Menu
logo irlandia.ie

Irlandia 51-szym stanem USA?

Mieszkańcy, którzy napłynęli z kontynentu do Irlandii czują, że nie jest to już Europa, a Ci, którzy podróżują z Zielonej Oazy do USA czują, że nie jest to jeszcze Ameryka. Irlandia to wyspa, położona właściwie na środku oceanu.

Aby samochodem dostać się na kontynent potrzeba spędzić 18 godzin na promie do Francji lub zainwestować 14 godzin na przeprawę przez Morze Irlandzkie do Wielkiej Brytanii wraz z przejazdem szybkim tempem przez Walię i Anglię oraz Morze Północne Kanałem La Manche. Tak daleko znajduje się Europa, ta z punktu widzenia mieszkańca Irlandii.

globe

Samolot do Aten leci 5 godzin z Dublina a bilet do europejskich miast często bywa droższy niż ten z Dublina do Nowego Jorku czy Chicago. Paradoks sytuacji ekonomicznej i położenia Irlandii. Dlaczego więc nie popatrzeć na świat z góry? Przecież patrząc na mapę Europy Irlandia jest na górze, tam daleko po lewej stronie.

Kiedy ponad trzy lata temu (rok 2007, początek ciężkiej recesji na wyspie) rozmawiałem z irlandzkimi politykami, absurdalne wydawało się to co teraz - z perspektywy tych lat, w obliczu zbliżającego się ogłoszenia budżetu i nadciągających jeszcze ciemniejszych chmur nad irlandzką ekonomię na najbliższe co najmniej 10 lat – mogłoby zagwarantować w długoterminowym okresie stabilność mianowicie przyłączenie Irlandii do USA jako 51-szy stan.

Tymczasem okazuje się, że doradca banku centralnego Irlandii pan Mike Soden dzisiaj jest tego samego zdania!

Pan Soden bowiem kwestionuje bezpośrednią władzę Brukseli nad polityką fiskalną Irlandii.

Nowo powstała rządowa Komisja Banku Centralnego (Central Bank Commission) twierdzi, że Irlandia powinna rozważyć opuszczenie Unii Europejskiej, jeśli ta nie pozwala na podejmowanie suwerennych decyzji dotyczących zarządzania ekonomią.

W czasie kiedy politycy irlandzcy dwoją się i troją jak do roku 2014 obniżyć deficyt PKB (GDP) do 3% jako żądanie wysunięte przez Brukselę, były prezes Bank of Ireland i członek komisji pan Soden wyłamał się z szeregów rzucając wyzwanie ortodoksji, przekonaniu, że Irlandia może nie przeżyć bez Unii Europejskiej.

„Tylko przez chwilę, zastanówmy się dlaczego nasze ręce są związane teraz jako członka Unii Europejskiej. Jeśli szukamy rozwiązania i Europa uważa za trudne uznanie potrzeb irlandzkiego elektoratu, czy nie powinniśmy szukać gdzieś indziej? To pytanie pan Soden zawarł w swojej najnowszej książce o kryzysie finansowym „Open Dissent” – „Otwarty Rozłam”.

Idąc dalej za jego myślą, 63-letni doświadczony bankier dodaje: „Nasze członkowstwo w Europie musi mieć balans we wszystkich aspektach, zwłaszcza w odniesieniu do naszej kultury, naszej suwerenności i ceny jaką płacimy za ekonomiczną i finansową wolność. Czy bezwiednie poddaliśmy te bezcenne aspekty naszego społeczeństwa jako cena za członkowstwo w Unii Europejskiej?”

Jako jedno z rozwiązań, które Irlandia mogłaby rozważyć pan Soden mówi, że powinniśmy „rozciągnąć nasze myślenie, poszerzyć nasz widok i popatrzeć na zachód, nie na wschód”.

Uwzględniając możliwość, że Irlandia szukałaby oderwania się od UE i włączenia się jako 51-szy stan USA, mówi: „Możemy uznać tę opinię niedopomyślenia, ale 50 lat temu tak samo myśleliśmy o członkostwie w Unii Europejskiej czy Stanach Zjednoczonych Europy – jako niemożliwe.”

Potencjalne korzyści nowego przymierza ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej, pan Soden widzi optymistycznie w ten sposób: „możliwymi konsekwencjami politycznego i ekonomicznego stowarzyszenia z USA byłyby: olbrzymi napływ bezpośrednich zagranicznych inwestycji, połączenie z dolarem amerykańskim, zmniejszenie bezrobocia i kto wie być może roczna opłata rozłożona na kilka lat za doprowadzenie naszych finansów z powrotem do równowagi.”

