Menu
logo irlandia.ie

Instrukcja obsługi Polaka. Część 3 - Polak i pieniądze.

         Posiadanie pieniędzy Polaka zawstydza, natomiast posiadanie pieniędzy przez innego rodaka Polaka obraża, wręcz ubliża mu i prowokuje go. ‘Uczciwy’ Polak zarabia piedziądze ‘po cichu’, ponieważ głośno do majątku przyznają się wyłącznie złodzieje, Żydo – komuniści, Żydzi z Brukseli oraz pozostali Żydzi, którzy ‘okradają’ Polskę i Polaków odkąd Ziemia była wielką bryłą lawy. Tak czy inaczej Polacy o pieniądzach nie rozmawiają lub robią to ściszonym głosem.

ichlibe

Kiedy Kulczyk, swego czasu najbogatszy człowiek w Polsce, robił jeszcze interesy w kraju, niemal każdy wywiad zaczynał od słów: „Ja swój pierwszy milion dostałem w spadku”. W Polsce ludową mądrością w randze dogmatu jest twierdzenie, że: „Pierwszy milion trzeba ukraść”. Były premier, zawsze prawdziwy Polak, Jarosław Kaczyński, z biedy uczynił cnotę. Posłanki PiSu omdlewały z zachwytu, wspominając, jak to ich Wódz i chlebodawca nie ma własnego konta w banku i wypłatę premierowską śle na konto matczyne. Wódz Narodu – Gołodupiec, taka cnota. Jakby posiadanie własnego konta, a już nie daj Bóg drobnych oszczędności, urągało polskości, jak rak toczyło polski patriotyzm, wykluczało i znosiło polskość. Jeśli komuś się wydaje, że obrzydzenie do gromadzenia mamony mija wraz z opuszczeniem kraju nad Wisłą, to grubo się myli. W jednym z polonijnych tygodników w Irlandii tuż przed wyborami „Super Polaka” (a może „Wybitnego Polaka”?) ukazała się rekomendacja wysuwanego kandydata do tego ‘zaszczytnego’ miana z argumentacją, że: „Człek ów, jak nikt nadaje się do otrzymania tego tytułu, ponieważ niczego w życiu się nie dorobił”. Zatem każdy Polak, który chce być okrzyknięty „Wybitnym” nie może mieć forsy.

