Menu
logo irlandia.ie

Burnt Cock Thing

Ludzie dokonują okrutnych rzeczy, żeby wyłudzić pieniądze z ubezpieczenia. Tną się, wylewają wrzący olej na genitalia, łamią sobie ręce i nogi, a czasami nawet skaczą z wysokości w nadziei że przeżyją. Ale co jeżeli KTOŚ naprawdę ulega wypadkowi, NIE ma wykupionego ubezpieczenia, a co gorsze znajduje się na łasce i niełasce polskiej służby zdrowia? Co jeżeli trafia do szpitala, który wygląda jakby wojna skończyła się dopiero wczoraj?

Oto chaotyczny DZIENNIK PODRÓŻY.

Budzisz się i jesteś nigdzie.

Budzisz się i tylko to ma znaczenie.

Przez chwilę wszystko zamienia się w ból, a ty zaczynasz sobie przypominać.

Patrzysz w dół i w miejscu gdzie zaczyna się twoje krocze widzisz pampersa.

Głośno przełykasz ślinę i oddchylasz głowę do tyłu, żeby nie patrzeć.

A później znowu jest muzyka...

***

...YOU SPIN ME RIGHT ROUND BABY RIGHT ROUND...

O tak. Dosłownie wpadłem w szał.

Mogłoby się wydawać, że życie nie ma przypisanej ścieżki dźwiękowej tak jak filmy, ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. To konkretne piosenki towarzyszą nam przy najważniejszych momentach naszego życia. Wystarczy zwyczajny zbieg okoliczności i już zawsze jedna i ta sama piosenka będzie nam się kojarzyć z konkretną chwilą. I nie ważne co by to nie było.

Kilka taktów i masz pierwszy pocałunek, wakacje, sylwestra, wszelkiego rodzaju święta, rozstania i powroty, poparzony penis...

Zwyczajny zbieg okoliczności i już do końca jesteś zaprogramowany.

Pstryknięcie palcami, a ty już jesteś gotów i wiesz o co chodzi...

...LIKE A RECORD BABY RIGHT ROUND RIGHT ROUND...

Pamiętam. Nonszalancko wstałem z kanapy i zapytałem się Alicji, czy ma ochotę na herbatę...

(kawę?)

Ona nadal podrygując w rytm piosenki dochodzącej z głośników po prostu pokręciła głową.

...YOU SPIN ME RIGHT ROUND BABY RIGHT ROUND...

Pamiętam. Woda w czajniku zaczyna się gotować. Alicja tańczy kręcąc pupą. W kubku mam odsypane dwie miarki kawy. Piosenka sprawia, że szyby drżą w oknach, a ja mam przeczucie, że o czymś zapomniałem...

Nieważne. To dobry dzień.

...LIKE A RECORD BABY RIGHT ROUND...

Pamiętam. Zalewam kawę wrzątkiem. Odstawiam czajnik na miejsce. Podnoszę kubek i zaczynam iść...

...RIGHT ROUND RIGHT ROUND...

Kropla kawy spływa po kubku prosto na zewnętrzną stronę mojej dłoni, a reszta dzieje się automatycznie. Syczę przez zęby, mięśnie się kurczą i nagle cała zawartość kubka ląduje na moich spodniach. Nagle wszystko się zmienia, a mężczyzna który wolał być kobietą nadal śpiewa refren piosenki...

Tak. Dosłownie wpadłem w szał. Kubek upadł na podłogę, a ja histerycznie zacząłem grzebać przy rozporku. Nie mogłem odpiąć guzika, kiedy w końcu udało mi się ściągnąć spodnie, nie miałem siły krzyczeć. Widziałem tylko kawałki wiszącej skóry i lśniący odcień czerwieni...

Alicja wpada do kuchni I zaczyna przekrzykiwać słowa piosenki.

- Co ty zrobiłeś? Kto to teraz posprząta, co?

Ironia całej sytuacji polega na tym, że nie zauważyła, że jestem nago i że trzymam swój penis w miseczce na ryż, którą uprzednio napełniłem zimną wodą. Od bólu zaczyna także łupać mnie w skorniach.

- Dlaczego trzymasz penis w miseczce na ryż? - pyta i w końcu coś zaczyna do niej dochodzić.

Zabawne.

Moje lewe udo wygląda jak rozgotowane mięso mielone.

...LIKE A RECORD BABY RIGHT ROUND RIGHT ROUND...

A piosenka nadal trwa.

***

To zabawne, jak szybko zmieniamy swoje położnie w czasie i przestrzeni. Najpierw jesteśmy w mieszkaniu, a ułamek sekundy później stoimy nago w szpitalu opatuleni kocem, przyciskając do krocza zmoczony wodą ręcznik. Najpierw tam, a później tu.

Jak mrugnięcie powiekami.

- No dobrze – mówi pani w okienku. - Poparzenie tak?

