Menu
logo irlandia.ie

Czy kibice sportowi są chorzy psychiczne?

Co pociąga, a co drażni ludzi w sporcie? Czemu wszystkie transmisje meczów w telewizji są takie same? Czy w ogóle oglądanie sportu w telewizji zamiast uprawiania go, to znak czasu? Czemu komentatorzy sportowi ocierają się o analfabetyzm lub stosują nieustannie te same figury retoryczne, które potem stają się przyczynkiem do żartów, jak: "Puścił Bąka lewą stroną", "rozejrzał się, popatrzył", "obsłużył kolegę podaniem", itp., itd. Jaka jest dziś różnica między sportem a widowiskiem sportowym? Takie mało wyrafinowane problemy na dziś podejmuję się rozstrzygnąć tu i teraz.

                Platon był jednym z najtęższych umysłów starożytnego świata. Uczeń Sokratesa, nauczyciel Arystotelesa. Adaptowany przez świętego Augustyna dla chrześcijaństwa. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa umieszczano podobizny tych trzech największych starożytnych filozofów na zewnątrz kościołów (nie wewnątrz, bo nie byli chrześcijanami, ale ich systemy filozoficzne i etyczne były bardzo zbieżne z etyką chrześcijańską, więc byli bliscy kościołowi).

            Platon to ksywka – znaczy „szeroki w barach”. Ten ‘wielki mózg’ był potężnym facetem. Wygrywał we wszystkich dyscyplinach starożytnej olimpiady. W tamtym świecie moc umysłu szła w parze z mocarnym ciałem. To tak jakby dziś Pudzian i Gołota byli rektorami uniwersytetu lub politechniki. Pudzian - intelektualista, Adamek - orator, Gołota - laureat Nagrody Nobla z fizyki jądrowej. Haha. Albo tak, jakby Einstein był jednocześnie mistrzem olimpijskim w pchnięciu kulą. Świat się niezmiernie spolaryzował.

            Dziś sport to taki sam showbiznes jak „Idol”, „Doda” albo cyrk. Nie wystarczy sport uprawiać, trzeba komuś kibicować. Uprawianie sportu jest już wystarczającą formą desperacji, ale czasem jako taki może przynosić radochę. Sport najlepiej wypada w telewizji. Nie trzeba się męczyć, można zasiąść w fotelu z piwkiem i ‘przeżyć’ wydarzenie sportowe. Prawdziwe dziarszczaki walą tłumnie na przeróżne stadiony, żeby drzeć mordy na żywo. Kiedyś przy tej okazji można było komuś dać albo samemu zebrać po pysku, dziś nic z tego. Kultura i sztuka. Chociaż w Polsce nadal można uprawiać ten sposób kibicowania. ‘Ustawki’ nie wyszły z mody. Niektórych nie można ucywilizować za Chiny Ludowe. Inną, ale nie mniej powszechną forma skretynienia jest pisanie o sporcie. Całe strony, całe szpalty zapaćkane sprawozdaniami, komentarzami sportowymi. Całe strony zafajdane zdjęciami sportowców w akcji. Piłkarze, koszykarze, siatkarki, sprinterzy, skoczkowie, alpejczycy, pływacy...o matko! Na potrzeby mediów właśnie, nie z powodu wymogów sportowych, lekkoatletki i siatkarki ubierane są w za małe gacie, żeby półdupki było widać. Ma to zwiększyć oglądalność. Czyli nie o sport idzie a o babskie tyłki. Więc piszą pismaki sportowe ile wlezie. Dziennikarze sportowi dzielą się na tych z elokwencją orangutana i ‘złotoustych’ (lub ‘złotopiórych’). Nie stwierdzono jednoznacznie, co gorsze. Ci pierwsi używają wyłącznie monosylab, ci drudzy potoku słów wypowiadanych z taką częstotliwością, że nie wiadomo, czy jeszcze mówią, czy już wymiotują. Monosylabiaki specjalizują sie w grach zespołowych, głównie w piłce nożnej, złotouści w pozostałych dyscyplinach. Wyjątkiem tu jest Szpakowski i Gmoch (obaj robią w piłce kopanej) oraz Tomaszewski, ale jemu akurat bez róznicy o czym mówi. Puszcza takie same pawie na temat piłki, polityki, PZPN, filmu, mody, Guinnessa, lotów załogowych na Marsa, prognozy pogody, seksu, wojny w Afganistanie... zna się chłop na wszystkim. Wystarczy zapytać o cokolwiek i... nie da się już zatrzymać haftowania etatowego zatrzymywacza Anglii. Dyżurny ruchu i nastawniczy w jednym, po prostu zawiadowca stacji. Tak zatem jedni gadają, inni piszą, ale na jedno wychodzi. Nie tylko w Polsce, bo wszędzie na świecie ten sam bełkot.

