Menu
logo irlandia.ie

Samiec, macho, pantoflarz. Wizerunek mężczyzny w kulturze polskiej.

Podstawowe pytania, na które próbuję znaleźć odpowiedź w tej książce, są następujące: jaki jest mężczyzna typowy, a jaki jest mężczyzna prawdziwy? Jakim wpływom ulegają te wizerunki? Na ile kształtują je media, a na ile zastane są one w społecznej świadomości jako stereotypy powielane od pokoleń? Jakie są relacje mężczyzny i kobiety we współczesnej kulturze polskiej? Przyjęcie cezury 1989 roku wynika z pojawienia się na skutek transformacji ustrojowej nowych wzorów męskości w sferze zawodowej oraz w życiu prywatno - rodzinnym. Zasadanicze zmiany społeczne, polityczne, ekonomiczne i prawne prowadziły do powstania zupełnie innego niż przed 1989 rokiem modelu państwa i społeczeństwa. Częścią tego procesu jest przedefiniowanie ról społecznych oraz statusu mężczyzn i kobiet. Transformacje owe nie byłyby możliwe bez pojawienia się nowego systemu mass mediów. Zachęcamy do przeczytania tej książki!

Przemysław Kolasiński, (ur, 1973 r.), wykładowca, publicysta, dziennikarz, filolog i badacz kultury. Doktorant na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego. Publikował swoje artykuły naukowe w "2K. Kultura i Komunikacja" we Wrocławiu. Od 2007 roku mieszka w Dublinie. Jest redaktorem "Gazety Polskiej", tygodnika dla Polaków w Irlandii, członkiem zespołu redakcyjnego portalu www.irlandia.ie, współtwórcą Akademii Literackiej w "Domu Polskim" (POSK) w Dublinie. Okazjonalnie prowadzi zajęcia i uczestniczy w kulturoznawczo - lingwistycznych projektach badawczych w Trinity College.


Recenzja Anny Paś.

 

We wstępie, nim jeszcze czytelnik zagłębi się w odmęty lektury, autor dzieli się nader szczerym wyznaniem: ‘Nie ulega wątpliwości, że moim pragnieniem jest, by poznali tę książkę wszyscy od Bałtyku aż do Tatr. Mam jednak, sam nie wiem skąd, dziwne przeczucie, że może niekoniecznie tak się stanie”. Rzecz to osobliwa, by autor sam wątpił w sukces swego dzieła, ale tym bardziej zaintrygowany czytelnik z miejsca pewnie sobie pomyśli: „ależ po co ta kokieteria, panie Przemku, na pewno nam się spodoba!”. Czegóż by więcej bowiem chcieć: oto do rąk czytelników trafia publikacja, która bierze się za rogi z tematem o tyle trudnym, co fascynującym. Analizie naukowej nasz autor poddaje bowiem mężczyznę. Ucieszą się na te wieść zagubione niewiasty, które – niezadowolone z pożycia – zachodzą w głowę, czy to z nimi jest cos nie tak, czy to może cały ród męski należy przekląć i obrać stan celibatu na wieki wieków amen. Tutaj jednak czekać nas może male rozczarowanie: książka Kolasińskiego nie jest bowiem praktycznym poradnikiem obsługi płci brzydkiej, autor nie raczy nas dobrymi radami ani nie objawia prawdziwej twarzy swego rodu w zgrabnym poradniku z cyklu „ulecz się sam”. Czyni za to rzecz inną, acz równie atrakcyjną: daje nam oto do ręki dwa lustra, w których to przejrzeć się może mężczyzna i – niczym nieodłączna cześć yin i yang – kobieta.

 

Samiec, macho i pantoflarz, ale i niechlujny cham, kochaś i maminsynek. Obraz mężczyzny na kartach tej książki daleki jest od poklepywania kogokolwiek po plecach. Oto mamy do czynienia z dwoma biegunami, na których swoją narracje rozpiął autor – od mężczyzny prawdziwego, czyli takiego, z którym każda z nas poszłaby choćby na koniec świata, aż po mężczyznę typowego, czyli tego, z kim przyszło nam niestety dzielic ten padół łez. A wachlarz możliwości jest szeroki: oto kobiety opowiadają się za typem Doktora Lubicza, podczas gdy domowe pielesze Dzielic muszą z Fredkiem Kiepskim. Stąd i dramat, i rozczarowania, i niewybredne epitety, jakimi w przytaczanych ankietach opisują swoich partnerów respondenci. Obraz to trochę upiorny, trochę śmieszny, miejscami niesmaczny, acz pozostaje mieć nadzieję, że polscy panowie nieco poprawili swoje notowania od roku 2000, kiedy to autor – w ramach badan do doktoratu na Uniwersytecie Wrocławskim – prowadził swoje ankiety. By było ciekawiej, opowieść o mężczyźnie oparł on o dwie skrajnie różne (czy aby na pewno?) publikacje, jakimi sa Cosmopolitan oraz CKM. A wiadomo, gdzie wyzwolone redaktorki walczące o orgazm dla każdej czytelniczki spotykają się z „szowinistycznymi swiniami”, tam muszą wióry lecieć. A między tymi bitwami na słowa nasz nieszczęsny facet, który miota się między tradycyjna tożsamością Glowy rodziny a postacią partnera, towarzyszącego współczesnej, wyzwolonej kobiecie.

 

Lektura to niełatwa, stąd i chyba słuszne ostrzeżenie autora – o ile bowiem część naukowa książki, będąca wynikiem jego pracy doktoranckiej, podobać się może ortodoksyjnym akademikom, o tyle jednak odmalowane w książce fragmenty rzeczywistości mogą się okazać ciekawym kluczem do zrozumienia nas, naszego związku i kierujących nim dyskursów. Być może rzeczywiście „Samiec, macho…” nie trafi powszechnie pod strzechy, ale nad Liffey zawitał już w maju, więc warto przekonać się na własnej skórze.
Ostatnio zmienianyczwartek, 22 wrzesień 2011 11:28
powrót na górę