Rytmicznie uderzam czołem w szybkę. Choć nie wiem, jak bardzo bym chciał nadal jestem kompletnie nagi, a ta dziwna istota po drugiej stronie szyby nic sobie z tego nie robi, zupełnie jakby co drugi pacjent przychodził do szpiitala w środku zimy nago z ręcznikiem przyciśniętym do krocza.

- Tak – wyduszam z siebie. Koc zaczął zsuwać mi się z ramion i Alicja natychmiast podsunęła go do góry.

- Numer ubezpieczenia?

- Nie pamiętam.

Alicja natychmiast podaje przez okienko swoją książeczkę ubezpieczeniową.

- To nie jest pana książeczka ubezpieczeniowa – stwierdza kobieta w okienku.

- Skąd pani wie? - pytam zaczepnie.

Kobieta przygląda się mojemu dowodowi osobistemu.

- Pan nazywa się Przemek. Bardzo proszę nie uderzać w tą szybę głową, bo zadzwonię po ochronę – ostrzega mnie nagle. - Pan nazywa się Przemek – powtarza nagle.

- Nie urodził się pan w tym mieście – stwierdza dalej.

- Nie mieszka pan w tym mieście – stwierdza dalej.

- Mieszkam – syczę przez zęby. - Wystarczająco długo...

Kobieta przerzuca oczami.

- No dobrze – mruczy. - Proszę czekać i proszę szybko donieść swoją książeczkę ubezpieczeniową...

Uśmiecham się w dziwnym grymasie i łzy zaczynają spływać mi po twarzy.

***

Najpierw tam, a później tu.

Siedzę na krawędzi szpitalnej leżanki, a lekarz przegląda moją kartę.

Nadal jestem opatulony kocem, a ręcznik który przyciskam do krocza, zaczyna palić żywym ogniem. Czuję jak płonę.

...YOU SPIN ME RIGHT ROUND BABY RIGHT ROUND...

- No proszę pana – mówi lekarz po chwili. Jest starszym mężczyzną z wąsem. Wydaje się sympatyczny. - Gdyby kózka nie skakała...

Milczę. Nie jestem w stanie wykrztusić słowa.

- Boli? - pyta.

Kiwam głową.

- Sam nie wiem – zaczyna lekarz i słyszę wątpliwość w jego głosie. - To poważna sprawa.

Kiwam głową.

- Nieźle się pan urządził.

Znowu kiwam głową.

- Nie wiem co powinniśmy zrobić – informuje mnie, a moje brwi momentalnie wędrują w górę. - To się zdarza raz na jakiś czas, ale... Za każdym razem mam problem, kiedy trafiają do nas mężczyźni... Z tym... Z tym problemem... Te wasze chore gierki... Zupełnie jakbyście nie mogli tego robić w normalny sposób... Wie pan... Ja też kiedyś byłem młody...

- Z poparzeniem?

Lekarz głaszcze się po wąsie i zagląda do karty.

- Z czym? - dziwi się.

Momentalnie do sali wbiega zadyszana pielęgniarka i łapie lekarza za rękaw. Jak w filmie.

- Panie Stasiu – zaczyna z trudem łapiąc oddech. - Pana pacjent jest w sali obok...

Na chwilę tracę kontakt ze światem.

Lekarz chrząka głośno, zerka w moim kierunku zakłopotany.

- To jest poparzenie drugiego stopnia – tłumaczy pielęgniarka i powtarza. - Pana pacjent jest w sali obok.

- Poparzenie? - Lekarz zagląda do karty. - Masz szczęście chłopie... - mówi.

- Tamten drugi gość nie – mówi.

Po chwili wychodzi. Zostaję z pielęgniarką.

- Zaraz przyjdzie do pana ktoś inny – informuje mnie.

Mam szczęście.

***

Budzisz się i jesteś nigdzie.

Budzisz się i tylko to ma znaczenie.

Przez chwilę wszystko zamienia się w ból, a ty zaczynasz sobie przypominać.

Patrzysz w dół i w miejscu gdzie zaczyna się twoje krocze widzisz pampersa.

Głośno przełykasz ślinę i odchylasz głowę do tyłu, żeby nie patrzeć.

A później znowu jest muzyka...

Na śniadanie dostałem rozgotowaną parówkę, kromkę chleba i malutkie masełko. Patrzyłem na parówkę i wiedziałem, że nie wsadzę jej do ust, nawet gdyby ktoś przyłożył mi pistolet do głowy.

Leżę na sali z dwoma młodymi chłopakami. Pierwszemu zapadło się płuco, a drugi to piekarz który cały czas palił papierosy i puszczał muzykę z telefonu komórkowego.

Znowu jest muzyka. Ciągłe "łup łup łup" przerywane wysokim "tiririri".

Piekarz miał wieczne brudne paznokcie i chodził w dresie. Jego czoło przecinała długa blizna, co sprawiało że wyglądał jak Harry Potter z blokowiska. Wstał ze swojego łóżka i sprawdził na korytarzu czy nie nadchodzi żadna pielęgniarka, a później usiadł na parapecie obok mojego łóżka i zapalił papierosa.