            Następni w kolejce skretynienia są komentatorzy telewizyjni na żywo. Bytowanie komentatora sportowego na żywo ma sens wyłącznie podczas transmisji radiowych, bo nie widać, kto biega, kto kopie, kto zatrzymuje Anglię. Po jaką cholerę komentator sportowy w telewizorze? Czy telewizja zakłada, że wszyscy kibice sportowi opili się alkoholu metylowego i oślepli, więc trzeba im mówić na żywo, to co sami mogą zobaczyć? Bywają oczywiście nader często sytuacje, że komentator widzi inny mecz, niż ten, którzy wszyscy pozostali. Przynajmniej takie się odnosi wrażenie siedząc przed telewizorem. Nie lepiej puścić jakiś podkład muzyczny albo dźwięk ostrzalu altyleryjskiego czy nalotu w zależności od sytuacji na boisku (stadionie)? Po co komentarz na żywo, tego, co wszyscy widzą na żywo? Dlaczego telewizja traktuje mnie jak debila? Na tym nie koniec, bo w studiu siedzą zwykle zramolałe dziady, które dopowiadają niewypowiedziane; prawią nie tyle, co było, ile, co by było, gdyby...Co za zidiocenie. Grają, dajmy na to, najlepsi piłkarze świata w turnieju Ligii Mistrzów ustawiani do meczu (bo przecież nie trenowani, ich już się nie da lepiej wytrenować) przez najdroższych menadżerów (nie trenerów) świata, a tu jakiś kmiot w studiu telewizyjnym bredzi jak najęty, jakie błędy popełniono i jak byłoby lepiej! Kmiot, który prowadził zespół w okręgówce albo drużynę narodową Polski w piłce nożnej, bo to na jedno akurat wychodzi, wie lepiej. Tak sobie siedzą i pitolą i wkurzają, że się odechciewa już oglądać.

            Ostatnią formą skretynienia jest wywiad z piłkarzem w przerwie i felieton o nim po meczu. Newsy z życia prywatnego piłkarzy. Kogo to kurna obchodzi? Piłkarz żyje wyłącznie w czasoprzestrzeni meczu. Poza nią nie isnieje. Nie istnieje w przerwie meczu żaden Beckham, Zidan, Rooney, nie ma ich. Są oczywiście na posterach, kubkach, koszulkach itd. ich podobizny, ale są one tylko po to, by przywoływać czasoprzestrzeń meczu. Kowal nie istnieje poza kuźnią, to jakiś Mietek albo Jurek. Piłkarz nie mieści się w świadomości poza murawą. Ma tam być i kopać piłkę. Ma tam być za każdym razem, kiedy włączę telewizor, żeby obejrzeć mecz, a kiedy mecz się kończy, ma go nie być. Nie ma prawa wyłazić z telewizora, żeby szczerzyć swój ryj do mnie ze stronic prasy bulwarowej, talk-showów i portali internetowych. Zostawiłem wszystkich piłkarzyków w wyłączonym telewizorze i mają się znowu pojawić, kiedy będzie mecz, nie wczesniej ani później ani gdzieindziej. Nie obchodzi mnie zatem ślub piłkarza, jego zdrady, gusta, samochody ani, nie daj Bóg, punkt widzenia na cokolwiek poza piłką lub jego poglądy. Piłkarz nie ma prawa mieć poglądów, poza tym jednym, do której bramki kopie albo, w której powstrzymuje Anglię. Nie obchodzą mnie też problemy dupencji telewizyjnych, akurat-żon-piłakrzy, które wycierają łóżka producentów, żeby w „Idolu” czy innym „X-Factorze”, powiedzieć: „Jestem na tak”, że mężowie od nich wolą płatne dziwki. Już za tak skonstruwaną wypowiedź powinna dostać jedna z drugą zakaz otwierania słodkiej paszczy. Ale nie, żeby było mało, trzeba jeszcze gorzkie żale w brukowcu zamówić.

            Nie da się w spokoju obejrzeć kurna meczu, bo aż chce się wyjść. Pozostanie przed odbiornikiem telewizyjnym grozi zaś chorobą psychiczną lub alkoholizmem. Na trzeźwo nie da sie tego słuchać.

Przemek

 

Więcej w tej kategorii: « Mitologia prostacka. Everyman »
powrót na górę