Menu
logo irlandia.ie

Daj odpocząć Marianowi

Kim jesteśmy? Emigranci z Polski w Irlandii. Jaki jest nasz wizerunek w Polsce i w Irlandii? Jak widzimy siebie sami? Czy powinniśmy być z siebie dumni? Oto pytania na czasie.

Daj odpocząc Marianowi!

marianweb

Z czuleści intelektualnej jednego z polskich portali internetowych wyłonił się kolejny koszmar-hit. Niejaki Marian, który ma uchodzic za obraz typowego polskiego emigranta. Ludziom się to podoba, ludzie sobie chwalą taki koncept. Kim naprawdę jest „polski Marian” i czemu na jego widok, na myśl o nim, eksploduje ładunek wesołości? Odpowiedź jest prosta. Marian śmieszy, bo nie przystaje do rzeczywistości jak Sacha Cohen z filmu „Borat”.

Marian jest ikoną polskiej emigrancji mocno odgrzewaną. Przypomina bardziej wyjeżdżających na „saksy” do Niemiec Zachodnich w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku niż Polaka w Irlandii w a.d.2009. O wąsatym jegomościu, sympatycznym skądinąd, którego główną wadą ma byc odkładanie za funtem funt na „Toyotę przepiękną aż strach” śpiewała i grała „Budka Suflera”; o chłopakach w tureckich dżinsach na rogach ulic Berlina Zachodniego, handlujących polskim masłem śpiewał z „Big Cycem” Skiba. Tak było i nie wróci więcej. W Anglii czy w Irlandii nie wąsacz znad Wisły stanowi o wizerunku polskiej emigracji. Kto twierdzi inaczej, nie był najwyraźniej dawno na Wyspach albo dopiero co „wyszedł z wielkiej wanny na suchy ląd i jeszcze czarodziejka gorzałka (z Gierkowskiego Monopolu) tańczy w nim” idąc nadal tropem Andrzejczaka. Opisywanie w ten sposób współczesnej emigracji z Polski, to jak wyciąganie starych trupów z szafy. Wystarczy rozejrzec się dookoła, by stwierdzic, że Marian raczej został w Polsce. Nieznośne jest, gdy ludzie ogłaszają poglądy o sprawach i rzeczach, o których nie mają bladego pojęcia.

Po pierwsze współczesny Polak na emigracji jest młodszy od swojego protoplasty wyjeżdżającego do RFN (Niemcy dzieliły się na Zachodnie RFN – kapitalistyczne, gdzie było piwo w puszkach i Wschodnie NRD – komunistyczne, gdzie nie było piwa w puszkach). Przed rokiem 1989 w celach zarobkowych na Zachód Europy (głównie do Niemiec) jeździli trzydziestoparolatkowie, mający w Polsce rodzinę, często stałą pracę i „Malucha” (Fiat 126p) oraz brak perspektyw na przyszłośc w szarym, komunistycznym świecie. Najczęściej jeździli więc w ramach urlopu nieco przedłużonego, by po powrocie móc kupic wymarzone mieszkanie w „bloku” i/lub nowy samochód polskiej produkcji marki „Polonez” lub piętnastoletniego Mercedesa „Puchatka”. Z reguły emigracja zarobkowa nie osiedlała się na stałe poza granicami PRL. Zdarzało się oczywiście, że apetyt rósł w miarę jedzenia i kiedy już ktoś zarobił na mały dom z małym ogrodem, pragnął nagle zarobic na większy dom z większym ogrodem a później na jeszcze większy dom z jeszcze większym ogrodem...i tak bez końca. Bardzo ważne w tamtym czasie było przywiezienie do kraju nie tyle gotówki, za którą i tak nie można było nabyc wiele towarów, bo ich nie było, o ile sprzętów użytku codziennego (pralki, lodówki, telewizora, otwarzacza video itp.). W trakcie pobytu na „saksach”nieodzownym elementem funkcjonowania emigranta było wysyłanie rodzinie paczek z żywnością, odzieżą, chemią i kosmetykami lub zabawkami i przyborami szkolnymi. To w takich warunkach rodziły się i królowały wąsy, koszule flanelowe w kraty i dżinsy-dekatyzy. Ten czas minął bezpowrotnie. Dziś wszystko wygląda inaczej.

