Logo
Wydrukuj tę stronę

Everyman

Spowiedź człowieka pracującego.

- Everyman – rzucił z uśmiechem, który tak naprawdę nic nie znaczył. Robił tak bardzo często. Jego spojrzenia i uśmiechy były puste. Nie kryła się za nimi sympatia, ani nawet cień jakiejkolwiek innej emocji. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że ta obojętność była gorsza niż niechęć.

Taki właśnie był Paul. Mój ówczesny przełożony z czasów kiedy jeszcze pracowałem w Dublinie jako pomocnik barmana.

- Everyman? - zdziwiłem się zakładając ochronne rękawiczki. Noszenie skrzynek z piwem i napojami, wymagało odpowiedniego przygotowania. Rolą pomocnika barmana w Fitzsimons'ie było uzupełnianie braków w lodówkach. Polegało na tym, że cały czas musiałeś donosić nowe skrzynki z chłodni. Na wszystkie trzy piętra. Cały czas.

Paul posłał mi przelotne spojrzenie.

- Everyman? - powtórzyłem z większym naciskiem. Nazwał mnie tak po raz pierwszy i nie miałem bladego pojęcia co to miało oznaczać.

- Nic innego do ciebie nie pasuje... - powiedział po chwili. - To w gruncie rzeczy trochę smutne, rozumiesz? Sebastien to "Retard"... W jego przypadku to nie jest smutne... To fakt.

Zanim zdążyłem skomentować przeszkodziła nam dziewczyna w czerwonej koszulce z logo klubu na piersiach.

- Cześć Przemek – powiedziała po polsku. Machnąłem reką w geście pozdrowienia.

- Rzygi na schodach – dodała po angielsku, tak żeby Paul zrozumiał.

Westchnąłem.

Paul też westchnął.

Rolą pomocnicy barmana było krojenie cytryn i zbieranie brudnych szklanek.

- Nadal nie rozumiem o co ci chodzi? - zwróciłem się do Paula ostatni raz. - Dlaczego Everyman?

- Posprzątaj rzygi, Przem... - mruknął. - Odpowiedź może przyjdzie sama... A ty będziesz żałował każdej sekundy... Bing Bada Bum!

Przez kilka sekundy przyglądałem się swoim dłoniom w ochronnych rękawiczkach.

- Co powiedział? - dopytywała się dziewczyna w czerwonej koszulce, kiedy Paul wyszedł z zaplecza zostawiając nas samych.. Jej znajomość angielskiego ograniczała się do informowania kierowników gdzie aktualnie znajdują się rzygi, albo gówno. Potrafiła też odpowiadać twierdząco i przecząco na wszystkie pytania. Mieszkała w Irlandii 7 lat.

- Powiedział, żeby Sebiastien posprzątał te schody... - odparłem.

Zaklęła pod nosem.

- Wiedziałam, że to zrobi... Zawsze jak jesteśmy razem na zmianie to jemu każe sprzątać... Chyba się na niego uwziął.

 

***

Kiedy skończyłem nagrywać reklamę radiową odchyliłem się w fotelu i zacząłem pocierać oczy. Czułem się jakby ktoś wsypał mi pod powieki dwie łyżki piachu.

Jacek zapisał ostatnią wersję nagrania i uniósł do góry kciuk.

- Wystarczy? - zapytałem.

- Wystarczy – odpowiedział.

- Obiad? - zapytał.

- Przykro mi – odparłem i zacząłem się lekko obracać w fotelu. - Nie mam czasu. Idę do pracy...

Jacek – pan od radia – zrobił poważną minę.

- To gdzie ty w ogóle pracujesz?

Ja po prostu milczałem, wziąłem głęboki wdech i zacząłem się zastanawiać.

- Wieczorami najczęściej pracuję w kinie...

 

***

Półtora roku sprzątania i sprawdzania biletów w kinie nauczyło mnie trzech rzeczy. Sprzątać, sprawdzać bilety i udawać, że wszystko jest w porządku. Tak, w tym ostatnim byłem naprawdę dobry.

Do tej pory pamiętam swój pierwszy dzień. Potężna dziewczyna pracująca razem ze mną spojrzała mi głeboko w oczy.

- Masz myśli samobójcze? - zapytała.

- To bardzo intymne pytanie, jak na pierwszą rozmowę, mogłabyś mnie zapytać na przykład... jakie książki lubię? Albo...

- Ja mam myśli samobójcze... - przerywam mi. Jest ogromna i gapi się na mnie z jawnym obrzydzeniem. - Chcesz znać wersję oficjalną, czy nieoficjalną?

- Bez różnicy – odpowiadam, bo generalnie mam to w dupie i naprawdę jest mi to bez różnicy.

- Oficjalna wersja jest taka, że jestem bezpłodna.

