Menu
logo irlandia.ie

Irlandzki Click

Chcesz zdobyć irlandzkich klientów poprzez Internet? Znasz się na e-marketingu? Co wiesz o irlandzkich użytkownikach? Masz w sobie wciąż “polskie” myślenie i operujesz z domeny “.pl”? Oto garść praktycznych informacji dla nowych polonijnych biznesów w Irlandii.

Klik – i już! Tyle trzeba aby znaleźć się na Twojej stronie lub z niej uciec. Czy potrafisz zaangażować użytkownika, tak aby pozostał i wykonał przez Ciebie założne cele strony www?

blonde-laptop

Jeśli klikasz to powinieneś klikać zgodnie z użytkownikami Internetu na Twoim rynku. Jeśli uderzasz w Irlandię, to powinieneś znać irlandzkiego internautę, który znacząco różni się od internauty w Polsce, Francji, Niemczech, Australii, Kanadzie czy USA. Nie wystarczy, że przetłumaczysz stronę na inny język. Kultura danej społeczności porozumiewającej się w jednym języku jest zawsze inna od kultury porozumiewania się społeczności innego kraju. Do tego dochodzą obyczaje online, a także stopień zawansowania społeczeństwa w używaniu Internetu.

Dla porównania można zestawić użytkownika Internetu w Irlandii, Polsce, Norwegii i Kanadzie.

W Irlandii dostęp szerokopasmowy do Internetu dopiero zaczyna trafiać “pod strzechę”. Do tej pory większość społeczeństwa wolała wszystko inne w życiu co wiąże się z piłką w każdym kształcie oraz rzeczywistymi przyjemnościami życia tj. spotkania z rodziną i przyjaciółmi, zabawa (Temple Bar w Dublinie), podróże, itp.

Podczas kiedy w Polsce po prospericie lat 1990-tych, nagle schłodzono gospodarkę, społeczeństwo polskie zostało “bez grosza” na wydawanie na rzeczywiste przyjemności w życiu. Jako alternatywa - zaczęto interesować się komputerami typu PC i dostępem do Internetu. Proces ten był masowy, rodzice kupowali dzieciom za ostatnie zaoszczędzone pieniądze PCty oraz zaczęto podłączać się pod osiedlówki. Nie było pieniędzy a w świecie wirtualnym znajdowano zajęcie i odrobinę “szczęścia”. Podświadoma ucieczka od rzeczywistości w świat wirtualny. W Irlandii do tej pory młodzież gania po licznych boiskach w Dublinie i na prowincji uprawiając sporty, dostępne dla każdego. Państwo głowi się jak zainteresować młodzież Internetem, która woli spotkania z przyjaciółmi i rzeczywisty kontakt oraz wypady na Gran Canaria, Ibizę, do Londynu, czy Nowego Jorku.

W Kanadzie z kolei w połowie ubiegłej dekady podłączono do większości domów w miastach światłowody. W Norwegii natomiast rząd funduje każdemu uczniowi pierwszej klasy laptopa.

Jak mają się te rzeczywistości do użytkowania Internetu?

Dzięki biedzie i wielkiemu bezrobociu w Polsce na początku ubiegłej dekady 1998-2002, wiele osób weszło w świat wirtuany. Osoby te byly pionierami polskiego internetu, obecnie są zaawansowanymi użytkownikami, których można określić jako Internet-addicts, czyli uzależnieni od Internetu. Nie mogliby bowiem odłączyć się i zacząć prowadzić nowe życie bez stałego, szybkiego łącza.