W odpowiedzi na oczywistą utratę niepodległości przyznał: „poddanie naszej niepodległości nigdy nie byłoby smaczne – ale to jest to czego teraz doświadczamy poprzez członkowstwo w Unii Europejskiej. Może to być zły czas na przedkładanie negocjowanego planu, który mógłby w rezultacie stworzyć formę politycznego i ekonomicznego poddania. Jednakże jeśli nie możemy podejmować decyzji o finansowych aspektach naszej ekonomii bez potrzeby akceptacji UE i ECB (Europejskiego Banku Centralnego) to właśnie to uczyniliśmy.”

Pan Soden potwierdza, że odejście od Unii Europejskiej w kierunku USA spotkałoby się z „potężną dezaprobatą naszych najbliższych sąsiadów” i mogłoby „łatwo spotkać się z dezaprobatą Wujka Sama.”

Pan Soden został powołany przez Ministra Finansów – Briana Lenihana do zarządu nowej agencji – Central Bank Commission – na okres czterech lat począwszy od 1. października 2010.

Do zarządu powołani zostali również ekonomista profesor John FitzGerald z ESRI i cieszący się międzynarodowym uznaniem ekspert bankowy, współautor ostatniego raportu  o kryzysie bankowym – Max Watson.

Czyż nie godna zainteresowania jest postawa pana Sodena? Jako wpływowy członek rządowej agencji - Central Bank Commission jest on przygotowany aby być pierwszym spośród irlandzkich osobistości, który chce zerwać niewolnicze posłuszeństwo Brukseli.

Pan Soden proponuje spojrzeć na zachód na najbardziej naturalnego przyjaciela za Atlantykiem. Widzi Irlandię jako 51-szy stan USA. Dla wielu może to być „too much” czyli zbyt wiele w dzisiejszym postrzeganiu rzeczywistości. Ale dlaczego Irlandia miałaby nie wziąć pod uwagę „środkowoatlantyckiej” opcji?

Weźmy na chwilę pod uwagę Szwajcarię i Norwegię. Ani jedno ani drugie państwo nie jest członkiem UE. Ale obydwa są członkami Europejskiej Strefy Ekonomicznej (EEC). Jako takie, handlują z całą UE bez taryf celnych, w ten sam sposób w jaki robią to członkowie UE. Mało tego, utrzymują swoje waluty, swoje prawa, swoją niepodległość i narodową niezawisłość. Obydwa państwa przeprowadzały głosowania, podczas których członkowstwo w UE zostało odrzucone. Obydwa państwa są ustrojami demokratycznymi, rządzonymi przez wybrany elektorat, nie przez urzędników w dalekiej Brukseli. Oba kraje świetnie prosperują bez oddawania wolności. Nazywa się to „zmienną geometrią”.

Pan Soden uważa, że poczynania Irlandii w kierunku USA mogłyby „łatwo spotkać się z dezaprobatą Wujka Sama”. Nie bierze on pod uwagę 17-milionowego elektoratu w USA pochodzenia irlandzkiego. Żaden polityk amerykański nigdy nie odważy się obrazić amerykańskiego głosu wyborczego. W rzeczywistości autonomia dla stanów z Waszyngtonu jest o wiele szersza niż ta z Brukseli. Poza pełnym członkowstwem w UE Irlandia mogłaby rozważyć związek z USA na bazie statusu „preferowanego narodu”.

Jest takich sytuacji w świecie wiele. Wspólne są: pochodzenie, kultura, historia, język, orzecznictwo, standardy, wartości, wolności.

Należy sobie zdać sprawę, że ból jaki odczuwa dzisiaj Irlandia prędko nie zniknie. Nigdzie nie ma dzbana ze złotem, którym darczyńca obdarowałby teraz wyspę.  Należy się zastanowić nad przyszłością, pamiętając ból jaki odczuwa wyspa od 2007 roku i mając na uwadze nadchodzące cierpienie na najbliższe ponad 10 lat. Czy po tym czasie ból minie? Kto to wie?

W jakim kraju chcesz, aby żyło następne pokolenie? Rządzenie Brukseli staje się coraz bardziej autokratyczne. Czy naprawdę nie ma żadnej alternatywy?

W połowie drogi pomiędzy Berlinem a Waszyngtonem, Irlandia ma rewelacyjne położenie ze swoją neutralnością i językiem, aby zostać… np. Szwajcarią anglojęzycznego świata. Być może mieszkańcy Irlandii powinni teraz rozważyć to co było do tej pory zakazane? Może odbyć debatę narodową? Ustalić realne alternatywy dla kraju w obecnej sytuacji a później pozwolić ludziom zagłosować – nie w sposób jaki chciałaby tego Bruksela, lecz w sposób irlandzki.

Znieść ból i odzyskać państwo z powrotem?

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 25 październik 2010 18:34
powrót na górę