Menu
logo irlandia.ie

Wszyscy jadą na zmywaku w Londynie.

Wszyscy jadą na zmywaku w Londynie.

Kiedy w Polsce mówi się o emigrantach w Wielkiej Brytanii i Irlandii, to zwykle się łże. Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy nigdy nie wyjechali poza rogatki własnego miasta. Prawdą jest, że gdy przyjeżdżają do Londynu i Dublina Lale i Ziomusie z blokowisk, którzy po angielsku umieją powiedzieć jedynie „wow” i „hi”, to tylko zmywak jest w zasięgu ich kompetencji. Rodacy nie znający języków obcych i słabo ucywilizowani, pracują za najniższą stawkę, czyli nie z większością tu okrzepłej Polonii, lecz raczej na czarno jak Rumuni i Bułgarzy.


Statystyka, głupcze.

Na ostatniej konferencji o Polonii, Rektor jednej z uczelni, został niemal zagłuszony przez salę, bo powołując się na GUSowe dane, głosił, że w Irlandii żyje około 30 000 Polaków. Wiem, że statystyka, to trochę więcej niż „gówno prawda”, ale mimo wszystko, policzyć do trzystu tysięcy, to nie jest wielka sztuka? Jak mogą być wiarygodne opinie o nas wygłaszane przez tych i owych w Polsce, skoro nie potrafią nad Wisłą nawet skorzystać z wiarygodnych źródeł, żeby dowiedzieć się ilu rodaków spierdoliło z polskiego raju na Ziemi do kraju zmywaków? Irlandzki Urząd Statystyczny (Central Statistics Office Ireland) na podstawie wydanych numerów PPS (Personal Public Service Number – odpowiednik polskiego PESEL) i danych o zatrudnieniu podaje, że w 2008 roku bylo w Irlandii około 172 tysiące Polaków. Te wartość należy traktować jako niedoszacowaną i minimalną. Agnieszka Pacyga z Konsulatu RP w Dublinie w publikacji: „Z zapisków urzędnika: bardzo ludzkie historie z Irlandii”, pisze, że: „Liczbę obywateli polskich przebywających w Irlandii w celach zarobkowych szacuje się obecnie (2010 rok – w 2011 roku odbył się najnowszy spis powszechny w Irlandii i jego wyniki jeszcze nie zostały opublikowane) na około 200 tysięcy. Od 2000 do końca 2009 roku 331.282 obywateli polskich uzyskało w Irlandii numery PPS. W 2009 roku wydanych zostało 13.794 numerów PPS. Jest to liczba trzykrotnie mniejsza, niż w roku poprzednim. [...] Polacy są nadal zdecydowanie najliczniejszą grupą migrantów w Irlandii. Język polski jest także drugim najczęściej używanym językiem, zaś Polacy są drugą pod względem ilościowym grupą obcokrajowców. Na pierwszym miejscu znajdują się obywatele Wielkiej Brytanii”.

Jak jest właściwie z tym zatrudnieniem Polaków w Irlandii? Według Marcina Lisaka, dominikanina i socjologa, kótry zebrał i opracował dane, stopa bezrobocia wśród ankietowanych sięgała w 2009 roku blisko 10%. W 2010 roku na pełnym etacie pracowało 69,2% respondentów, a na częściowym etacie (part time), 12,6%. 6,1% z pytanych Polaków prowadziła własną działalność gospodarczą. Pozostali lokowali się w kategoriach: praca dorywcza (temporal job) lub, „Nie pracuję z własnego wyboru (nie muszę)”.

Jeśli chodzi o dochody, to nieco niższy poziom, którzy wskazali ankietowani w 2009 roku i wyższy rok później może świadczyć o tym, że w Irlandii pozostali głównie ci, którzy potrafią znaleźć satysfakcjonujące miejsce na zmieniajacym się rynku pracy. 29,4% respondentów w 2010 roku zarabiało 1000 – 1500€, 31% Polaków deklarowało swoje zarobki w przedziale 1501 – 2000€ miesięcznie; do 2500€ zarabia 20% emigrantów z Polski, a 12% poniżej 1 000€ (mowa o dochodzie, więc w tej grupie ludzi mieszczą się pewnie też ci, którzy pobierają zasiłki. Są one w Irlandii na poziomie około 800€ miesięcznie – 188€ tygodniowo wypłacanych gotówką). Prawie 4% badanych

zarabia do 3 000€ miesięcznie, a 1,7% zarówno do jak i powyżej 4 000€. Na dochód składają się także dodatki rodzinne i mieszkaniowe. Nie wiadomo, jak rozkładają się te przychody do budżetów domowych w świetle powyższych danych.

