Menu
logo irlandia.ie

Instrukcja obsługi Polaka. Część 4. Bohater narodowy czy celebryta?

O istnieniu celbrytów Polak dowiedział się z telewizji i prasy kolorowej. Nikt przy tym Polakowi nie wytłumaczył na czym byt ten polega, dlatego przyporządkował sobie on ów nowy twór do znanych sobie pojęć.
nomenklatura

Wyszło mu na to, że celebryta to ktoś, kogo pokazują w telewizji i piszą o nim w gazetach z kolorową okładką oraz słuchają, co ma ów do powiedzenia w przeróżnych sprawach. Na dobrą sprawę celebryta po polsku to Pleban w dobie telewizji. Z braku odpowiednich narzędzi ciężko rozstrzygnąć czy dla Polaka bardziej celebrytą jest Wałęsa czy literacki Kmicic lub bardziej Małysz niż Jan Paweł II? Otóż tak, Polacy z papieża zrobili wioskowego celebrytę. Samo sformuowanie: „nasz papież” jest kuriozalne. Papież nie bywa ani nasz ani ich. Kiedy kardynał X (tu jeszcze można dywagować ewentualnie, czyj on?) staje się papieżem, staje się innym bytem, wchodzi w diametralnie inną konstelację. Samo bycie papieżem wyklucza bycie z tymi lub tamtymi. Gorsze już tylko może być skandowanie hasła: „nasz błogosławiony (batyfikowany) papież”. Jakby poczet świętych i błogosławionych był czymś w rodzaju X-Faktora, gdzie taraz w jury zamiast Foremniak lub jakiegoś Włocha zasiądzie „nasz człowiek” i dopilnuje, żeby Polakom było dobrze. Nasz człowiek u Pana Boga. Nasz Papież – Polak. Jakby istniał papież – Niemiec, papież – Włoch. Jest urząd papieża. Jest oczywiście papież – polityk, jako głowa Państwa Watykan, które podobno ma najlepszych dyplomatów na świecie, ale wtedy tym bardziej mało ważne jest, czy to Polak czy Szwajcar, bo ma być on głową państawa Watykan. Stąd całowanie na kucaka symbolizującego klęczki przez ówczesnego Marszałka Sejmu, Marka Jurka, Benedykta XVI byo zwyczajnym nieporozumieniem. Papież odwiedził parlamentarzystów jako głowa państwa nie jako szefuńcio katolików. Eschatologia po polsku to malowanie podobizny błogosławionego na fladze narodowej. Tym samym deprecjonuje się samego błogosłowianego jak i flagę. Eschatologia, misterium i sakrum według wiejskiego proboszcza spod Skierniewic, równie celna jak tajemnica wiary i narodzin Chrystusa według polskich górali. Zatem kolejny raz, odświeża się scena z filmu „Big Lebovski” braci Cohen, gdy filmowy Polak wysypuje prochy nad urwiskiem, tak, że kończy sie to komentarzem Lebovskiego: „Ty to wszystko potrafisz spierdolić”. Bo nie ważne jest, że człowiek, którego znaliśmy sięgnął absolutu, stał się tematem rozważań filozofów, tak zwanych doktorów kościoła, mistyków. Dla Polaka ważne by umieścić „naszego Papieża – Polaka” na fladze. Bo teraz mamy „swojego” człowieka w raju. Spór o uniwersalia made in Poland. Ile ze świętości Wojtyły pozostało w Polsce? ‘Polaki’ odarły Karola Wojtyłę z jego świętości zamieniając błogosławionego w kukiełkę jarmarczną, plastikowy breloczek. Metafizyka po polsku. W Polsce „Polski – Papież” ma swoje godne miejsce obok Adama Małysza. Dla Polaka to jedno i to samo. Jeden i drugi zdaniem Polaka równie dobrze nadaje się na flagę.