W Irlandii bieda skończyła się w roku 1998, na początku doby Internetu, kiedy każdy zaczął używać prawdziwego życia: puby, restauracje, podróże dalekie i bliskie, pieniądze wysypywały się niemal każdemu z kieszeni. To z kolei nie zachęcało do korzystania z Internetu. W Kanadzie szybkie łącza oferujące prędkości od 6/8Mbps każde gospodarstwo posiada od połowy ubiegłej dekady. W tej chwili Kanadyjczycy są zaawansowanymi użytkownikami nowoczesnych produktów internetowych, takich jak treści streamingowe na żądanie. Kupują je jakby były chlebem codziennym. W Norwegii każdy nie tylko biegle zna język angielski, którego uczył się oglądając amerykańskie filmy w wersji oryginalnej bez dubbingu, lecz jest również biegłym użytkownikiem Internetu, często po studiach informatycznych np. w Dublinie czy Londynie.

Podczas gdy polska społeczność internetowa z zasady “skąpa”, wychodząca z założenia, że internet i wszystko co on oferuje powinno być za darmo, punkt wyjścia pochodzi właśnie z lat 1998-2002+, kiedy bez pieniędzy Polacy wchodzili w Internet, charakteryzuje się tym, że e-business trudniej zarobi tam niż w innym kraju. W innym kraju pod warunkiem znajomości lokalnego języka i kultury. Co dla polskich e-biznesmenów nieznających języków obcych jest barierą nie do pokonania.

Co charakteryzuje irlandzkich użytkowników Internetu?

Przede wszystkim szukają lepszej i bogatszej oferty niż w rzeczywistych sklepach. Ten kto mieszka lub mieszkał w Irlandii, wie jak bardzo przesadzone są ceny towarów na półkach w sklepach. Nie istnieje w ogóle coś takiego jak m.in. w Kanadzie czy USA: “shopping experience”. Poza tym sklepy wielkoprzestrzeniowe są w Irlandii zabronione i nie można ich stawiać tak jak np w Polsce. Ikea czekała ponad 10 lat na pozwolenie postawienia pierszego sklepu. Rząd irlandzki chciał aby postawiła zamiast niego wiele mniejszych na irlandzkich pipidówkach.

Teraz Irandczycy powoli dzięki szerszemu dostępowi do Internetu, głównie dzięki UPC mocno inwestującej firmie w infrastrukturę, zaczynają korzystać z dobrodziejstw i przekleństw sieci.

W Kanadzie czy Norwegii popularnością cieszą się już najnowocześniejsze usługi online płatne, mieszkańcy tych krajów są zamożni i płacą.

Wartość rynku e-commerce w Irlandii według VISA Europe szacowana jest na 356 mln euro. Irlandia jest krajem, w którym czynnie pracuje niecały 1 mln mieszkańców. Pozostałe 3 mln, to dzieci, osoby starsze, uczniowie, bezrobotni.

Otwierając sklep online w Irlandii nie będzie łatwo. Wiele amerykańskich i brytyjskich sklepów online dostosowało ofertę i dystrybucję do Irlandii. Tak więc konkurencja jest duża. Z kolei według Ronana Harrisa, dyrektora online sales – sprzedaży w Internecie - w Google, irlandzkie e-biznesy tracą na potencjale eksportu ponieważ nie potrafią odpowiednio zlokalizować swoich stron www. Również nie potrafią budować lojalności wśród irlandzkich użytkowników, podczas kiedy zagraniczne serwisy oferują lepszy online experience i budują relacje z użytkownikami. W tym roku Google zarobi 40 mln euro na reklamach online tylko z rynku irlandzkiego i jest skarbnicą informacji jeśli chodzi o znajomość irlandzkiego rynku.

