Menu
logo irlandia.ie

Obalanie mitów 3.3 Po cholerę amerykańskie cele!?

Obalanie mitów 3.3 Po cholerę amerykańskie cele!?

Cele - ktoś mi powiedział, że mówienie o celach jest bardzo bezpłciowe, oderwane od rzeczywistości, bardzo amerykańskie, obce i oczywiście sekciarskie. Jednym słowem prania mózgu ciąg dalszy.

 

 

Moi drodzy czytelnicy, jeśli nie wiemy co robimy i po co to robimy to przychodzi taki dzień gdy siadamy na kanapie z piwkiem na przykład i mówimy “jakie to życie nudne i do dupy; praca, dom, i wszystko takie bezpłciowe i nic człowiek z tego życia nie ma…..”. Taki moment pustki, a niech jeszcze napatoczy się nawet mikroskopijna awanturka z szefem, kumplem czy partnerem lub coś pójdzie nie po naszej myśli i w ogóle pojawia się “po co to wszystko?” Dlatego właśnie cele są ważne w każdej dziedzinie i w każdej wykonywanej przez nas czynności! (oczywiście odpowiednio zbudowane ale o tym nie czas i miejsce). Jeśli gubimy cel wykonywanej czynności może pojawić się np. złość, rozdrażnienia, przygnębienie  - niby zupełnie bez powodu lub jakiekolwiek inne uczucie dyskomfortu. 

 

Jako pierwszy przytoczę przykład  którym Jacek Walkiewicz urzekł mnie w swojej książce. Opisuje on swoją wizytę w myjni samochodowej, gdzie przed nim jest tylko jedno auto i wydawałoby się, że wszystko przejdzie szybko i gładko. Jedno auto przed nim on następny, myjnia samoobsługowa, rachu ciachu i w dalszą trasę. Ku zaskoczeniu właściciel auta nie tyle, że ogląda swoją już umytą maszynę z każdej możliwej strony to jeszcze wzywa obsługę i tym samym blokuje kolejkę na długo dłużej, ba myje auto po raz kolejny. Pan Jacek Walkiewicz traci w tym momencie cierpliwość i dochodzi do pierwszego starcia słownego...na dalszy ciąg zdarzeń zapraszam do lektury “pełna moc życia” ale skupię się na zakończeniu. Pan Jacek zadaje sobie pytanie o cel swojej wizyty w myjni i odpowiedź brzmi - umycie auta, a nie edukowanie ludzi. Tak też nie daje się ponieść emocjom i skupiony na celu unika w ten sposób przykrych konsekwencji, zyskuje spokój i osiąga cel.  

 

 

Przykład nr. 2  Załóżmy, że mój ukochany nie pozmywał naczyń. Wracam z pracy i ciśnienie osiąga maksimum, a przecież jeszcze nie zdążyłam zaparzyć małej..no dobra dużej czarnej. Czekam tylko aż pojawi się w promieniu mojego wzroku aby wypuścić to ciśnienie i dać jasno do zrozumienia, że sytuacja mi się nie podoba, że wracam zmęczona, a on miał wolne i jak to i…….(niech każdy wstawi w miejsce kropek co uzna za najbardziej trafne, moje słowa wycięła cenzura). I nagle zadaję sobie pytanie jaki mam cel w tym, że wywrzeszczę tą złość na mojego ukochanego? co mi to da? co przez moje zachowanie osiągnę? Jaki jest mój główny cel z którym wracałam do domu (nim jeszcze zauważyłam brudne naczynia)?  Chcę się wyładować ? Ale jakie to przyniesie konsekwencje? np. awantura, kwaśna atmosfera itd.. i nie oszukujmy się to uniemożliwi mi relaks i odpoczynek po ciężkim dniu pracy. Co sprawia, że te parę talerzy wywołało takie ciśnienie i czy mój wybuch w tym momencie sprawi że one znikną? Cholera nie! One nie znikną! Więc jaki jest mój główny cel? Chcę aby w kuchni był porządek? W myślach - miał to uczynić mój partner, a nie ja. Jaka część pań zakasa rękawy nawet gdy on mówi “kochanie wiem, że miałem to zrobić ale coś tam coś tam ale zostaw je zrobię to teraz”. O nie, teraz zaczyna się prawdziwy spektakl.

 

 

Ja:  Nie ja to zrobię ahh nie można na ciebie liczyć. ja biedna, wracam zmęczona i do garów no tak ja to teraz muszę robić.