            Bohaterem narodowym się jest lub nie niezależnie od mody i humorów gawiedzi. Bohater narodowy nie może być traktowany jak postać z serialu, którą najpierw się kocha a potem nienawidzi. Bohater narodowy to nie Jagna Boryna, z którą wszyscy chcą obcować a gdy okazuje się, że się tak nie da, wywożą ją na taczkach poza rogatki wsi i wyrzucają na kupę gnoju. Tak właśnie robi się w Polsce. Polacy nie defragmentują swojej historii i nie rewidują zasług dla narodu rzekomego bohatera, bo weryfikcja Polaka kończy się na obrzucaniu błotem tego, którego przed momentem się uwielbiało. Nie chodzi tu o ikony systemów, ktore odchodzą do lamusa wraz ze schyłkiem owego systemu, lecz o zmianę mody, fanaberię interpretacyjną. W Domu Polskim w Dublinie zdjęto podobiznę Tadeusza Kościuszki, bo w końcu, przez przypadek, ktoś doczytał, że ten przegrał bitwę pod Maciejowicami, bo tak popił noc wcześniej, że spóźnił się na nią. Przybył, gdy bitwa trwała już w najlepsze. W Domu Polskim w Dublinie Kościuszko bohaterem narodowym już nie jest. Nadal nim pozostaje przy drodze Maciejowice – Podzamcze – Sobolew, gdzie przy pomniku kos postawionych na sztorc tablica głosi o podzięce narodu dla Naczelnika Powstania. Podręczniki do nauki historii w polskich szkołach także nadal propagują wersję: Kościuszko – bohater. Czy gdyby Kościuszko przybył na miejsce bitwy przed wszystkimi trzeźwy jak niemowlę, to Polska nadal byłaby od morza do morza? Śmiem wątpić. W Stanach Kościuszko jest nadal bohaterem. Czyżby tam pił mniej? Bohater narodowy jest jak Ojciec Narodu i nie może podlegać modom i koniunkturom. Czesław Miłosz, którego twórczość rozpoznawalna jest na całym świecie, w kraju doczekał się sporu, czy godzien jest azaliż, by na Skałce go pochowali.

„Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

Dziś ów „człowiek poczciwy” wyrzuca poetę z jego własnego grobu. Ten, który przynosił chlubę Polsce, dziś potraktowany jest jak bracia Mroczek, którym daje się rolę w głupawym serialu albo show lub nie. W dziejach tego „umęczonego narodu”, który po prawdzie męczy się najbardziej sam ze sobą, chyba tylko Piłsudskiego nie udało się definitywnie zrzucić z piedestału i utytłać. Fakt, że próbowano go wykreślić z kart historii lub choć umniejszyć jego rolę, ale nikt nie odważył się Piłsudskiego „upupić”, mówiąc Gombrowiczem. Dziś dla Polako–Chłopo-Robotnika ważniejsza jest opinia wiejskiego proboszcza lub polityka – frustrata o autorytecie, niż sam autorytet. Wizerunku bohaterów narodowych nie szarga się, więc skoro Polak to robi, to nasuwają się następujące wnioski: 1. Pomylono bohatera z celebrytą, bo zbyt pochopnie przypisało się wyjątkowe zasługi osobie przeciętnej zgodnie z modą nie dokonaniami, jak nazywanie Mroczków aktorami. 2. Naród nie dorósł do wielkości danej jednostki, jak Polacy nie dorośli do rzeczywistego kultu Jana Pawła II, przerabiając na własne potrzeby rozumowe i poznawcze metafizykę w kuglarską sztuczkę na wiejskim jarmarku. 3. Nie ocenia się nad Wisełką rzeczywistych zasług domniemanego bohatera liczonych w przyszłych konsekwencjach dla całego narodu, lecz bierze się pod uwagę wyłącznie obecne samopoczucie tłuszczy z powodu okresowego złagodzenia skutków jej kompleksów i lęków przed światem. Bohatera sprowadza się do roli plastra opatrunkowego. Lech Kaczyński lansowany jest na bohatera narodowego tylko dlatego, że zginął w katastrofie lotniczej, nie dla swoich załug. Co więcej: ginąc na ziemi rosyjskiej z gruntu jest się bohaterem. Gdyby samolot rozbił się w Rzymie, byłby to niechybny znak, że ofiara powinna być okrzyknięta świętym. Na ‘szczęście’ samolot nie rozbił się w Chinach, bo jak by tę tragedię interpretować Polactwu? 4. Lepiej nie szafować tytułami: „bohatera narodowego”, by póżniej nie musieć hurtowo ich strącać z cokołów. Historia narodu to nie jest „Taniec z Gwiazdami”, gdzie głosuje publiczność, kto jest fajniejszy. Historia to poważna sprawa i nie należy z niej sobie robić jaj, jak tego dokonał Heniu Sienkiewicz. Jeśli naród nie szanuje swoich bohaterów, to jak szanować taki naród? Reasumując, to w polskiej świadomości różnica między bohaterem narodowym a celebrytą jest taka, że ten pierwszy jest martwy a drugi ciągle gra w serialu albo śpiewa. Poza Papieżem i Małyszem mało kto za życia wśród Polaków doczekał się uznania. Nigdzie indziej także samo Papież i skoczek narciarski równie dobrze nadają się, by wkleić ich podobiznę na flagę narodową.

powrót na górę