Menu
logo irlandia.ie

Zabawa trwa w Irlandii

Zewsząd dochodzą głosy o nienajlepszej kondycji irlandzkiej gospodarki, wysokiej stopie bezrobocia, wolniejszym od spodziewanego wzroście gospodarczym w 2011, rosnacej emigracji z Irlandii, podwyżkach cen, niższych dochodach i tak dalej...

Tymczasem...

Zabawa trwa... w Irlandii!

Niższe dochody nie powodują drastycznych zmian w stylu życia mieszkańców wyspy.

Irlandczycy zawsze potrafili cieszyć się z życia i wyciągać z niego to co najlepsze i najweselsze.

Dla nich liczy się: “here and now” - “tutaj i dzisiaj”, “w tej chwili”, żeby było wesoło!

Wszelkie komentarze o sytuacji w jakiej znalazła się Irlandia są zmieniane w pozytywną nutę.

Ot – taki naród – wszystko potrafi zmienić na wesoło.

Mieszkańcy Dublina tak jak dawniej, za dobrych tłustych czasów, nie oszczędzają na wyjściach weekendowych. Nie oszczędzają też na wypadach do Wielkiej Brytanii np. Londynu, który dla Dublińczyków jest po prostu następnym większym miastem w pobliżu.

Mieszkańcy mniejszych miejscowości i miasteczek z irlandzkiej prowincji często spędzają weekendy na wypadzie w stolicy. Dublińczycy nie mają już innego większego miasta na wyspie więc pozostaje standardowo Londyn. Wszelkie destynacje kontynentalne są również popularne pod warunkiem, że bilet lotniczy w obie strony nie kosztuje więcej niż kilkadziesiąt do stu-kilku euro.

Polska dzięki lokalnej chciwości stała się dla Irlandczyków zadroga na spontaniczne wypady. Opłaty lotniskowe są zawysokie, a władze do tej pory nie zrozumiały potrzeby i nie widzą korzyści z dofinansowywania biletów lotniczych. Poza tym w Polsce nie podobają się lokalnym mieszkańcom pijani, często rozbierający się do naga turyści. Dlaczego więc Kraków dziwi się, że ma pustki w hotelach? Mając w kieszeni 300-500euro na osobę można wybierać w Europie na spontaniczny weekend.

“Dobra zabawa” w Dublinie kosztuje ok 100 euro/osoba wieczór. Wszędzie poza Irlandią (z wyjątkiem Szwecji gdzie alkohol ma najwyżej 2% i podają wino bezalkoholowe), Finlandią i Norwegią alkohol i wstępy do lokali są tańsze. Pod uwagę bierze się jeszcze tylko czas lotu. Z Dublina 2 godziny to max. Dłuższy lot na plastikowych taboretach Ryanaira jest nie-do-wytrzymania.

Znośne a nawet komfortowe są 6-godzinne loty na szaleństwo w Nowym Jorku czy Chicago.

Dziwnie do tego się ma porównanie przejazdu pociągami z Krakowa do Wrocławia 5 godzin lub Poznania 6 godzin, nad polskie morze 14 godzin...

Kto jeszcze nie był w Dublinie nie wie, że rozwiązłość obyczajowa w porównaniu do Amsterdamu to dwie oddzielne galaktyki. Amsterdam jest przereklamowaną turystyczną atrakcją podczas kiedy w Dublinie wciąż ma się w zasięgu ręki irlandzką spontaniczność.

Zabawa na całego!

Guinness nigdzie nie smakuje tak jak w Irlandii. Każdy kto był choć raz ten wie. Wie też, że dzięki staremu prawu, które nakazuje opuszczenie pubów i dystkotek o godzinie 3.00 rano, dziesiątki tysięcy gości po godzinie 2.00 upija się na szybkiego. Po tym gdy barman da znak, że przyjmuje ostatnie zamówienia, można jeszcze zdążyć wypić 2-3 pinty piwa! Po 3.00 rano dziesiątki tysięcy pijanych gości wszelkich przybytków wychodzi w Dublinie na ulice.

Trzeba być aby uwierzyć. Nie widać, aby ktokolwiek był przejęty sytuacją ekonomiczną. Conajwyżej brakiem nowo-poznanej osoby do towarzystwa na dalszą część nocy.

Kto słyszał o zjawisku prostytucji w Irlandii? Ona praktycznie nie istnieje.

Kobietom bardziej zależy na poznaniu i “zahaczeniu” faceta niż na odwrót. Takie czasy.

Mężczyzna wystarczy, że samotnie lub z kolegami będzie sączyć Guinnessa i rozmawiać o rugby, a może liczyć każdego wieczoru na towarzystwo miłych pań, które spontanicznie i tak po prostu przyłączą się. Widok tysięcy pijanych osób na ulicach nikogo nie gorszy, a rozbieranie się panów “na czas”, który szybciej, budzi jedynie gromki śmiech na twarzach przechodniów.

Nie dziwią nikogo grupy szkockich turystów, którzy po zapytaniu ze strony pań, czy faktycznie nic nie noszą pod kiltami, natychmiast ustawiają się w rzędzie i udawadaniają, że są prawdziwymi Szkotami, dając się naturalnie sfotografować na pamiątkę.

W lecie, po godzinie 3.00 rano nie dziwią też nikogo skwerki, krzaczki, zakamarki wąskich uliczek zajęte przez “rozkochane pary”.

The day after” czyli nazajutrz, wręcz nieprawdopodobnie, ale typowy “polski kac” nie istnieje. Być może jest to zaletą czystego, świeżego, morskiego powietrza.

Niemal w każdy weekend w dublińskiej dzielnicy przyjemności, tj. pubów: Temple Bar spotka Cię coś nowego, “nadzwyczajnego”, zdumiewającego, zastanawiającego, zaskakującego.

Obyczaje Dublińczyków nie zmieniły się w ostatnich 10 latach. Styl życia w mieście nie przestaje zadziwiać. Jeśli przybywasz do Irlandii, pamiętaj o spontaniczności, uśmiechu i uprzejmości!

W Irlandii zabawa trwa i wszystko jest możliwe!

 

spontaniczne video nakręcone późno w piątkowy wieczór 21.01.2011

Ostatnio zmienianyniedziela, 23 styczeń 2011 03:06
powrót na górę