Moja twarz wydłużyła się. Jak na kogoś kto wygląda jakby był w ciąży z pięcioraczkami, to wyznanie brzmiało dziwnie groteskowo.

- Chcesz znać nieoficjalną? - kontynuuje temat.

- Pewnie, co mi tam... 

- Jestem lesbijką... - mówi z dumą. - Nienawidzę facetów! NIENAWIDZĘ!

Czyli – zaczynam, ostrożnie dobierając każde słowo. - Adoptujesz jakieś dziecko z Kambodży?

- Tak! - krzyczy, a brzmi to w jej ustach, jakbyśmy stali na ślubnym kobiercu. TAK pełne przekonania. TAK na wieki wieków.

- Posłuchaj... - patrzę na jej ulane łydki i poteżne udziska.

To, że faceci ci nie chcą nie czyni cię lesbijką.

Moje usta jedna mówią coś innego.

- Na pewno dasz sobie radę – mówią.

- Wierzę w ciebie – mówią.

Nie ma tam nic o nadwadze, tłuszczu, słoniach. Moje usta po prostu mówią to co powinny.

Dziewczyna marszczy czoło.

W ten właśnie sposób tworzysz sobie wroga numer jeden i nawet nie wiesz dlaczego..

- Nienawidzę cię - syczy przez zęby i zaczyna odchodzić.

- Tak, tak, tak... wiem, wiem, wiem... - drapię sie po głowię. - Ja siebie też. Ja siebie też.

 

***

- Do południa uczę angielskiego w szkolę... Będzie to trwało jeszcze... Myślę, że jakiś czas...

 

***

Stoję przed klasą pełną uczniów. Pytanie które zadałem zawisło w próżni.

- Co można zamówić w hotelowej recepcji?

Cisza. Absolutna, niczym nie zmącona cisza.

Wskazuję chłopaka w pierwszej ławce.

- Przemów ludzkim głosem!

- W recepcji można zrobić order...

Trawię jego słowa.

- A co ty możesz zrobić order?

- No coś...

- Co?

Wzrusza ramionami.

- Mogę zrobić order – powtarza bezsensownie, a ja mam wrażenie że jeżeli usłyszę to jeszcze raz to zwariuję.

- Co chcesz zamówić w tej recepcji? Chcesz zamówić prostytutkę? Wódę? - pytam z całkowitą powagą. Najdziwniejsze jest to, że nie słyszę nawet pół parsknięcia. Nic! Właśnie w tym momencie powinni wybuchnąć śmiechem, ale jednak panuje cisza... Ktoś w ostatniej ławce podniósł rękę. Zignorowałem to i przeleciałem wzrokiem po twarzach wszystkich uczniów. - Ludzie nie osłabiajcie mnie... macie hotelarską specjalizację... jesteście w szkole zawodowej i dopiero co wróciliście z praktyk w hotelu... Co wy możecie order w recepcji? Just give me one good example... one proper thing and that's all. Anyone?

W trudnych chwilach przypominam sobie wszystkie najgorsze prace, jakie do tej pory wykonywałem. To niesamowite jak przywoływanie najbardziej męczących i niewdzięcznych zajęć w twoim życiu powoduje kilkusekundowe uczucie ulgi. I nagle zaczynasz rozumieć, że mogłoby być gorzej... Że twoja aktualna praca nie jest zła, tylko po prostu nie jest dla Ciebie... Nagle zaczynasz rozumieć, że musisz szukać dalej, szukać gdzieś indziej...

Dziewczyna o imieniu Ola, siedząca w ostatnie ławce nadal trzyma rękę uniesioną wysoko w powietrzu.

Unoszę brwi. W moim spojrzeniu nie ma nawet cienia zachęty. Po prostu unoszę brwi, a ona otwiera usta

- In reception we can check in and check out... we can order food...

- Thank you so much, Olu. Honestly, that was a relief... - pocieram przez sekundę czoło zewnętrzną stroną dłoni. - Powiedziałem, że poczułem ulgę...

 

***

- Oprócz tego udzielam korepetycji angielskiego 3 osobom... Co jest raczej normalne, biorąc pod uwagę kierunek studiów, tak? Ale... - urwałem i uśmiechnąłem się na samą myśl. - Oprócz tego uczę pewnego faceta polskiego.

- Polskiego?

- Nie jest Polakiem... A powiedział mi, że chciałby mówić po polsku tak jak ja, więc...

- Skąd jest?

- Powiedzmy, że mam zniżkę na kebab.

 

***

Stoję na scenie z mikrofonem. Mam tak napięty terminarz, że musiałem zwolnić się wieczorem z jednej pracy, żeby poprowadzić pewną zamkniętą imprezę dla pań. Zerkam na zegarek. Za dwie godziny muszę być z powrotem w kinie.

- A teraz coś na co wszystkie czekałyście! - mówię do mikrofonu. - Widzę to w waszych oczach...

