Menu
logo irlandia.ie

Instrukcja obsługi Polaka. Część 5. Polak i Władza.

Stosunek przeciętnego Polaka do swojej władzy jest, delikatnie mówiąc, ambiwalentny. Mówiąc wprost, jest pokręcony, neurotyczny i nieracjonalny.
polak

Polacy w swojej naturze władzy nie szanują i nie bardzo im wychodzi budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Z drugiej strony polska Władza nie jest w pełni demokratyczną. Oczywiście Polacy wybierają swoją Władzę zgodnie z regułami demokratycznymi, jednak mentalnie wybrani przedstawiciele polskiego ludu bliżsi są ustrojowi feudalnemu niż nowoczesnej demokracji. Stalin mawiał, że łatwiej jest osiodłać świnię, niż nauczyć Polaków komunizmu i brano w kraju nad Wisłą tę wypowiedź za komplement, że oto nikt i nic Polaka nie jest w stanie ujarzmić. Mam jednak wątpliwość, czy Polaków można nauczyć jakiegokolwiek systemu, stąd też polska Władza jest taka a nie inna.

            Historycy coraz odważniej zaczynają forsować tezę, że Słowianie nie oparli się Wikingom, lecz spełniali wobec nich funkcję „lenno – usługową”. To Wikingowie zakładali państwa (w tym także Polan) i to Skandynawowie zasiadali na stolcach książęcych (jak Mieszko I, którego imię uczeni wywodzą od Björna, czyli niedźwiedzia), tworzyli struktury wojskowe i handlowe. Słowianie mieli, według tej teorii, spełniać rolę „zaplecza gospodarczego”, sami we władaniu nie partycypując. To bardzo śmiała i zarazem ciekawa teoria. Słowianie tworzyli kulturę agralną, czyli chłopską, nie miejską czy dworską. Nazwa: „Polska” bierze się przecież od: „Polan”, oznaczającą ludność zajmująca się uprawą ziemi na szeroką skalę. Tak naszych praprzodków postrzegały narody germańskie najeżdżając z „bratnią pomocą” obecną Wielkopolskę i mianem Polan określając naszych ziomków – protoplastów. Od zarania dziejów zatem i początków państwowości Polacy tworzyli społeczeństwo wiejskie z wielkimi majątkami, z których z dworu chłopami zarządzał Pan. Prawa miejskie z Radami Miasta i Burmistrzami, które regulowały życie w Europie Zachodniej i w polskich miastach także dotyczyły społeczności zakładającej i mieszkającej w tychże miastach: Niemców, Żydów, Czechów, po części Polaków. Stąd też byli to raczej: gdańszczanie, krakowiacy, poznaniacy, niż Niemcy, Czesi, Holendrzy, Polacy. Miasta nie miały narodowości lecz status społeczny swoich obywateli – mieszczan. Inne prawa obowiązywały w majątkach ziemskich i folwarkach – kolebce polskości. Pan stanowił tu święte i nieodwołalne prawo, którego nieprzestrzeganie surowo karano. Drugim filarem władzy dla chłopa był oczywiście Pleban, który za nieposłuszeństwo strzaszył ogniem piekielnym. W miarę bogacenia się i samouświadamiania się chłopstwa powstawał trzeci filar władzy w postaci Wójta, który był kimś w rodzaju administratora wsi, łącznika między bogatym chłopstwem a Dziedzicem. Chłop zatem nie znał innego porządku świata poza Panem (prawo, władza ustawodawcza), Plebanem (autorytet, odświętność) i Wójtem (dozorca, władza wykonawcza). Ten porządek świata i postrzeganie Władzy pozostał dla Polaka bez zmian. Polak nie wybiera do parlamentu ani nawet do swoich władz lokalnych człowieka z sąsiedztwa, który będzie reprezentował interesy swojej społeczności, i którego można by było z tego mandatu rozliczyć, lecz głosuje na wodza którejś z partii, która zdaniem wyborcy skuteczniej „dokopie” pozostałym graczom politycznym. Odnosi się wrażenie, że Polak wybiera Władzę, by ta spełniła swój patriotyczno – destrukcyjny obowiązek. Jednocześnie takiej Władzy nie można rozliczyć za nic, bo nie ponosi ona odpowiedzialności w praktyce za swoje decyzje polityczne. Jeśli politykę traktować jako mecz, gdzie zwycięża aktualnie sprawniejszy, to polska scena polityczna przypomina walkę kiboli na ustawkach, których sam rezultat meczu mało obchodzi, bo sensem jej istnienia jest bójka. Poza ś.p. posłem Płażyńskim, który „notorycznie” dostawał się do Sejmu jako poseł niezależny (po rozwodzie z PO) wyłącznie w zgodzie z mandatem jaki wystawiali mu właśnie członkowie jego wspólnoty (regionu) oraz J. Kropiwnickim, prezydentem Łodzi, którego mieszkańcy wybierali niezależnie czy byli z lewa czy z prawa, lecz dla efektów pracy, jaką wkładał prezydent w poprawę bytu łodzian, ciężko wymienić innych, którzy idą za tym przykładem. Polacy zatem nie tworzą społeczeństwa obywatelskiego lecz feudalny folwark. Kiedy Pan zawiadujący z owego folwarku okazuje się wyjątkowym despotą i niegodziwcem (komuniści, PZPR, ZSRR, itp.) Polak