunek Polaka – notorycznego złodzieja.

 

Z drugiej strony znam takich, co szczycą się przerzucanymi kartonami papierosów przez Odrę. Jakim jest Polak pracownikiem zatem? W Szwecji nie udało się pielęgniarkom i lekarzom, bo angielski nie wystarczał i wymagany był szwedzki. Kto gada po szwedzku poza Szwedami? Na Wyspach poszło lepiej. Młodzi, ambitni, wykształceni ludzie. Nikt nie nazywa tu Polaków złodziejami. Jest też grupa mniej ambitna i mniej wykształcona a przy tym najgłośniejsza, ale to przecież nie „sól ziemi naszej”. Irlandczycy i Brytole nie mogą wyjść z podziwu, że można być fachowcem w większej niż jedna dziedzinie. Irlandczyk, przy całej do niego sympatii, który wykształcił się w nakładaniu końcówek na grubego węża, z cienkim sobie nie radzi. „This is not my job” – powiada. Polak, którego lata komunizmu przymusiły wręcz do opanowania wielorakich umiejętności wprawia w szczere osłupienie ‘wyspecjalizowanych’ tubylców. To metamorfoza, której nie zna świat. Kto pamięta hasło: „Czy się siedzi, czy się leży, 150 się należy” (to ówczesna miesięczna wypłata)? Dziś okazuje się, że Polak potrafi pracować na akord, jak mały samochodzik. Inną kwestią jest, czy Polakowi wolno się dorobić i nie być przy tym złodziejem i zdrajcą narodowym?

 

Czy Polak bez poczucia winy może się bogadzić? Nurtuje mnie pytanie: skoro Polak za granicą jest cenionym fachowcem i okrzyknięto go hiper-robociarzem, czemu tych zdolności nie widać w Polsce? Czemu w kraju nad Wisłą nie ma autostrad? Czemu asfalt się topi przy temperaturze 30°C skoro ci sami fachowcy w Iraku budowali drogi, które nie topiły się w temperaturze przekraczającej 50°C? O co tu chodzi? Czy polska rzetelność jest wyłącznie towarem eksportowym? W całej zachodniej Polsce na, tak zwanych, Ziemiach Odzyskanych nikt palcem nie kiwnął przez 50 lat, żeby wyremontować kamienice, bo była ‘obawa’, że Niemcy wrócą po swoje, więc po co inwestować? Dziś te tereny odzyskują swój blask. To w takim razie może nie oznaca to, że Polak to leń, tylko gospodarz nie taki jak trzeba? Miałem znajomego. Mówię, że miałem, bo zapił sie na śmierć. Sam potrafił wybudować dom, znał się na elektryce, hydraulice i Bóg jeden wie na czym jeszcze. Kiedy pracował dla siebie był mistrzem w swoim fachu. Kiedy robił to samo w państwowej firmie, knocił wszystko. „To nie moje, to państwowe” – mawiał. Może to skaza generacji? Kiedy kończył się komunizm i pokolenie obecnych 30-latków i 40-latków wchodziło na rynek pracy słychać było wir, szum rozkręconych rąk, szelest zarabianych pieniędzy.

 

Ludzie, którzy wychowali się w tym polsko-sowieckim maraźmie palili się do pracy, do zarabiania, budowania nowych domów, kupowania nowych mebli, samochodów, o których ich rodzice mogli tylko zamarzyć. Chyba, że ktoś jeździł na „saksy” za Odrę. W kraju, w którym jedyną inicjatywą prywatną był taksówkarz, właściciel zieleniaka, dentysta i ginekolog, okazało się, że ludzie umieją robić interesy, umieją pracować często ponad siły, aż po zawał. Niewykluczone, że Polacy zamienili swój alkoholizm na pracoholizm. Dodatkowy etat, praca po godzinach a do tego jeszcze studia wieczorowe. Życie w Warszawie czy w innych polskich metropoliach to nieustanny wyścig szczurów, praca wykręcająca tarczę zegara na lewą stronę. Jeden z lepiej wykształconych narodów na świecie, jeden z najbardziej pracowitych i kreatywnych narodów na świecie. Czemu zatem Polska nie przypomina Szwajcarii? O co tu chodzi do cholery? Może Polacy w gruncie rzeczy się nie cenią?

 

Czemu wykonujemy pracę za stawki minimalne, których to prac, szczerze mówiąc, nie podjąłby się nikt? Czemu, mimo, że z autentyczną zazdrością patrzą na nasze kompetencje inne nacje, ciągle jesteśmy ‘tanią siłą roboczą’ z Europy Wschodniej? Polskim lotnikom, na ten przykład, w Wielkiej Brytanii po wojnie oferowano pracę... w szkockich kopalniach. W Izraelu po wojnie 6-dniowej piloci myśliwców są traktowani na kształt bogów, we Francji piloci myśliwców mieszkają w najdroższych dzielnicach. Polscy piloci, zdaniem Anglików, nadawali się do pracy w kopalni. Otóż Polak nie jest wyłącznie wyrobnikiem na usługach. Tylko, że Polak sam musi to zrozumieć.

Ostatnio zmienianyśroda, 02 listopad 2011 12:44
powrót na górę