Menu
logo irlandia.ie

Polacy NIE wracają do Polski.

Popularne hasło "Polacy wracają do Polski" podawane globalnie z Warszawy do największych światowych mediów oraz do wszystkich polonijnych skupisk od jesieni 2007 roku, jest składową polskiej polityki, czystą demagogią i pozostaje jedynie życzeniem środowisk mających w tym interes i związanych z Warszawą, rządem, partią oraz innymi grupami wpływów.


Polacy jako wolni mieszkańcy Unii Europejskiej migrują w obszarze wspólnoty. Każda jednostka przed opuszczeniem Polski w celach (e-)migracyjnych podejmowała bardzo osobiste decyzje w stosunku do swojej indywidualnej sytuacji. Powodów emigracji jest tyle ile jednostek pozostających na emigracji.

Populistyczny slogan "Polacy wracają do Polski" podawany globalnie wszem i wobec oraz szczególnie mocno słany do środowisk polonijnych na świecie jest pusty. Czym są bowiem powroty? W rozumieniu tworzących ten slogan, są życzeniem powrotu na stałe do Polski. Ale czy powroty osoby na emigracji do Polski, która przyjeżdża do ojczyzny w celu ponownego spróbowania życia w warunkach nowych, decydując po tygodniu, miesiącu, dwóch o ponownym wyjeździe jest tym powrotem?

Od jesieni roku 2007 czyli wypuszczenia przez Warszawę globalnego newsa "Polacy wracają do Polski" i wydaniu "Powrotnika" (którego nazwa powinna brzmieć "Przewrotnik" - bo tyle ma wspólnego z rzeczywistością) z krajów do których wyjechano  na emigrację "wróciły" dziesiątki jeśli nie setki tysięcy Polaków.

Każdy "powracający" przywiózł w kieszeni przynajmniej 100 eur lub 100 dolarów, wydając je w ojczyźnie. O to właśnie chodziło. Kto na tym zarobił to temat na inny artykuł.

Kto z rządzących zatroszczył się o te osoby na dalszym etapie "powrotów"? Często rzeczywistość pokazała jak niewiele zmieniło się w mentalności i charakterystyce życia w Polsce od czasu wejścia do Unii Europejskiej.

Fala pieniędzy od emigracji przestała płynąć do Polski i nagle trzeba w przyszłym roku w Polsce podnieść VAT o 1%. Planuje się podnoszenie VAT-u w Polsce o 1% rocznie do osiągnięcia za kilka lat poziomu 25% - najwyższego dozwolonego w Unii Europejskiej.

Z życia na emigracji i środowiskami polonijnymi, z którymi jestem związany od 18 lat w tym 9 lat w Irlandii stwierdzam, że stosunkowo niewiele osób zdecydowało się na powrót na stałe.

Hasła, slogany, życzenia, tworzenie percepcji - jest szarganiem życia człowieka, tego zwykłego na emigracji.

Człowiek ten, który następnie gdy już opuścił Nowy Jork czy Chicago i NIE odnalazł się w Polsce, po tygodniu, najdalej miesiącu wyjeżdża do Londynu lub Amsterdamu - bo są to jedyne metropolie w Europie przypominające styl życia w Ameryce.

Kto pozostaje w Polsce? „Uwiązani”.

Jednak Europa to nie Ameryka i ten, kto często z nadzieją o Polsce opuścił USA, już bez możliwości powrotu za Wielką Wodę, nigdy w Europie się nie odnajdzie. Jest to moja prywatna opinia po rozmowach z wieloma migrującymi osobami w przeciągu ostatnich 18 lat.

Tworzący w Warszawie slogany, hasła, kampanie PR o zasięgu globalnym powinni wziąć pod uwagę jednostki ludzkie a nie zasób portfela polskiego emigranta. Powinni wiele jeszcze nauczyć się o zasadzie win-win (wygrywam-wygrywasz), ponieważ obecnie polityka prowadzona z Warszawy w stosunku do Polaków na emigracji jest na zasadzie win-lose (wygrywam-tracisz).

To gdzie Polak na emigracji, Polonus, lub często już tylko Polak w sercu bo obywatel od wielu pokoleń np. amerykański wydaje zarobione pieniądze jest indywidualną decyzją. W języku angielskim są takie popularne sformuowania „shopping experience” i „after sale customer care”. Robiący zakupy w USA na pewno wiedzą o co chodzi. Wydawanie pieniędzy jest tam bowiem przyjemnością, na którą składa się bardzo wiele czynników. Przede wszystkim szacunek. Polacy zarobione pieniądze w Irlandii wydają na całym świecie i inwestują również w wielu krajach.

Jeśli potraktować rząd polski jako sprzedawcę „powrotów” stwierdzam, że „shopping experience” i „after sale customer care” nie istnieją.

W Irlandii Polakom żyje się dobrze. Zielona Wyspa pomimo recesji jest spokojna i wyluzowana. Rząd irlandzki zawsze troszczył się, troszczy i będzie troszczyć o najbiedniejszych. Bogaty sobie zawsze poradzi. To częste stwierdzenia znajomych polityków i osób „na górze”.

Irlandia w przyszłości i tak sobie poradzi. Przechodzi trudny okres, ale nauczyła się na swoich błędach. Potrafi rozmawiać i prowadzić świetne biznesy z różnymi biegunami wpływów: USA, Niemcy, Chiny. Tylko nie… Polska?

Nie Polska? Dalczego? Ponieważ Polska chce tylko brać i nie chce inwestować w Irlandii.  Czas na polskie inwestycje w Irlandii. Czas na naukę dla Warszawy. Bez inwestycji i poniesienia kosztów już się nie obejdzie. Będzie trzeba podnosić VAT i ciąć koszty. Irlandia znów dla Polski powinna być przykładem.

Program „Szkoły Liderów” dofinansowywany i wspierany przez MSZ – Warszawę i ambasady polskie na całym świecie wykreują przychylne polskim rządom polonijne jednostki w wielu krajach, w tym i Irlandii.  To śmieszny koszt i żadna inwestycja. Te osoby będą wpływać na światopogląd Polaków i nie tylko. Zysk dla Polski zawsze jednak będzie krótkotrwały. Wolny Polak na emigracji, znający języki obce, często nieźle wykształcony, otwarty, posiadający dostęp do informacji z wielu niezależnych źródeł i w wielu językach decydować będzie sam.

Tymczasem w Irlandii nadszedł czas na przyjęcie 250,000 nowych obywateli w szeregi irlandzkiego społeczeństwa. Obywatelstwo irlandzkie – to już czas. 5+ lat minęło od przyjazdu Polonii obecnie przebywającej w Irlandii. To kwalifikuje. Radzę to czym prędzej zrobić, aby utrzymać swoje prawa na Wyspie. Dlaczego warto? O tym w następnym artykule.



Ostatnio zmienianyponiedziałek, 18 październik 2010 02:38
Więcej w tej kategorii: « Avatar Karol »
powrót na górę