Homo emigrantus z Polski na Wyspach nie nosi już wąsów. Nie wysyła paczek żywnościowych do Polski. Ma inne zmartwienia, niż dom z małym czy dużym ogrodem, bo trzeba zapłacic rent Landlordowi i rachunki bieżące tu na miejscu. A to nie jest mało. O własnym M ileś pomyśli się później albo wcale, bo lepiej, żeby rodzina przyjechała do Irlandii (Anglii, Szkocji) i się tutaj osiedliła. Samochód przestał byc towarem luksusowym; niegdysiejsze marzenie życia i owoc kilkuletniej pracy jest dziś dostępne za jedną tygodniówkę, więc jaki to luksus. Kto w Irlandii myśli o pralce lub lodówce? Czasem kupujemy lepszy telewizor, nowy laptop albo peceta. Jasne jest, że również odkładamy, mamy jakieś oszczędności, ale generalnie przecież wiecej wydaje się na miejscu, na Wyspie, niż śle do Polski na nowe AGD albo remont domu. Odwrotnie, niż pokolenie Marianów. Nie twierdzę, że nikt tego nie robi. Znam wiele osób, które do Irlandii przyjechały wyłącznie na krótko, by szybko zarobic na, na przykład, spłatę kredytów w Polsce. Jednak ogromna większośc Polaków na Zielonej Wyspie wydaje ciężko zarobione euro na miejscu. Jeździmy na wycieczki do ciepłych krain, o których Marian, będąc w 1985 roku we wsi pod Frankfurtem nad Menem nawet nie śnił zamarzyc. Marian pracował jak pół-niewolnik u bauera „na czarno”, w Irlandii Polakom przysługuje opieka socjalna, jeśli po roku (sic!) stracili pracę, zasiłek na dzieci etc. Skąd więc te karkołomne próby wmówienia, że typowy polski emigrant przypomina Mariana? Nie widzę między tymi dwoma wizerunkami żadnych punktów stycznych.

Skąd pomysł także samo na Tereskę. Ilu z was nawiązało romans z kobietą poznaną pod jakimkolwiek kościołem, ręka do góry. Hehe, Tereska już dawno odeszła do lamusa. W Irlandii rozgrzane do czerwoności są internetowe portale randkowe, można utonąc w bezliku ofert ‘sponsorowanej’ miłości... .Nikt już Tereski nie potrzebuje, bo wszystkie te panny i panie o wymyślnych nickach są na kliknięcie myszki, bo to one sobie wybierają znajomości, a nie odwrotnie. Takie czasy panie dzieju.

Współczesny polski emigrant odziedziczył po Marianie w spadku wąsy mentalnie. Za każdym razem, gdy w weekendy robi z domu małą melinę, gdy uchlewa się z okrzykiem: „niech świat patrzy, jak się szlachta bawi”, kiedy w sobotni wieczór natchniony wódką „Huzar” wyzywa Irlandczyków od świń, a w poniedziałek karnie u tych samych pracuje za najniższą stawkę; rosną mentalnie wąsy każdemu, kto oszczędza tylko po to, żeby dwa razy do roku zrobic w Polsce pokazową popijawę, „tańcz, głupia tańcz, swoim życiem się baw, na spotkanie ognia lec”, jak grało i śpiewało Lady Pank i rosną wąsy sumiaste głównie wtedy, gdy robimy te wszystkie rzeczy będąc w mocnej grupie pod wezwaniem, a których byśmy się wstydzili będąc sami ze sabą, bądź przy rodzinnym stole. Zabij wąsacza, on tu nie pasuje.

A już zupełnie na koniec: Marian może i głupio wyglada ze swoimi wąsami, ale chociaż się uśmiecha. Współcześni Polacy jakby zatracili tę zdolnośc, a więc gólcie wąsy i się więcej uśmiechajcie, nawet kiedy gdzieś tam piszą o nas bzdury.

Przemek

Ostatnio zmienianypiątek, 14 styczeń 2011 21:25
Więcej w tej kategorii: « Lets take a rest Marian Moje treny »
powrót na górę