On:  ale nie musisz ….(przerwane przeze mnie)

Ja: no widzę jak nie muszę itd itp.

Co chcę pokazać przez to zachowanie? Co zyskuję, a co tracę? Co jest dla mnie najważniejsze w tym momencie?

 

 

A jakby ta sytuacja wyglądała gdybym skupiła się na swoim głównym celu? Moim prawdziwym celem jest spokój po pracy i wypicie dobrej latte. To jest mój CEL i to był mój cel od momentu gdy wyszłam z pracy do momentu gdy zaskoczył mnie widok brudnych naczyń.

 

 

Więc po pierwsze: skupiam się na celu. Cel = spokój/relaks po pracy, w towarzystwie latte, bujanego fotela, podnóżka i akompaniamencie wybranej przeze mnie  muzyki.

Po drugie : oceniam sytuację, stwierdzam fakty. Faktem jest, że naczynia w zlewie są i krzyczą “hello”. Co robię z tym faktem?  Ja im na to też  “hello” i... wychodzę z kuchni.

Gdy mój ukochany ma ochotę zacząć ( nie tylko ma ochotę ale i zaczyna) “nie zrobiłem bo...ponieważ itp.: urywam i mówię “Kochanie wróciłam z pracy jestem już w domu i piję moje latte nie obchodzi mnie, że one tam są i dlaczego. Cieszy mnie natomiast, baa niezmiernie mnie cieszy, że mnie to nie dotyczy, bo wiem, że i tak ty ogarniesz temat, a że jeszcze nie jest ogarnięty, to po prostu...wyłożę nogi na kanapie.” Cel osiągnięty! Mój cel! Ktoś inny w podobnie wyglądającej sytuacji może postawić sobie zupełnie inny ale ten był mój i go osiągnęłam, nie dając się wytrącić z drogi do jego osiągniecia przez sytuację “naczyniową”.

 

 

Cele ważne są w każdych dziedzinach naszego życia oraz w każdym naszym zadaniu inaczej odczuwamy mało przyjemne uczucia. Podam kolejny przykład dotyczący wyznaczania celów w asertywności.  W asertywnych zachowaniach cele też są bardzo istotne! Bo nie chodzi o to aby być asertywnym dla samego bycia asertywnym. I pamiętajmy, że każda osoba ma prawo do zmiany zdania. Załóżmy, że od tygodnia nie możesz się doczekać aby obejrzeć pewien konkretny film, okazuje się, że osoba z którą chcesz iść zmienia plany i chce obejrzeć inny. Nie będę podawała opcji asertywnych zachowań w tej sytuacji ale skupię się na celu. Jaki jest twój główny cel?

Jeżeli twoim celem będzie obejrzenie tego filmu to obejrzysz choćby i sam. Ale jeśli prawdziwym celem było spędzenie miłego wieczoru w towarzystwie tej konkretnej drugiej osoby to…? Czy gdy postawisz na swoim tracąc z oczu główny cel nadal będziesz czuć się dobrze? Jeśli postawisz na swoim i zobaczysz oczekiwany przez ciebie film ale bez osoby z którą chciałeś spędzić wieczór czy poczujesz się usatysfakcjonowany? Skup się na swoim calu w każdej wykonywanej czynności, a unikniesz uczuć dyskomfortu gdy coś z zaskoczenia prowizorycznie przysłoni twój cel i zechce zbić cię z tropu. Znając swoje cele działasz pewniej, spokojniej i łatwiej podejmujesz decyzje. Nawet piekąc ciasto dobrze jest wiedzieć po co je pieczesz. Czy dla samej siebie? Czy dla innych? Chcesz pochwały? Czy po prostu zjeść ciasto? Jeśli moim celem jest np. zjeść ciasto i niesamowitą frajdę sprawia mi proces jego wykonywania ale załóżmy, że coś pójdzie nie tak i jednym słowem je schrzanię (np. dodam soli zamiast cukru albo ustawię złą temperaturę). W zastępstwie za obrzucanie się wyzwiskami i krzyczenie, że pieczenie nie dla mnie, że nie umiem itp. wybuchnę śmiechem, powiem że innym razem wyjdzie super, a że moim celem jest zjeść ciacho bo mam ochotę to zyskam na spacerze do sklepu. 

 

 

Mam nadzieję, że podane przykłady trochę wam rozjaśniły te już nie tylko amerykańskie czcze gadanie o celach. Jeśli nie lub coś jeszcze nie jest jasne z tego o czym piszę to... piszcie.

CDN....

powrót na górę