I wtedy na scenę wbiega profesjonalny stripteaser. Czerwone światło uderza mnie po oczach a dudniąca muzyka na kilka sekund pozbawia orentacji w terenie.

I LIKE TO MOVE IT MOVE IT...

Zeskakuję ze sceny krztusząc się sztucznym dymem z maszyn, a wydepilowany i naoliwkowany facet za moimi plecami zaczyna się rozbierać.

Kiedy skończył zerknąłem na zegarek. Godzina i czterdzieści pięć minut i musze wrócić do drugiej pracy!

Dochodziła 23.

Wskoczyłem na scenę i dalej robiłem swoje.

 

***

- W tym tygodniu jestem jeszcze konferansjerem na dwóch imprezach – wymieniam dalej. - Piątek i sobota... Dzień kobiet w jednym centrum handlowym i dzień kobiet w drugim centrum handlowym... Jeden to męski striptease, a drugi to wizaż, fryzury i kosmetyki...

 

***

Stoję na podeście z mikrofonem. Jestem tak zmęczony, że mam wrażenie że zaraz padnę trupem.

BADA BUM BADA BUM...

Tak bije moje napędzane kofeiną i tauryną serce.

- Moi drodzy... - zaczynam. - Nasze centrum handlowe wyszło na przeciw wszystkim zbulwersowanym kobietom... - miejsce na uśmiech. - Dlaczego mężczyźni mają swoje święto dwa razy w roku? Dzień chłopaka i dzień mężczyzny to chyba zdecydowanie za dużo, prawda? Dlatego właśnie dzisiaj, 13 Marca, specjalnie dla wszystkich kobiet... - miejsce na uśmiech. - Oficjalny... Dwa razy lepszy niż poprzedni...

Wszyscy słuchają mnie w napięciu.

- Drugi dzień kobiet! - mówię. - Drugi dzień kobiet w tym roku...

Zerkam na zegarek.

Dwa lata pracy jako profesjonalny konferansjer nauczył mnie dwóch rzeczy. Improwizowania i udawania, że wszystko jest w porządku. Tak, zarówno w pierwszym jak i drugim byłem całkiem niezły.

 

***

- Ostatni zacząłem też pracować, jako kinooperator – dodaję po chwili zastanowienia. - Uwielbiam to... Nie mam kontaktu z ludźmi...

- Puszczasz filmy?

- Jeżeli tak to nazywasz...

- A ty jak to nazywasz?

- Zakładaniem taśm – mówię.

 

***

Kiedy odchodzę od projektora, sprawdzam jeszcze czy na sali jest dźwięk, a później biegnę do komputera.

- Dzisiaj mam deadline w redakcji i muszę oddać im tekst - informuję Pawła, który pracuje w kinie jako kinooperator i odpalam edytor tekstu.

- Pisząc tekst zaczynam od tytułu... - mówię wystukując tekst na klawiaturze. - Będziesz mi towarzyszył podczas całego procesu, cieszysz się?

- Myślałem, że pisanie zaczyna się od tekstu... - zauważył.- Tytuły podobno wymyśla się później...

Wprowadził mnie tym w lekkie zakłopotanie. W gruncie rzeczy miał przecież rację.

- Ja zaczynam od tytułu... - wyjaśniam. - To sprawia, że mam poczucie sensu. Później mogę zmienić tytuł...

- Jak długo pracujesz w gazecie? - pyta po chwili.

Biorę głęboki wdech i zaczynam się zastanawiać.

 

***

Wracasz do domu, a poczucie ulgi cię pochłania. Wróciłeś do świata który sam sobie wykreowałaś. Który kochasz i nienawidzisz jednocześnie, do tego stopnia, że czasami masz wrażenie że kompletnie zwariowałeś.

- Ciąg – mówisz sam do siebie. - Pieprzony Everyman...

Po latach zaczynasz rozumieć słowa Paula.

Myślisz o tych wszystkich pracach, które wykonywałeś, o tych wszystkich rzeczach które robiłeś i robisz.

A później idziesz spać i jesteś tak zmęczony, że nawet nie masz siły myśleć o seksie.

O nie! Nie tym razem!

Nie masz nawet siły pisać tego tekstu...

Idziesz do szkoły na 8 rano. Później idziesz do pracy na 16. Później wracasz do domu o 1 w nocy. Później budzisz się o 7 i idziesz do szkoły na 8 rano...

W międzyczasie robisz tak dużo innych rzeczy, że czasami zapominasz jak masz na nazwisko.

Dosłownie.

Jesteś w ciągu i będziesz w nim. Przestać się, kurwa, oszukiwać

Ostatnio zmienianywtorek, 23 sierpień 2016 03:44

Artykuły powiązane

Najnowsze od Przemek Corso

Irlandia.ie