Wedle szczegółowych statystyk, opublikowanych przez Central Statistics Office w 2009 r., medina rocznych zarobków w 2007 r. wyniosła 29 140 euro (brutto). Wartość jest najbardziej uogólnionym wynikiem średniej, obliczonym niezależnie od rozmiaru etatu, charakteru zatrudnienia, miejsca zatrudnienia, narodowości czy płci. Przy średnim obciążeniu fiskalnym na poziomie 20%, wartość netto, to ok.24 tys. euro rocznie. Zatem dwie trzecie respondowanych w 2008 zarabiało poniżej irlandzkiej średniej.

Gdzie zatem Polacy w Irlandii zarabiają swój szmal?


Zmywaki są w knajpach, a knajpy znalazły się w kategorii: „gastronomia i usługi turystyczne (hotele)”. Pracę tu deklaruje 12,4% Polaków. Tak było w 2008 roku. W tym samym roku na budowach pracowało prawie 40% zatrudnionych mężczyzn. Przez trzy lata ta kategoria zatrudnionych zmniejszyła się najbardziej w Irlandii. W bankach pracowało 13,7% kobiet (czyli więcej niż na zmywaku!) i 7,3% mężczyzn. Do pracy w handlu, a więc na kasie w supermarkecie albo w McDonald’s, przyznawało się 7,8% kobiet i prawie 5% facetów. Za to w administracji także 13,7% kobiet (znów więcej niż na zmywaku), lecz bez udziały menów z Polski. Przemysł irlandzki obie płci zasiliły w 6% stopniu. Prawie 8% kobiet robiło w edukacji. Biorąc pod uwagę, że szkoły polonijne są jedynie weekendowe, pieniądze tam zarabiane mogą jedynie stanowić drobny dodatek do głównego dochodu. Także samo aktywność zawodowa ograniczająca się do kilku godzin tygodniowo w szkołach polonijnych pozwala przypuszczać, że Polki, które deklarują swoje zatrudnienie w szkolnictwie, związane są raczej z oświatą irlandzką. Mężczyźni w oświacie nie robią, ale za to parają się transportem w wymiarze 8,5%. W służbie zdrowia pracuje niespełna 6% kobiet i wcale mężczyzn, zatem dowcipy opowiadane w Polsce, że ich lekarz wyjechał do Irlandii są bezpodstawne. Chyba, że lekarz był lekarką właściwie. Należy przypuszczać, że w przypadku Irlandii chodzi jednak głównie o pielęgniarki. Choć osobiście nawet znam tu paru polskich weterynarzy i weterynarki, które pracują na Wyspie w swoim zawodzie. W kategorii: „inny” ulokowało się 21,4% respondentów. Ciężko zgadywać jakie to dziedziny, wszak wiadomo, że Polak potrafi. Mogą to być zatem profesje choćby wymyślone tu na miejscu z potrzeby chwili a nie istniejące nigdzie indziej na świecie. Nie mieszczą się w tej kategorii na pewno ginekolodzy z podziemia aborcyjnego, bo Irlandki jeżdżą na skrobanki do Anglii, a ostatnio latają do Czech, bo tam taniej jest.

Wedle danych dotyczących ruchliwości na irlandzkim rynku pracy, ponad dwie trzecie respondentów (69,2%) co najmniej raz zmieniło miejsce pracy w Irlandii. Ponad połowa z nich (53,8%) zmieniła pracę co najmniej dwukrotnie. Dodatkowo w 2010 r. ankietowanych zapytano, czy nie doświadczyli trudności w ubieganiu się o świadczenia socjalne i w konsekwencji w ogóle, albo, czy jeszcze ich nie otrzymali. Jedynie 6% respondentów wskazało na takie utrudnienia.

