Menu
logo irlandia.ie

Co mi dała Irlandia?

Przyjechałem do Irlandii jak wielu Polaków na chwilę, po kasę. Większość z nas, emigrantów na Zielonej Wyspie jest niczym ci Argonauci, co po złote runo wyruszyli.

Przesłanie mitologiczne pozostało to samo, jednak zamiast złotego runa, teraz zbiera się euro, albo ostatecznie funty szterlingi trochę za północ lub na mapie po prawo, na sąsiedniej wyspie (chyba, że stoi się tyłem do mapy, to wtedy po lewo). Przyjechałem, pomieszkałem i zostałem. Irlandia pochłonęła mnie całkowicie jakąś magiczną siłą. Nawet nie było za bardzo żal zostawiać tego „umęczonego przez historię narodu” nad Wisłą.

 

Polsce wdzięczny jestem, że mnie wykształciła i to tak, że w obcym kraju nie jest mi wcale znowu tak ciężko, bo cenią tu moją przeedukowaną bańkę i różnorakie skills, które nabyłem jakby po drodze swojej właściwej edukacji. Ha, właściwie to ta „parszywa komuna” mnie wyedukowała, za darmo. Wydaje mi się, że dług Matce spłaciłem, bo ponad dziesięć lat kształciłem kolejne pokolenia Polaków. Niektórzy z nich są tu dziś obk mnie w Irlandii, inni stali się lekarzami, rzemielśnikami, w większości dobrymi ludźmi. Spakowałem bagaż doświadczeń i wyjechałem, bo nikomu już nic nie jestem winien, może poza jakąś sumą pieniędzy, ale te tutaj nie są już tematem numer 1 w rozmowach przy rodzinnym stole. Na skromne życie zawsze się tu znajdzie. Jestem już tu piąty rok. Czas przepakować plecak. Wiele z tych rzeczy, które nadal taszczę należy owinąć w szary papier, zaadresować właściwie i odesłać prawowitym właścicielom. Czas na nowy plecak, z nową zawartocią.

 

Lżejszy o przeszłość, niechciane wspomnienia, wykrzywione w plugawym grymasie twarze. Jacek Soplica potrzebuje spowiedzi. Nie chcę mówić, czego nie chcę, co odrzucam, co odesłałem w szaropapierowych paczkach i komu. Ważniejsze jest, co w moim plecaku pozostało. Co pozwala zabrać mi ze sobą w dalszą podróż Irlandia, moja ciotka, bo to lepiej brzmi, niż „macocha”. Nie wiem czy generlanie na emigracji, czy tylko specyficznie w Irlandii odkrywa się nieznane pokłady samego siebie? Życie na emigracji, to jak proces indiwiduacji według Junga. Można odkryć własną jaźń. Czasem nowy obraz siebie przeraża, czasem uszczęśliwia. Mnie ucieszył. W Irlandii odkryłem:

  1. Jak wielką moc sprawczą ma zwykłe, machinalne skwitowanie: „good man”. Za każdym razem, po wykonaniu najprostszej czynności, po kiwnięciu palcem, można usłyszeń, że zrobiło się dobrze, że jest się OK. Po jakimś czasie człowiek przywyka i sam zaczyna stosować tę „odzywkę”, ale na początku jest szok, po którym chce się zrobić więcej i więcej, żeby tylko słyszeć owo: „good man”.
  2. Dystans do siebie, bo okazuje się, że nie jesteśmy pępkiem świata, „Chrystusem narodów”, jak wmawiali nam to w kraju w szkole, z ambony, z telewizora. Świat nie jest nam nic winien. Sami musimy brać swój los we własne ręce. Tworzyć nową jakość Polaka i stać się za nią odpowiedzialni. Odpowiedzialni my sami, nie historia, partia taka lub śmaka, rząd, Bóg, Rosjanie i Niemcy oraz ich pakty złowrogie, które knują z pewnością bez ustanku coraz to nowe przeciwko Polsce.
  3. Głęboki patriotyzm, gdy Irlandczycy, mówiąc o Polakach zaczynają od wyliczania zalet: że pracowici, że kompetentni, że zaradni, że dobrzy kompani, że uczciwi, że czyści, że ekstremalnie wykształceni, że świetni fachowcy. Dzięki Irlandczykom, już nie pamiętam, jak nazywali nas Niemcy z RFNu, gdzie jeździliśmy na saksy. Pog ma thoin Niemiaszki, tu nikt nas nie nazywa złodziejem!
  4. Szacunek do samego siebie, bo nikt nie przypomina mi ostentacyjnie na każdym kroku, że jestem emigrantem, czyli nikim z nikąd. Irlandia szanuje moją godność, jeśli ja sam zachowuję się godnie i szanuję sam siebie. W Irlandii możliwy jest swoisty paradoks: z jednej strony absorbuje cię całego, z drugiej zachowuje zawsze ten sam dystans.
  5. Jak lekko żyje się bez neuroz, bo Irlandczycy nie są neurotyczni, są zdroworozsądkowi z ukierunkowaniem na dobrą zabawę. Tu praca służy wyłącznie zarabianiu pieniędzy, nie zaś ścieraniu się jednostek, by zarobione pieniądze wydać gdzie indziej, tam, gdzie według Irlandczyków jest prawdziwe życie. To działa! Ciągle pada tu deszcz, a jednak świeci słońce.
  6. Spokój, bo nie musisz tu walczyć o byt, o przetrwanie. Kiedy się nie udaje i lecisz w dół, to nie bez zabezpieczenia. Ciotka Irlandia potrafi pomóc realnie i głodny tu chodził nie będziesz. Matka-Polska dużo gada i mało z tego wynika, Ciotka-Irlandia nie ględzi, bo lubi konkret. Pomaga realnie albo wcale. Najczęściej pomaga, bo „My też kiedyś wędrowaliśmy za chlebem, a zewsząd nas przepędzali, jako tych „biednych, brudnych Iroli”, dlatego my tacy nie będziemy i dlatego gdy teraz to do Irlandii przyjeżdżają za chlebem, chcemy przyjąć wszystkich najlepiej jak umiemy” – mówią Irlandczycy. Tak mówią i tak robią.
  7. Poczucie humoru, bo można śmiać się ze wszystkiego i ze wszystkich. Sam żart nie obraża nikogo, jeśli przy okazji nie chcesz wykpić, poniżyć kogoś. Żart nie musi poniżać, obrażać. Żarty są po to, żeby było wesoło. Pamiętasz hobbity Tolkiena?
  8. Nie użalać się nad sobą, lecz pracować nad sobą. Nikt ci tu nogi nie podstawi i jeśli szczerze chcesz osiągnąć sukces, to go osiągniesz. Irlandczyk człowieka sukcesu zapyta, „Jak to osiągnąłeś? Też chcę spróbować, bo widzę, że ci się udało”, zamiast polskiego: „Ale się złodziej obłowił, ciekawe ile tyłków obcałował, żeby to zdobyć?” Oby mu to wszystko zdechło i wrócił do nas taplać się we wspólnym gównie”.
  9. Pozdrawiać ludzi, pozdrawiać świat, bez lęku, że każde moje: „How are you”, wywoła litanię nieszczęść i bolączek, które mnie nie dotyczą i nie obchodzą. Tak, bo bycie pozytywnym egoistą nie jest grzechem, jak mi to wmawiano. Co w tym złego, że dla samego siebie chcę być ja sam najważniejszy? Jeśli nie kochasz siebie, nie umiesz kochać innych. W Irlandii ci to wolno! Nie musisz czuć się więcej winny. W Irlandii możesz pozbyć się poczucia winy, w które wpędzali cię inni.

Po 10. Muszę nauczyć się wdzięczości, bez lęku, że okazywanie wdzięczności może poniżyć, że moi rodacy odkrywać w tym będą serwilizm, koniunkturalizm, oportunizm i Bóg jeden wie, co jeszcze. Na szczęście mam na to kolejne pięć lat, a może dłużej?

 

Przemek

Ostatnio zmienianypiątek, 30 wrzesień 2011 12:48
powrót na górę