w pierwszym odruchu nie tyle ma chęć spalić folwark i zbudować nowy ład, co raczej strącić ze „stołków” Władzę, by samemu się na nie wdrapać. Nie chodzi o budowę lepszego, bardziej sprawiedliwego systemu, porządku, lecz o przejęcie profitów wynikających ze sprawowania władzy w tym chorym systemie. Elita polityczna dla Polaka to „Folwark zwierzęcy” według G. Orwella. Bracia Kaczyńscy piętnują dokonania „Okrągłego stołu” głównie dlatego, że ustanowiono tam nową jakość państwa polskiego zamiast zwykłej podmianki w ramach dawnego systemu „tamtych na naszych”. To mentalność głodnego chłopa, który widząc przez okno suto zastawiony stół swojego Pana chce przy nim zasiąść jak najprędzej, nie zaś budować swój folwark ze swoim stołem. Kiedy dzieje się źle Polak będzie dążył do zmian personalnych nie zaś systemowych, jakby w nadziei, że w końcu pojawi się baśniowy król, który zabierze bogatym i rozda biednym. Kiedy nie ma kryzysu Polak przed Władzą przyjmuje postawę chłopo-robotniczą: ze spuszczoną głową, gniotąc w rękach czapkę pokornie prosi lub daje w „papę”. Komuniści wyeliminowali raz na zawsze w Polsce elitę i w to miejsce wstawili polskiego chłopa. Zaburzono tym samym nawet ten feudalny rytm, bo w miejsce Pana pojawił się także chłop spragniony pańskiego splendoru. Dziś polski urzędnik, dyplomata, polityk, etc. w przekonaniu swoim i co gorsza dużej części społeczeństwa nie jest po to, by pracować na rzecz własnej społeczności, narodu, lecz odgrywać rolę Prezesa wiejskiego jarmarku, którego się ceni, bo zorganizował zabawę i nie goni już batem. Polak, jak pisze Kołakowski, najlepiej odnajduje się w systemie totalitarnym. Wprawdzie nie ma wolności, ale także nie ma odpowiedzialności za swoje życie. To Państwo ma zadbać, by Polak miał pracę, mieszkanie, letnie wakacje i fajną dziewczynę. Jeśli, Państwo – Władza tego nie robi, to oznacza, że to zła Władza i źle, według Polaka, wywiązuje się ze swoich obowiązków w stosunku do obywatela.. W innym systemie Polakowi żyje się ciężko a dodatkowo nie wiadomo za bardzo na kogo winę za swoje nędzne życie zrzucić? Polak jest w wiecznym szpagacie pojęciowym, bo z jednej strony kazano mu jak władzy komunistycznej, tak żadnej władzy nie ufać i zwalczać ją, z drugiej strony feudalny balast każe Polakowi Władzy się umizgiwać. Sama Władza w swoim przekonaniu nie po to jest by swoim obywatelom służyć i robić im dobrze, lecz by społeczeństwo nadzorować, karać lub poklepywać po ramieniu i najgłośniejszym swoim poplecznikom rozdawać drobne fanty. Fenomen popularności Aleksandra Kwaśniewskiego brał się stąd, że z prezydentury zrobił dworski show. Prezydentura Kwaśniewskiego to nieprzerwany bankiet celebrytów, który oglądało się jak nieustające wesele pary królewskiej. Kwaśniewski dał Polakom sen na jawie o wysokich sferach, światowych salonach w zamian nie zaglądając rodakom do garnków, nie pouczając ich, nie strofując. Wszyscy mogliśmy oglądać w okienku telewizora walc w wykonaniu Aleksandra i Jolanty. Kwaśniewski był jeden i wiedział, gdzie jego siła a boleśnie przekonał się o tym Lech Wałęsa, po tym jak „komuchowi” gotów był podać nogę nie rękę. Polacy potrzebują mieć takiego Pana, który będzie zachowywał się po pańsku, nie zaś „równego spośród równych”. Takiej władzy się nie szanuje. Na nic się zdały żale Leszka Millera, że Kwaśniewski poza robieniem dworu nie robi nic. Kwaśniewski po mistrzowsku odegrał rolę dobrego feudalnego księcia z bajki. Stał się polską Dianą. Podczas gdy pozostałych Władza tytła, jemu dodawała blasku. Pan musi być dobry po pańsku, nie może bratać się z ludem, bo tłuszcza momentalnie sprowadzi go do swojego wymiaru a potem zniszczy. Gorzej, że Władza Polaka nie naśladuje nawet Kwaśniewskiego w celebrytowaniu się na salonach politycznych, lecz Władza ta nadal za wzór obiera sobie pozycję I Sekretarza PZPR z Powiatowego Urzędu. Szczęśliwie życie na emigracji pozwala swobodniej dworować sobie z owych ‘dygnitarzy” niż w kraju, gdzie za artykuł satyryczny w satyrycznym piśmie ściga prokurator, bo jakoby splendor Władzy został uchybiony. Dla Władzy made in Poland nadal kompromitacja intelektualna i obyczajowa nie stanowi wystarczającego powodu by Władzą przestać być. A co na to Polak? Polak przed swoją Władzą ciągle na klęczkach z czapką miętoszona w dłoniach w nadziei na resztki z Pańskiego stołu lub wrzeszczący, że da w „papę”. Poza tym Polak na zagrodzie (urzędzie, biurze) równy przecież jest wojewodzie.

powrót na górę