Problemem, który potwierdziły te badania jest dewaluacja kapitału ludzkiego w zakresie wykształcenia. Znaczna część badanych (38,8%) wyraziła przekonanie o wykonywaniu pracy poniżej swojego poziomu wykształcenia i kwalifikacji. Okazuje się jednak, że zubożenie kwalifikacji nie jest dominującym doświadczeniem wśród ankietowanych. Większość z nich (56,7%) uważa, że podniosła swoje kwalifikacje podczas pobytu w Irlandii. Badania pozwoliły ustalić, że ogromna większość

respondentów to ludzie wysoko wykształceni (z wyższym wykształceniem, 69,9% w 2009 r. i 57,9% w 2010 roku). Według hipotez K. Iglickiej, przykład polskiej migracji do i z Wielkiej Brytanii świadczyć może o wpadnięciu w swoistą pułapkę. Zmarginalizowani i doświadczający dewaluacji swoich zasobów imigranci nie odnajdują perspektyw rozwojowych w kraju przyjmującym. Zarazem znajdując się w swoistej cyrkulacji między dwoma rynkami pracy, po powrocie do macierzystego kraju nie mogą odnaleźć dla siebie miejsca w zastanych warunkach społeczno – ekonomicznych. Doświadczają zatem podwójnej marginalizacji i ponownie poprzez kolejną emigrację zapętlają się w migracyjnej pułapce. Czyli wydatki na wyższą edukację w rozmaitych specjalnościach przeznaczone dla ludzi,
którzy potem podejmują pracę za granicą na stanowiskach nie wymagających kwalifikacji stanowią dodatkowe źle wydatkowane koszty dla państwa polskiego.

Tako rzecze nauka zwana socjologią. Z innych badań wynika, że cała masa Polaków studiuje w Irlandii. Nie wiadomo czy przy tym pracuje. W dużej części pewnie nie pracuje, bo korzysta z programów rządowych jak Springboard, dzięki którym bezrobotni przyjmowani są na wyznaczone kierunki studiów. Głównie są to kierunki bliskie IT. Wtedy studiują sobie oni na najdroższych uczelniach irlandzkich za darmochę zupełną i jeszcze do tego państwo płaci im zasiłek. Czy w tych warunkach ktoś o zdrowych zmysłach zatrudniałby się na zmywaku? Coraz więcej Polaków zakłada własne firmy, bo to żaden wyczyn jest ponad ludzkie siły tutaj. W Irlandii nie ma ZUSu, a biurokracja ograniczona jest do minimum (prościej jest już tylko w Kanadzie). Coraz popularniejsza staje się forma samozatrudnienia. Podam przykład. W irlandzkich urzędach nikt nie odkurza dywaników i nie wytrzepuje wycieraczek. Tym zajmują się „wyspecjalizowane” firmy. Raz na dwa tygodnie, powiedzmy, podjeżdża pod biurowce van, do którego koleś zbiera brudne dywaniki. Zwozi je do hali, gdzie ktoś je czyści. W poniedziałek ten sam koleś vanem rozwozi je do biur. Koleś z vana to jednoosobowa firma, który nie narzeka na zlecenia i może bez szału, ale spokojnie sobie żyje. Inny przykład. W Irlandii okna otwierają się na zewnątrz i generalnie mają taką konstrukcje, że szyby po zewnętrznej stronie nie da się umyć wychynąwszy z mieszkania, jak to każda prawilna gospodyni w Polsce czyni. Od tego są ziutkowie ze szczotkami na długich kijach i akcesoriami jak do mycia szyb w samochodzie, którzy codziennie robią obchód lub objazd jeśli działają prężnie po dzielnicach i oferują właścicielom posesji, pubów, urzędów i poczt swoją usługę. Myją okna z zewnątrz. Firmy jednoosobowe. Takich i podobnych pomysłów, jak grille, spedycje, mycie okien, tłumaczeń, szkoleń, etc., jest bez liku. Może i śmieszą profesje tych firemek, ale dla tych ludzi liczy się to, że to ich własny biznes, są na swoim. Nie muszą w związku z tym pracować na zmywaku. Tam o lepiej wyedukowanych Polaków zastąpili, jak mówiłem Rumuni i Bułgarzy, którym w Irlandii nie przysługują świadczenia socjalne. Nie mają zatem wyboru: zmywak albo na powrót Transylwania lub Złote Piaski. Polacy ten wybór mają. I chyba nieźle z niego korzystają, bo w gastronomii jedynie 12% emigrantów (a w tym przecież kelnerki i barmani) zmywa garnki i talerze.

Przemek Kolasiński

 

Ostatnio zmienianysobota, 23 listopad 2013 16:06
powrót na górę