Można taki stan rzeczy tłumaczyć w nieskończoność zgubnym wpływem ‘komuny’ na świadomość narodową Polaków. Po części to prawda, bo w systemie komunistycznym, jak obecnie, na przykład, na Ukrainie, wielką kasę mieli oligarchowie, ‘Przywódcy Narodu’, dygnitarze, etc. Reszta społeczeństwa dostawała podług ‘potrzeb i zasług’, czyli najczęściej ludzie mieli tyle, ile sobie ‘wyszarpali’. Prawdopodobnie dlatego Kaczyński kreuje wizerunek innego, ‘dobrego’ Przywódcy Narodu, który ma tyle albo nawet mniej, ile jego poddani propagandowo zwani wyborcami. Przywódca, który ma pieniądze, zdobył je z pewnością dwoma równie nikczemnymi sposobami: okradał przez lata swój Naród lub/i forsę dostawał od wrogiego Polsce mocarstwa na pohybel Polski i Polaków. Przywódca w podartych portkach lub bez własnego konta ma wzbudzić zaufanie. Kompletna aberracja umysłowa, bo skoro ktoś nie umie sam dla siebie uczciwie zarobić pieniędzy i nimi samodzielnie gospodarować, to jak ma być dobrym gospodarzem całego narodu i państwa? Wmawia się tym samym ludziom, że uczciwy jest wyłącznie leń i nieudacznik bez pieniędzy, bo samo posiadanie pieniędzy nie konotuje w kolektywnym myśleniu pojęć ciężkiej pracy, obowiązkowości i rzetelności lub wytrwałości, ale wyłącznie machloje, złodziejstwo i korupcję. W Polsce nie wykształciła się realna klasa średnia, jak w Niemczech, Anglii, czy Holandii, która generuje dobra i bogaci się bez wyrzutów sumienia, że to robi, za to dzięki systematycznej i ciężkiej pracy. Z klasy średniej z czasem niektórzy stają się wielkimi posiadaczami i bogaczami, inni pracują u nich i wolniej a także nie na taką skalę, ale systematycznie powiększają swój stan posiadania. W klasie średniej kształtuje się tu trzon narodu i państwa, natomiast arystokracja i wielcy posiadacze ustanawiają poziom elity w danym kraju, także politycznej. W polskiej tradycji natomiast można być magnatem lub biedującym szlachetką z zamianą na chłopa pańszczyźnianego. Magnatem, jak wiadomo, trzeba się urodzić; nie można się nim stać, nie można dorobić się magnactwa. Dlatego, kto nim nie jest, ten zawistnie zazdraszcza mu jego pozycji. Współczesny Polak odziedziczył swoją mentalność po przodku chłopie pańszczyźnianym lub ewentualnie biedującym szlachetce awanturniku – analfabecie. Nie bez kozery byłoby tu przywołanie „Teorii klasy próżniaczej” Torstena Veblena. Na potrzeby dalszych rozważań nie zawadzi także lektura Maxa Webera, bo kolejnym aspektem, dla którego Polak nie może się bogacić jest jego katolicyzm. W kościele katolickim bogaty i pełen przepychu musi być wystruj budynku kościelnego, który sam w sobie powinien być monumentalny, tak żeby polski chłopo – robotnik, który sam pozostaje biedakiem, rozdziawiał japę swoją w niemym podziwie tego przepychu. Odwrotnie niż w kościele protestanckim, który pozbawiony jest przepychu i w ogole żadnych ozdób właściwie. Do bogatego kościoła katolickiego przychodzą modlić się biedni katolicy, zaś do biednego kościoła protestanckiego bogaci protestanci. Bogaty katolik nie jest najlepszym z katolików (modelowo, więc nie rozważam tu przełożenia na stawanie się lepszym katolikiem poprzez składanie wyższych ofiar pieniężnych), chyba że jest biskupem. Polak nie może się bogacić zatem, bo albo żyje w łagrze komunistycznym albo katolickim. W łagrze katolickim bez względu na rosnącą patologię i biedę promuje się rozmnażanie bez opamiętania czyli „miłość i prokreację”, co w oczywisty sposób zubaża i degraduje społeczeństwo jeszcze mocniej. Chodzi o bogacenie się metodyczne i stałe, nie zaś wykonując niewolniczą pracę w Niemczech czy gdzie indziej za granicą, żeby zarobić na ładny dom z ładnym ogrodem i Toyotę piękną aż strach. Od tego nie przestaje się być niewolnikiem, którego korzenie sięgają epoki feudalnej, tak nie buduje się klasy średniej. O rozbudowanej klasie średniej w danym społeczeństwie świadczyć może, na przykład, proporcja pracodawców i pracowników. W zdrowych społecznościach większość chce pracę dawać, Polak inaczej, bo preferuje on „bezpieczną” pracę u kogoś, choćby i była niewolnicza. Najważniejsze dla Polaka jest, by zwolniono go z brania odpowiedzialności za własne życie. To Państwo powinno utrzymywać Polaka jego zdaniem i to na poziomie majętności ukraińskeigo oligarchy. Tyle, że w ten sposób Polak nigdy się ‘nie dorobi’, a już na pewno nie stworzy stabilnej klasy średniej, która w krajach o zdrowych strukturach stanowi podstawę dochodu państwa i społeczeństwa. Skoro w Polsce nauczyciele i naukowcy zarabiają mniej niż kelner w Warszawie, to znak, że to społeczeństwo nie chce wykształcić elity, która sprawnie pokieruje państwem, lecz Władza w tym ‘kraju uświęconym’ jedynie nastawiona jest na produkcję taniej siły roboczej, która ani się obejrzeć wyemigruje do Irlandii, Anglii lub Niemiec.

Ostatnio zmienianywtorek, 28 czerwiec 2011 10:48
powrót na górę