Dlaczego więc irlandzkie e-biznesy są tak bardzo do tyłu? Jest wiele powodów. Skala szansy rynkowej. Irlandzki e-biznes skupiający się na lokalnym rynku będzie mieć takie same koszty stworzenia sklepu jak ten w Wielkiej Brytanii czy Kanadzie na o wiele większych rynkach. Łatwość dostosowania istniejących sklepów z Wielkiej Brytanii i innych krajów na rynek irlandzki. Prowadzenie sklepu online wcale nie jest tanie. Posiadanie szerokiego asortymentu, kontrol magazynu, dystrybucja, koordynacja są kosztowne w obsłudze. Wiele firm skupia się na stworzeniu idealnego sklepu online z zaawansowanym systemem obsługi, zapominając o najważniejszym: kliencie, ofercie dla niego, jego user experience, logistyce, promocji marketingowej oraz budowie zespołu aby to wszystko grało. Sytuacja ta powoduje, że w Irlandii brakuje doświadczonych zawodowców w e-marketingu. Są oni rozchwytywani! Wielu po ukończeniu tutejszych uczelni wyjechało robić lepsze kariery do Londynu, Nowego Jorku, Kalifornii, Toronto czy Sydney. Specjalista od e-marketingu to skarb dla każdej firmy działającej online. Nie każdy sam bowiem da sobie radę w wirtualnej rzeczywistości.

Plusy prowadzenia e-biznesu w Irlandii to mozliwość uzyskania bardzo wysokiej marży, budowania przywiązania do siebie klientów, oraz pomóc zrealizować cele w rzeczywistej działalności sklepów i biznesów – wielu użytkowników po odwiedzinach online realizuje zakupy w prawdziwym sklepie. Na bardziej dojrzałych rynkach online swój udział w nich zwiększają znane marki i rzeczywiste sklepy w przeciwieństwie do jedynie internetowych sklepów.

Błędem byłoby stwierdzenie, że irlandzkie biznesy nie inwestują w e-commerce. Firmy oferujące usługi e-commerce mają ręce pełne zamówień, providerzy systemów płatniczych nie wyrabiają się z pracą i twierdzą, że olbrzymia liczba rzeczywistych biznesów interesuje się e-commerce-em.

Z największych grup sklepów w Irlandii, Superquinn unowocześniła swój sklep online i twierdzi, że dzięki temu obroty firmy wzrosły o 30%. Dunnes Stores wkrótce otwiera swój sklep online. Arnotts unowocześnił swój sklep online poszerzając i pogłębiając swoją ofertę. Sprzedaż wzrosła. Social commerce zaczęła rozwijać się dzięki m.in. sieci telefonii komórkowej Meteor, która prowadzi sklep internetowy połączony z Facebook-iem. Mobile commerce również zaczęła się rozwijać. Firmy zaczęły rozwijać swoje 'apps'. Zakupy grupowe i strony z ofertami przeżywają rozkwit, przykład: GruUpy.com, BoardsDeals.ie.

Mniejsze e-biznesy też szybko się rozwijają nie tylko na rynku irlandzkim, ale i poza Irlandię. Internet ożywia tradycyjne biznesy. Jest pona 20 irlandzkich masarni sprzedających w Internecie. Irlandzcy rzemieślnicy i artyści trafiają do kupujących online poprzez własne strony lub strony pośredników np. Etsy.com.

Irlandzki rynek przedstawia obecnie spore możliwości dla e-biznesów, wciąż się rozwija. Irlandzki użytkownik zwraca uwagę na cenę, ale potrafi docenić jakość obsługi. Będą kupować od firm, które znają i którym ufają. Wielu chce kupować “irlandzkie” produkty z Irlandii i irlandzkich sklepów, wiedząc, że na Wyspie znajduje się obsługa klienta i mając pewność co do dostawy.

Będą kupować coraz częściej jeśli ich lojalność będzie doceniona.

Konsumenci dzielą swoje opinie na serwisach Twitter i Facebook. Niektórzy zaskoczeni stwierdzają, że irlandzkie strony www np z elektroniką są bardziej konkurencyjne od zagranicznych.

Jak zyskać i zagarnąć najwięcej z irlandzkiego rynku e-commerce?

Nie skupiaj się na złożoności. Zacznij od skupienia się na kliencie, na jakości “online customer experience” oraz na jaknajlepszym budowaniu relacji długoterminowych z klientem.

Ostatnio zmienianyśroda, 08 grudzień 2010 13:36
powrót na górę