ŁUP ŁUP ŁUP.

TIRIRIRI.

- U nas w piekarni – zaczynał każdą swoją historię. - Pracował kiedyś taki jeden Janek... Był brzydki i miał wadę wymowy, ale spoko ziomek. Obczajasz? Tak poza tym był spoko ziomkiem. A my zawsze pytaliśmy go, kiedy umówi się z jakąś świnią? Bo on nigdy nic. Nigdy nie kisił ogórka. Obczajasz?

TIRIRIRI.

- Kiedyś się z jakąś lizał, ale nic nie wyszło – kontynuował zaciągając się głęboko papierosem. - No to my pytamy... i ej ty! Wiesz co on na to?

ŁUP ŁUP ŁUP.

- Kułwa z takim łyjem?

***

Śniłem o ogniu i pożarach. O bombach i końcach świata. A później budziłem się i wymykałem się z oddziału ubrany tylko w pampersa, żeby kupić kawę w automacie dwa piętra niżej.

Chłopak z zapadniętym płucem kompletnie nie mógł się ruszać, więc przynosiłem mu batoniki z automatu, a on w zamian płacił za telewizję. Pewnego dnia próbowaliśmy obejrzeć Władcę Pierścienie, ale łącznie z reklamami kosztował nas 12 złotych. Jakieś 5 godzin oglądania.

W 5 godzin można zrobić wiele rzeczy. Na przykład umrzeć.

Piekarz zniknął. Urządzili mu głodówkę, żeby przeprowadzić gastroskopię, ale on nie mógł się powstrzymać od jedzenia chipsów i po prostu zniknął. Pewnego wieczora powiedział coś w stylu:

- Nie powinno mnie tu kurwa być!

I uciekł.

Chłopak z zapadniętym płucem charknął.

- Nareszcie – wyrzęził. - Myślałem, że już jesteśmy na niego skazany...

A później śmiał się z satysfakcją – na tyle, na ile pozwalało mu zapadnięte płuco:

- Hłę hłę hłę hłę hłę...

Ja tylko wrzuciłem kolejną monetę do automatu pod telewizorem.

***

W sali obok leżał bezdomny mężczyzna bez nóg. Cały czas wrzeszczał i walił czymś w metalowe ramy łóżka. Cały czas. Non stop.

W końcu przywiązali go do łóżka i już nie walił.

Już tylko wrzeszczał.

***

- Nie, nie poparzyłem sobie główki – tłumaczyłem pijąc kawę z automatu, którą przemyciłem na oddział. Kroplówka wpięta w moje ramię sprawiała, że czułem przejmujące zimno rozlewające się po żyłach.

- Twój pampers mówi co innego – upierał się chłopak z zapadniętym płucem.

Nie skomentowałem.

- Niedługo – wydusił z trudem chłopak. - Niedługo dostaniesz hełm na główkę... Taki jak miał Darth Vader w Gwiezdnych Wojnach...

- Darth Vader?

- Hłę hłę hłę hłę hłę hłę...

***

Nie byłem ubezpieczony. Na studiach dowiedziałem się, że tną koszta i nie mam ubezpieczenia studenckiego, a w pracy dostałem treściwą informację na temat rodzaju umowy który mam podpisany. Nie obowiązuje mnie żadne ubezpieczenie.

- Gdyby pan poparzył się w godzinach pracy... - usłyszałem. - A nie w czasie wolnym...

- Rozumiem.

- To dobrze.

- Rozumiem.

- A jak tam w ogóle? Wszystko TAM w porządku?

- Nigdy nie było lepiej.

- Cieszę się.

- Mhm.

- Trzeba się ubezpieczać.

- Rozumiem.

- Polska.

- Mhm

***

Leżałem z odsłoniętym kroczem, a pani doktor smarowała mnie kremem. Cztery młode pielęgniarki na praktykach obserwowały tą czynność z narastającym zainteresowaniem.

- To dziwne – powiedziała nagle pani doktor.

- Co się stało? - zapytałem, starając się nie patrzeć w stronę pielęgniarek. Gapiłem się w sufit starając się myśleć o czymś mniej stresującym.

Na przykład o rosyjskiej ruletce.

- Po tygodniu opuchlizna powinna już całkowicie zejść – stwierdziła owijając moje udo grubymi warstwami gazy. Później wycisnęła kolejną porcję kremu i rozsmarowała je w dłoniach na których miała gumowe rękawiczki.

- Jaka opuchlizna? - zdziwiłem się.

- Tutaj. Po całości.

Milczałem przez chwilę zastanawiając się o co może jej chodzić, a praktykantki dosłownie wstrzymały oddech.

- On tak wygląda... Normalnie – odparłem.

Cisza.

A później znowu ta muzyka...

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 10 styczeń 2011 16:25
powrót na górę